Follow us on Twitter
Start Czas wolny Turystyka i agroturystyka Gdzie gna nas wiatr

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Gdzie gna nas wiatr
Strona 2
Strona 3
Wszystkie strony

 Image

Tak to już z człowiekiem jest - coś gna i pędzi, i zostać choćby chwilę w miejscu nie pozwala. Nie wiem, dlaczego tak właśnie jest. Dość stwierdzić, ze pęd ten silniejszy jest od czegokolwiek chyba, co motywuje nasze zachowanie. Tak silny, że pozwala i każe... tylko wyruszyć. No to wyruszyliśmy. Na wariata, a jakże, przygotowując  uprzednio tylko kilka toreb z ciuchami, samochód tak, by można nim było dojechać. Stos jedzenia i zabawek dla naszego już nie niemowlaka, no i oczywiście nieodłącznego GPSa. Poniosło nas tam, gdzie ponieść usiłowało już dawno. Do grodu starego, w którym jednak najbardziej ciągnęło nas to, że jest jakoś egzotyczny, bo daleki.  Taki tajemniczy, taki "niewiadomojaki", ale fascynujący na pewno, to wiedzieliśmy prawie w ciemno.

Prawie, bo dwoje z naszej trójki było już tam kiedyś. Mąż niezbyt dawno, stąd i miasto pamiętał i był w stanie poznać je tu i ówdzie. Ja przed laty wielu, ćwierć wieku bez mała, stąd i  biała karta w pamięci. Mimo oglądanych zdjęć z dzieciństwa nie pamiętałam kompletnie nic.A pojechać już chciałam od zawsze.
 Pojechaliśmy. Do Gdańska.
 Już wcześniej mąż zaplanował trasę.Nie żeby najkrótsza, nie żeby najszybsza. Zeby ciekawa. Żeby zahaczyć o co się da.Toteż nie dziwota, że  znający nas dość dobrze Wielkopolanie wciąż się śmieją, zż my do Konina to jeździmy przez Warszawę.
No to polecieliśmy. Na początku, jak zawsze prawie, na Częstochowę. Tuż za nią rutyna się skończyła. Bo to człowiek przyzwyczajony na Olesno, Wieluń dalej trasą jeździć, a tu nie!
 Na Łódź.
W podróży samochodem fascynuje mnie zawsze to, że właśnie samemu trasę sobie zaplanować można i popodziwiać przez okno to, co się naprawdę chce.
 Ktoś by powiedział - cóż tam Łódź, ot zwykłe fabryczne, przemysłowe miasto.
 Ale gdzież tam!
 Po obu stronach ulicy co rusz mury puste, bez szyb, niczym twarze bez oczu. Milczące, ale jakoś niegroźne. Po prostu, tchnące czymś, co było. Mury te zafascynowały mnie niesamowicie. Jak się potem okazało, zachwyciły i mojego meża, choć z zupełnie innego powodu. Kto ogląda galerię, ten wie o zamiłowaniu męża do miejsc opuszczonych, tajemniczych, takich ze swoim klimatem, ryzykownych trochę. takich, co to o nich wiadomo, że nie każdy, nie zawsze tam wejdzie, a jeśli wejdzie to na pewno nie bez trwogi, obawy czy przynajmniej dreszczyku emocji. Mnie w ruinach ciągnie coś innego. Historyczność. Nigdy nienazwane i nieopowiedziane kroki, trasy, scieżki wydeptane przez ludzi, o których istnieniu już nikt prócz ich własnych rodzin nie pamięta. Dzieje budynków, tych, którzy je tworzyli, projektowali, ich doglądali. I... nade wszystko te subtelne nici, które takie budynki wiąża z literaturą.
 Tu nici były grube, ba to nie były więzy, a nici dosłownie. Bo gdy spojrzałam na pozostałości jednej, drugiej, trzeciej fabryki, jako żywo stanął mi przed oczami krajobraz wprost z Reymontowskiej "Ziemi Obiecanej" i tylko postaci w dziewiętnastowiecznych ubraniach brakowało, ale zadawało się nieomal, z etuż tuż za omszałym drzewem w parku opodal jakaś postać się pojawi.
 I to bynajmniej nie kontrastować zgiełkiem samochodów, autobusów, tramwajów w Łodzi dwudziestego pierwszego wieku. Mimo tych różnic, tych historycznych odległości czuło się - to była ta sama Łódź.
  Zauroczonej tym fabrycznym krajobrazem (nigdy w życiu nie myślałam, że się kiedykolwiek fabrycznym krajobrazem zauroczę), przemykając po łódzkich ulicach, nie udało mi się jednak zrobić zdjęć tym niesamowitym obiektom, ale przywołajmy coś, co je unaoczni.

Jedyne zdjęcie, jakie zdołałam zrobić - komórką niestety,  zapewne dawna kamienica fabrycznych łódzkich notabli, dziś wciśnięta między bardziej nowoczesna zabudowę.

Image

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}


 

 

Kadry z filmu Andrzeja Wajdy "Ziemia Obiecana" 1974

Image

Image 

 

 






 W Łodzi prócz Reymontowskich krajobrazów jest coś jeszcze. Literackiego, a jakże.Ot, jedziemy sobie, ja jak to zwykle, patrze mimowolnie na tabliczki z nazwami ulic i.... ulica Tuwima. Po prostu. Jak niewiele czasem trzeba, jeden obiekt, by popłynął nurt refleksji. Tumwim. No przecież ulice Tuwima są wszędzie. Może i są, ale wszak z Łodzią był on związany szczególnie.

Łódź

Gdy kiedyś czołem dosięgnę gwiazd
I przyjdzie chwały mej era,
Gdy będzie o mnie kilkaset miast
Sprzeczać się, jak o Homera,

Gdy w Polsce będzie pomników mych
Więcej niż grzybów po deszczu,

I w każdym mieście zacznie się krzyk:
"Ja Ciebie wydałem, wieszczu!"-

Niechaj potomni przestaną snuć
Domysły "w sprawie Tuwima",
Bo sam oświadczam: mój gród - to Łódź,
To moja kolebka rodzima!

Niech sobie Ganges, Sorrento, Krym
Pod niebo inni wynoszą,
A ja Łódź wolę! Jej brud i dym
Szczęściem mi są i rozkoszą.

Tu, jako tyci od ziemi brzdąc,
Zdzierałem portki i buty,
Tu belfer, na czym świat stoi klnąc,
Krzyczał: "Ty leniu zakuty!"

Tu usłyszałem burz pierwszych grom
I pierwsze muzy szelesty!
(Do dzisiaj stoi ten słynny dom:
Andrzeja, numer czterdziesty.)

Tu przez lat dziesięć, co drugi dzień,
Chodziłem smętnie do budy,
Gdzie jako łobuz, pijak i leń
Słynąłem, ziewając z nudy.

I tu mi serce na wieczność skradł
Ktoś cichy i modro-złocisty,
I tu przez siedem ogromnych lat
Pisałem wiersze i listy.

Nawet mizerne wiersze me
Łódź oceniła najpierwsza,
Bo jakiś Książek drukował mnie
Po dwie kopiejki od wiersza.

Więc kocham twoją "urodę złą",
Jak matka niedobrą - dziecinę,
Kocham twych ulic szarzyznę mdłą,
Najdroższe miasto na świecie!

Zaszwargotanych zaułków twych
Kurz, zaduch, błoto i gwary
Piękniejsze są mi niż stolic szych
I niż paryskie bulwary!

Śmieszność twa łzami przyprósza mi wzrok,
Martwota okien twych ślepych
I czarnych ulic handlarski tłok,
I uszargany twój przepych.

I ten sterczący głupio "Savoy",
I wyfioczone przekupki,
I szyld odwieczny: ?Mużskij portnoj,
On-że madam i pszerupki".

                             (-) Julian Tuwim

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}


 

 

 

Matka

   Jest na łódzkim cmentarzu,
   Na cmentarzu żydowskim,
   Grób polski mojej matki,
   Mojej matki żydowskiej.

   Grób mojej Matki Polki,
   Mojej Matki Żydówki,
   Znad Wisły ją przywiozłem
   Nad brzeg fabrycznej Łódki.

   Głaz mogiłę przywalił,
   A na głazie pobladłym
   Trochę liści wawrzynu,
   Które z brzozy opadły.

   A gdy wietrzyk słoneczny
   Igra z nimi złociście,
   W Polonię, w Komandorię
   Układają się liście.

II
   Zastrzelił ją faszysta,
   Kiedy myślała o mnie,
   Zastrzelił ją faszysta,
   Kiedy tęskniła do mnie.

   Nabił - zabił tęsknotę,
   Znowu zaczął nabijać,
   Żeby potem... - lecz potem
   Nie było już co zabijać.

   Przestrzelił świat matczyny:
   Dwie pieszczotliwe zgłoski,
   Trupa z okna wyrzucił
   Na święty bruk otwocki.

   Zapamiętaj, córeczko!
   Przypomnij, późny wnuku!
   Wypełniło się słowo:
   "Ideał sięgnął bruku".

   Zebrałem ją z pola chwały,
   Oddałem ziemi-macierzy...
   Lecz trup mojego imienia
   Do dziś tam jeszcze leży.

                                         (-) Julian Tuwim

 



Julian Tuwim przenosząc się z Łodzi do Warszawy tak pisał o mieście swojego dzieciństwa  :


Nie miałem serca do Warszawy,
Gdy opuszczałem miasto Łódź...
Kamienie lepiej w Łodzi tłuc,
I po cóż jechać do Warszawy...

                                                                (-) Julian Tuwim


I tak zwykłe z pozoru przemysłowe miasto staje się... bez mała magiczne Takie miasto ma coś więcej niż symbole. Na nowo żyje.

Minęlismy Łódź, jadąc na kolejne miasto, brzemienne sensem, historią i pięknem zgoła innym. Ale o tym kolejnym razem.

 

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom} 

 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS