"Moje ciało było suche i sztywne, jakby pokrywało je schnące błoto. Skóra straciła całą swoją elastyczność i kiedy się uśmiechałam, robiły mi się zmarszczki. Wszędzie wystawały stawy i kiedy siedziałam zbyt długo, dostawałam skurczów. Kąpiele były tak bolesne, że musiałam podpierać się rękami, żeby pleców nie odgniatała wanna. Ale zawsze chciałam się kąpać, często kilka razy dziennie, ponieważ tylko wtedy było mi ciepło. Byłam zimna. Miałam zimne ręce, zimną twarz, od zimna bolało mnie serce."
"Ten przykry stan musiał być znany Alice Rae, 18-letniej studentce z Hampshire, która zmarła niedawno po dwóch latach chorowania na anoreksję. Dla tych, którzy ją znali i kochali, niepojęta musiała być myśl, że dziewczyna mająca przed sobą taką przyszłość – dostała się na Uniwersytet Cambridge – skończy tak tragicznie. Rozumiałam to dobrze. I tak bardzo chciałam jakoś pomóc. To była jeszcze jedna dziewczyna, która – tak jak ja – „miała wszystko”. Ale anoreksja to złodziejka porządnych dusz. Nigdy nie czułam, że popadam w tę chorobę. Moje życie jako nastolatki było zrównoważone i czułam się szczęśliwa. Byłam porządną dziewczynką z porządnej pięcioosobowej rodziny, mieszkającą w porządnym domu w Genewie i otoczoną niezliczoną ilością porządnych przyjaciół.
Mając 15 lat, podobnie jak wiele nastolatek, zaczęłam tracić pewność siebie. To było takie usztywniające poczucie niższości, które powoli wsączało się w moje żyły, zatruwając mnie lękiem przed tym, że rozczaruję innych i samą siebie. W mojej głowie pojawiał się głośniejszy każdego dnia szept, wpajający mi przekonanie, że nie jestem dostatecznie dobra – nieinteligentna, nieładna, niemodna, niemiła. Czułam się nic niewarta.
Teraz postrzegam to jak spiralne schody, po których ślepo staczałam się w dół. Pewnego razu zjadłam na śniadanie wielką miskę słodkich płatków zbożowych w gęstym mleku; następnego ranka liczyłam już łyżki otrąb zwilżonych jedynie wodą. W miarę upływu kolejnych tygodni rezygnowałam z innych produktów spożywczych. Moja anoreksja po raz pierwszy objawiła się publicznie podczas szkolnego pokazu mody na cele dobroczynne. To było w maju 2000 roku, miałam 16 lat i był to przedostatni rok nauki. Zostałam wybrana jako modelka prezentująca suknię ślubną. Była ona uszyta na miarę, więc musiałam mieć pewność, że zachowam figurę, do której została dopasowana kilka tygodni wcześniej. Zaczęłam tracić kolejne kilogramy, rodzina dostrzegła to, znajomi zaczęli o tym mówić. Kilka dni przed pokazem odbyła się próba generalna. Nie nosiliśmy naszych strojów od czasu, gdy zostały na nas dopasowane. Wtedy suknia ślubna wyglądała pięknie i ładnie się układała. Ale teraz już tak nie było."
onet.pl
Całość czytaj TUTAJ
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

