Follow us on Twitter
Start Czas wolny Turystyka i agroturystyka Pamiętnik z podróży do Słowenii

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Pamiętnik z podróży do Słowenii
Strona 2
Strona 3
Wszystkie strony

 Image

 

Gdy zarysowywaliśmy kontury naszej ostatniej podróży, jej krańcowe granice sięgnęły Gór Betyckich w Hiszpanii. Ołówek z marzeń, którego użyliśmy, złamał się jednak znacznie bliżej polskiej granicy.

Być może czasem nie jest czymś najistotniejszym ilość przejechanych kilometrów i odwiedzonych zakątków, ale jakość kontaktu z ludźmi napotkanymi w drodze. Życie dopiero nas tego uczy. Wyjechaliśmy wczesnym rankiem, tak, by syn mógł spokojnie przedrzemać kilka godzin kołysany przejażdżką po polskich i słowackich drogach. Pierwszy dłuższy postój urządziliśmy tuż przed Bratysławą, gdzie w kolejce po gaz oprócz nas ustawili się inni rodacy. Męska część podróżników, najwidoczniej odważniejsza od damskiej, od razu rozpoczęła żywą dyskusję. Nasz Tico jak zwykle wzbudził uznanie zmieszane z niedowierzaniem. Znów wypuszczał się gdzieś daleko, mimo, iż niektórzy porównywali jazdę nim do szpilkowej wycieczki na Rysy:) Po pełnym dogazowaniu się, rozłożyliśmy kocyk na zielonej trawce, której zapewne kierowcy tirów nie żałowali sowitego podlewania. Mały sunął z uśmiechem w stronę zielonej roślinności, nie zniechęcając się ciągłym przywracaniem go na pole manewru, wyznaczone granicami kocyka.


Image

 

Zjedliśmy, sprzątnęliśmy po sobie i ruszyliśmy dalej. Za pordzewiałymi budynkami dawnej granicy, machała nam na powitanie mnóstwem wiatrakowych ramion czysta i schludna Austria. Słońce chowało się już za horyzont, więc postanowiliśmy poszukać kawałka ziemi, który zechce nas przenocować. Tymczasem, gdzie okiem nie sięgnąć, widzieliśmy tylko uprawne pola. W końcu, gdy zapadła ciemność, udało nam się wypatrzeć (z pomocą samochodowych reflektorów) porośnięty trawą, równy kawałek ziemi, oddalony nieco od ulicy i skryty w cieniu kilku drzew. Idealna miejscówka! Rozbiliśmy namiot najszybciej jak było to możliwe, choć piękna i ciepła sierpniowa noc zapraszała raczej do romantycznego spaceru niż snu. Rano, zamiast budzika, obudził nas warkot traktorów. No tak, okazało się, że śpimy w pobliżu pola uprawnego, na drodze doń wiodącej. Kierowcy powitali przyjaźnie Mariusza, który wyszedł na zewnątrz. Ze śniadaniem postanowiliśmy poczekać do następnego postoju na stacji benzynowej. Tam na spokojnie rozpaliliśmy gazową maszynkę i wsunęliśmy ugotowany przez teściową beuf strogonov. Resztę porannej części tego dnia, zajęło nam szukanie kantorów w mniejszych i większych austriackich miastach. Zniechęceni wysoką prowizją, postanowiliśmy skoczyć do Słowenii, kraju, który prędzej czy później i tak zamierzaliśmy odwiedzić. Przekroczyliśmy granicę obok austriackiego Klagenfurtu. Krajobraz po słoweńskiej stronie można by z powodzeniem ująć w ramkę i podpisać :,,Sielanka". Otaczały nas wysokie, aczkolwiek spokojne Alpy Julijskie.


 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS