"Dlaczego dla jednych samotność jest możliwa do zniesienia, czują się
dobrze sami ze sobą, zaś inni muszą niemal cały czas „trzymać kogoś za
rękę” i nawet to nie jest w stanie ich w pełni uspokoić? Zależy to od
wielu czynników: od tego, w jakim stopniu bliscy otoczyli nas miłością;
od naszej indywidualnej tolerancji na frustrację; od tego, jak
poradziliśmy sobie z trudnymi chwilami strat, które są obecne w życiu
każdego z nas (począwszy od narodzin, przez odstawienie od piersi,
rozstania z matką, pójście do przedszkola, do szkoły, dojrzewanie...);
czy spotkały nas sytuacje urazowe, na przykład śmierć rodzica.
Kiedy dziecko się rodzi, jest skrajnie zależne od swojego otoczenia.
Taka sytuacja wywołuje pierwotny lęk, nazywany lękiem prześladowczym.
Dziecko radzi sobie z nim za pomocą narcystycznej omnipotencji, iluzji,
że samo się zaspokaja i nie jest zależne od nikogo. Takie pierwotne
stany umysłu nie są obce osobom dorosłym. Powracają choćby w sytuacjach
zagrożenia. Na przykład gdy leżymy w szpitalu i postrzegamy lekarzy
jako nieżyczliwych nam i niekompetentnych, uważamy, że nasza własna
kuracja byłaby o wiele lepsza."
"Charaktery" 30.07.2008 Całość tekstu dostępna TUTAJ

