Follow us on Twitter
Start Czas wolny Turystyka i agroturystyka Pierniczki i ruchy planet...

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Pierniczki i ruchy planet...
Strona 2
Wszystkie strony


...dosyć nietypowe to połączenie, ale właśnie ono najlepiej opisuje atrakcje, czekające na nas w Toruniu.

 Image
Trzydniowa wycieczka, którą sobie zaplanowaliśmy to taka naprawdę spacerowa wersja, spokojnie można na nią zabrać dziecko.
My dzieci nie posiadamy, ale chyba posiedliśmy zbyt wiele wolnego czasu.


Żeby wszystko zwiedzić wystarczą dwa dni systematycznego chodzenia z mapką w dłoni lub takie luźne trzy, jak nasze.
Na początku zameldowaliśmy się w miejscu noclegowym.
Nie był to hotel z pełna obsługą, tylko kameralny przytulny hostel w samym centrum starego miasta, z dostępem do kuchni oraz bezprzewodowym Internetem na terenie całego obiektu.
Polecamy to miejsce, ze względu na wysoki standard w stosunku do ceny, ale nazwy nie podaję, by nie narażać moich wynurzeń na cenzurę ;-)
Pierwszy wieczór przeznaczyliśmy na spacer po starym mieście. Toruń posiada dwa rynki Rynek Nowomiejski oraz Rynek Staromiejski, a także pod murami miejskimi, wywodzącymi się ze średniowiecza oraz nad Wisłą. Taki spokojny spacerek, żeby rozeznać się w sytuacji.
Następnego dnia rano ruszyliśmy na bardziej systematyczne zwiedzanie – od punktu A do punktu B – zgodnie z przygotowanym poprzedniego dnia planem.
Dla nas ważnym punktem programu były ruiny zamku – mam pewną obsesję na punkcie zamków, zwiedzam i fotografuję wszystkie obiekty tego typu.
Ale zamek w Toruniu polecam również tym, którzy nie przepadają za „średniowieczną kupą kamieni” jak część moich znajomych określa moja pasję.
W podziemiach grupa rekonstrukcji historycznej, mająca tam swoją siedzibę, przygotowała ciekawą wystawę. Toruński zamek był siedzibą zakonu krzyżackiego, dlatego wystawa składa się ze sprzętów użytkowanych przez zakonników – przedstawione są m in. sypialnia, jadalnia oraz prezentacja broni używanej przez braci.

 Image

Starsze dzieci oraz młodzież natomiast mogą być zainteresowane „pokojem strachów”, w którym znajdują się straszydła znane z popularnych horrorów.
Kontynuując wątek średniowieczny – obejrzeliśmy inne zabytki: Ratusz Staromiejski, Bramę Mostową, Krzywą Wieżę, kamienice mieszczańskie, Kościół Św. Jerzego oraz mury miejskie, choć te ostatnie niewiele już mają ze swej średniowiecznej formy.
Można by tak chodzić bez końca, ale przy marcowej pogodzie – wietrznej i deszczowej, a momentami nawet gradowej – warto poszukać przytulnej kafejki z gorącą czekoladą i nastrojowym wnętrzem.

 {Mosmodule module=ArtBanners_bottom}


 

Zupełnie przypadkowo udało nam się taką znaleźć. Wciągnęła nas tak mocno, że opuszczaliśmy ją z wielkim żalem, by następnego dnia wrócić do niej po kolejną porcję energii.
Każdy z nas jadł kiedyś „toruńskie pierniki”. Można je kupić w każdym niemal mieście. Ale większość nas nie miała okazji samodzielnie przygotować piernika według staropolskiej receptury. Nie ukrywam, że „zjadliwość” takiego piernika jest bardzo wątpliwa – pieczony bez proszku do pieczenia czy sody oczyszczonej i twardy jak kamień. Jedzono takie wynalazki od średniowiecza aż po XVIIIwiek. Teraz służą bardziej jako ozdoba na ścianę czy pamiątka z „piernikowego miasta”. Do odwiedzenia „Żywego Muzeum Piernika” zachęcam, zarówno osoby indywidualne jak i wycieczki szkolne. My akurat braliśmy udział w warsztatach wraz z grupą gimnazjalistów. „Mistrzowie” w sposób bardzo obrazowy wprowadzali nas najpierw w tajniki przygotowania ciasta, a następnie mieliśmy okazję z gotowego ciasta wykroić pierniczki o ciekawych kształtach i po upieczeniu zabrać je do domu na pamiątkę. Każdy uczestnik warsztatów otrzymuje również pamiątkowy dyplom.
My dodatkowo jak na pasjonatów żywej historii przystało, próbowaliśmy się dowiedzieć więcej o wypieku pierników na przestrzeni dziejów. Wymyśliłam sobie nawet, ze chciałabym piec pierniki średniowieczną metodą i serwować je znajomym na imprezach historycznych. Ale dość szybko porzuciłam ten plan. Nie zachował się żaden przepis, z którego wynikałoby coś więcej niż ogólne wyliczenie składników. Z lekkim rozczarowaniem w głowie oraz pamiątkami w kieszeni, opuściliśmy progi „żywego muzeum”.

 Image

Na zakończenie dnia zrobiliśmy sobie typowo relaksacyjną wyprawę po Toruniu – po knajpkach i kafejkach. Dokładnie tak, jak mówiła właścicielka hostelu, w którym nocowaliśmy – Toruń kryje wiele ciekawych miejsc, każde jest inne i każde na swój sposób ciekawe. Na ten temat nie będę się rozpisywać, ponieważ każdy z czytelników zainteresowałaby się innym miejscem, pozostawiam to więc Waszej wyobraźni.
Na ostatni dzień zostawiliśmy sobie element, z którego najbardziej słynie Toruń – Mikołaja Kopernika i Jego odkrycia.
Zaczęliśmy od domu Mikołaja Kopernika. W muzeum znajdują się wystawy mniej lub bardziej bezpośrednio związane z postacią tego uczonego oraz jego rodziny.
Następnym punktem programu było Planetarium. Większość seansów jest przeznaczona dla dzieci, ale przy odrobinie cierpliwości każdy znajdzie coś dla siebie:
podstawowe informacje związane z ruchami Ziemi, budową Wszechświata, tematyką misji i sond kosmicznych, poznawanie wierzeń i teorii Egipcjan, Hindusów i Majów na temat powstania Wszechświata, a także przewodnik mówiący nam jak odszukać jasne gwiazdy i znane konstelacje.
Na koniec zostawiliśmy sobie zakup pamiątek dla rodziny i przyjaciół.
Nie ukrywam, że to najtrudniejszy punkt programu. Przynajmniej był trudnym dla nas, może innym turystom będzie łatwiej.
Ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni z wycieczki do Torunia i wszystkich atrakcji, które oferuje to miasto. Na pewno tam jeszcze wrócimy, o innej porze roku dla odmiany.

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}



 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS