Follow us on Twitter
Start Czas wolny Turystyka i agroturystyka Bałkany

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Bałkany
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Wszystkie strony

   Image

 

Myśl o podróży pojawia się niczym przebłysk w życiu większości z nas, po czym równie szybko znika, tłumiona tysiącem racjonalnych powodów, które negują sensowność jej spełnienia.

Grunt, żeby na to nie pozwolić- wraz z zapakowaniem plecaków zamknąć w nich szczelnie wszelkie wątpliwości. Odkąd jestem mamą przychodzi mi to z dużo większym trudem – wszak myślę już nie tylko za siebie. Czasem wyobrażam sobie co czuje mój syn, gdy pakujemy go do samochodowego siedzonka z zamiarem przejechania kilkuset kilometrów jednego dnia. Wspinając się na wyżyny empatii układam w głowie jego pochmurne myśli : ,, Powinniście zapewnić mi jednostajną, przewidywalną egzystencję, przynajmniej dopóki nie skończę roku, a tu co?”. Dopiero po jakimś czasie dochodzi do mnie, że owe myśli są specyficznym tworem, na które składa się moje własne poczucie winy plus wszystkie porady dziecięce, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Moje dziecko, podróżując z nami, nie wygląda na nieszczęśliwe. Gdy jest zmęczone- stajemy. Gdy jest głodne- jemy . Gdy chce się bawić- organizujemy mu zabawę. Mamy przy tym dużo więcej energii niż siedząc w miejscu na krakowskim blokowisku.
   Jednakże trzeba miejscu naszego zamieszkania oddać pewną ważną zasługę- to tutaj, wzlatując ponad monotonną teraźniejszością, rodzą się pomysły kolejnych wycieczek. Tak było i tym razem. Postanowiliśmy sprawdzić co też ukrywa się w południowo- wschodniej części Europy. Trwało gorące lato, mieliśmy wolne ( ustawowo- na studiach i dobrowolnie- w pracy), wsiedliśmy więc do naszego sprawdzonego samochodu i ruszyliśmy w drogę.

Image

Rumunia

W ciągu pierwszego dnia dojechaliśmy do Rumunii. Przekonani, że ceny są tu niskie, zawiedliśmy się już podczas pierwszego pytania o nocleg. Od przyjętej z góry zasady (,, Nie damy więcej niż 10 euro od osoby”) nie było wyjątków, toteż chcąc nie chcąc rozłożyliśmy na noc siedzenia w samochodzie. Tuż obok nas koczowali zakochani, najwyraźniej również zauroczeni romantyzmem nocy spędzonej za deską rozdzielczą.

 

Poranek okazał się nieco dżdżysty, co w połączeniu z naszymi ciężkimi powiekami nie wróżyło najlepiej. Dojechawszy do małej mieściny, w której zauważyliśmy napis: ,,Hostel” podkreślony stosowną strzałką, obraliśmy wskazywany przezeń kierunek i dotarliśmy do odludnego miejsca, gdzie stało kilka podłużnych budynków. Cena była idealna- 10 euro. Dostaliśmy milutki pokoik z własną łazienką i telewizorem, który odbierał polskie kanały. Było prawie jak w domu. Z racji sporej ilości wolnego czasu poszliśmy na spacer po błotnistej okolicy. Przed nami rozciągała się wioska- domy były tu kolorowe, wsparte jeden na drugim, podstarzałe niczym kobiety siedzące przed nimi rzędem na jednej ławeczce.

Image

 

Potem dołączyło się kilka młodszych, z dziećmi na ramionach. Przeszliśmy obok nich uśmiechając się tylko, po rumuńsku nie umieliśmy powiedzieć nawet ,,dzień dobry”. Zresztą, one pewnie i tak częściej mówiły po cygańsku- przynajmniej między sobą. A jednak- mimo oczywistych językowych barier wytworzyła się między nami pewna nić porozumienia. Mój mąż zapytał na migi, czy może zrobić im zdjęcie.  Zgodziły się, wyraźnie zadowolone z powodu tego nieoczekiwanego zainteresowania. Próbowaliśmy o czymś porozmawiać- naszym jedynym pośrednikiem był uśmiech i rozmowa na migi. Patrzyliśmy na nasze dzieci i gaworzyliśmy z nimi. One są w końcu poliglotami.
Celem wyjazdu do Rumunii była Transylwania, więc już następnego dnia opuściliśmy hostel w cygańskiej wiosce i w strugach deszczu, pojechaliśmy dalej. Tego dnia chmury nie opuszczały nas ani na krok. Nie było mowy o planowanej wcześniej przechadzce w Karpaty, toteż zastąpiliśmy ją przejażdżką po najwyżej położonych w tych górach drogach. Zieleń, cisza, las i borówki wokół nas- czegóż można było chcieć więcej? Im wyżej wyjeżdżaliśmy, tym trudniejsza do przejechania była górska droga. Oprócz nas kosztowali jej trudów tego dnia tylko motocykliści. Dwójka z nich okazała się naszymi rodakami. Po południu, w czasie, gdy słońce zmierza już ku linii horyzontu, postanowiliśmy znaleźć nocleg. Ugościł nas przydrożny bar dysponujący kilkoma małymi pokojami na półpiętrze. Ponieważ konstrukcja całego budynku nie należała do stabilnych, odczuwaliśmy drgania przy każdej ciężarówce przejeżdżającej obok. Tak czy owak powitaliśmy kolejny poranek wyspani i w dobrym humorze. Na nieszczęście pogoda nadal nie dopisywała. Tego dnia chcieliśmy przekroczyć granicę z Bułgarią w miejscu, gdzie naturalnie czyni to Dunaj. Na miejscu okazało się , że  przyjemność przejechania nad nim po niczym specjalnie nie wyróżniającym się, starym moście słono kosztuje. Radzi nie radzi wciągnęliśmy więc z portfela okrągłe dziesięć euro.

 {Mosmodule module=ArtBanners_bottom}



 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS