| Spis treści |
|---|
| Pytam się dzieci |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |
I dlatego mijają lata, a uczony Ksiądz Profesor ciągle uczy się od coraz to innych dzieci. Te, które zaczynały spotykać się z Księdzem w grupie dyskusyjnej, zwanej Naszym Kręgiem, same mają już maluchy.
– Ta grupa spotyka się już od 34 lat. Cóż mógłbym bez niej? Nie mam przecież własnych synów czy córek. Dlatego tak ważne są dla mnie rozmowy z rodzicami i ich dziećmi, poznawanie ich doświadczeń. To z nich zrodziła się seria „Jak wychowywać?”, której pierwszy tom zostanie wznowiony na dniach. Wyjdą także, przygotowane już, tomy czwarty i piąty. Powstały z dyskusji z moimi dawnymi wychowankami, którzy – jak Pan słusznie zauważył – sami są już ojcami, a nawet dziadkami, na temat tego, jak oceniają moje ówczesne wobec nich metody. Cały czas uczymy się spokojnie wysłuchiwać racji drugiego, nie przerywając mu co chwila, jak ma to miejsce na przykład w telewizyjnych dyskusjach polityków.
Szkoła dialogu?
– Tak, ale rozumianego nie tylko jako rozmowa, ale wzajemna wymiana, wzajemne korzystanie z daru obecności drugiego, z jego mądrości i widzenia świata. Ludzie są przecież niepowtarzalni. Słowo dialog uległo dziś deprecjacji, zużyciu, jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Kiedy użyłem go 40 lat temu w seminarium duchownym, alumni to wykpiwali, że to jakieś dziwactwo... trzeba przecież nauczać, a nie dialogować. Tymczasem jest to niezbędne narzędzie wychowania i kontaktu z innym człowiekiem….
…i Księdza homilii, nazwanych nawet dialogowymi, których jest Ksiądz w Polsce pionierem. Jako ojciec uczestniczący z dziećmi w niedzielnej Mszy św. widzę, jak trudno jest księżom mówić kazania do dzieci.
– Kiedyś u ojców marianów na warszawskich Stegnach wyjaśniałem Ewangelię o przebaczaniu winowajcom i miłości nieprzyjaciół. Mówię dzieciom: to was chyba nie dotyczy i słyszę chłopięcy głos: dotyczy, proszę księdza, bo jest tu mój nieprzyjaciel. Pytam: dlaczego uważasz go za nieprzyjaciela? A bo on się bije, przezywa. I wobec wszystkich wymienia jego nazwisko. Sytuacja robi się niezręczna, a ja mówię dalej: to rzeczywiście masz problem, ale są tu koleżanki, koledzy, którzy podpowiedzą ci, co zrobić. Jak to zwykle bywa, bardziej odważne są dziewczynki, więc to one proponują – przebaczyć koledze, modlić się za niego, a ten chłopak twardo, że nie może mu przebaczyć. No i co robić? Powiedziałem: ja cię rozumiem, to trudne sprawy, i jeżeli się zgodzisz, to spokojnie porozmawiamy po Mszy św. Zgodził się i oczywiście wszystko dało się wytłumaczyć. Po prostu męska ambicja nie pozwalała mu publicznie przyjąć rad dziewczyn. I takie rzeczy ksiądz musi wiedzieć… Trzeba się naprawdę dobrze przygotować. Ja przedyskutowuję temat homilii z dziećmi i młodzieżą na naszych wcześniejszych spotkaniach, pytam, co o tym myślą, jak to widzą. Wtedy wiem, że na Mszy św. przynajmniej oni będą przygotowani, pociągną innych, zainspirują do wspólnej przygody rozważania Bożego słowa.
Czyli dobrze, żeby Ksiądz miał w parafii taki konsultacyjny zespół dziecięcy i młodzieżową „grupę roboczą”?
– Jak najbardziej. Wtedy będzie miał szansę wnikać w świat maluchów czy dzieci starszych. Pozna ich świat, nie będzie dla nich obcy. Bez tego, choćby był nie wiem jak inteligentny i z wyobraźnią, pozostanie przybyszem, kimś z zewnątrz, obcym. Potrzebni są młodzi doradcy. I tu zabawna, prawdziwa historia: pisałem kiedyś artykuły do „Przewodnika Katolickiego” na temat wychowania, rozmów z dziećmi etc. I ówczesny arcybiskup poznański Jerzy Stroba powiedział redaktorowi naczelnemu „Przewodnika”: na Tarnowskiego uważajcie, bo ktoś mi mówił, że jak on nie wie, co mówić, to się pyta dzieci i one mu dyktują. Miał rację: tak, pytam dzieci. W nich jest głębia prostoty.
* Autor rozmowy jest dziennikarzem Polskiego Radia SA
Źródło - "Gość Niedzielny" 28/2009

