| Spis treści |
|---|
| Pierniczki i ruchy planet... |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |
Zupełnie przypadkowo udało nam się taką znaleźć. Wciągnęła nas tak mocno, że opuszczaliśmy ją z wielkim żalem, by następnego dnia wrócić do niej po kolejną porcję energii.
Każdy z nas jadł kiedyś „toruńskie pierniki”. Można je kupić w każdym niemal mieście. Ale większość nas nie miała okazji samodzielnie przygotować piernika według staropolskiej receptury. Nie ukrywam, że „zjadliwość” takiego piernika jest bardzo wątpliwa – pieczony bez proszku do pieczenia czy sody oczyszczonej i twardy jak kamień. Jedzono takie wynalazki od średniowiecza aż po XVIIIwiek. Teraz służą bardziej jako ozdoba na ścianę czy pamiątka z „piernikowego miasta”. Do odwiedzenia „Żywego Muzeum Piernika” zachęcam, zarówno osoby indywidualne jak i wycieczki szkolne. My akurat braliśmy udział w warsztatach wraz z grupą gimnazjalistów. „Mistrzowie” w sposób bardzo obrazowy wprowadzali nas najpierw w tajniki przygotowania ciasta, a następnie mieliśmy okazję z gotowego ciasta wykroić pierniczki o ciekawych kształtach i po upieczeniu zabrać je do domu na pamiątkę. Każdy uczestnik warsztatów otrzymuje również pamiątkowy dyplom.
My dodatkowo jak na pasjonatów żywej historii przystało, próbowaliśmy się dowiedzieć więcej o wypieku pierników na przestrzeni dziejów. Wymyśliłam sobie nawet, ze chciałabym piec pierniki średniowieczną metodą i serwować je znajomym na imprezach historycznych. Ale dość szybko porzuciłam ten plan. Nie zachował się żaden przepis, z którego wynikałoby coś więcej niż ogólne wyliczenie składników. Z lekkim rozczarowaniem w głowie oraz pamiątkami w kieszeni, opuściliśmy progi „żywego muzeum”.
Na zakończenie dnia zrobiliśmy sobie typowo relaksacyjną wyprawę po Toruniu – po knajpkach i kafejkach. Dokładnie tak, jak mówiła właścicielka hostelu, w którym nocowaliśmy – Toruń kryje wiele ciekawych miejsc, każde jest inne i każde na swój sposób ciekawe. Na ten temat nie będę się rozpisywać, ponieważ każdy z czytelników zainteresowałaby się innym miejscem, pozostawiam to więc Waszej wyobraźni.
Na ostatni dzień zostawiliśmy sobie element, z którego najbardziej słynie Toruń – Mikołaja Kopernika i Jego odkrycia.
Zaczęliśmy od domu Mikołaja Kopernika. W muzeum znajdują się wystawy mniej lub bardziej bezpośrednio związane z postacią tego uczonego oraz jego rodziny.
Następnym punktem programu było Planetarium. Większość seansów jest przeznaczona dla dzieci, ale przy odrobinie cierpliwości każdy znajdzie coś dla siebie:
podstawowe informacje związane z ruchami Ziemi, budową Wszechświata, tematyką misji i sond kosmicznych, poznawanie wierzeń i teorii Egipcjan, Hindusów i Majów na temat powstania Wszechświata, a także przewodnik mówiący nam jak odszukać jasne gwiazdy i znane konstelacje.
Na koniec zostawiliśmy sobie zakup pamiątek dla rodziny i przyjaciół.
Nie ukrywam, że to najtrudniejszy punkt programu. Przynajmniej był trudnym dla nas, może innym turystom będzie łatwiej.
Ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni z wycieczki do Torunia i wszystkich atrakcji, które oferuje to miasto. Na pewno tam jeszcze wrócimy, o innej porze roku dla odmiany.
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

