Działanie toksyczne polega zasadniczo na wzbudzaniu w ofierze poczucia winy. Zawsze chodzi o to jedno. Zademonstrowanie swojej krzywdy – zobacz, jak mi jest trudno. Wybór należy do ciebie. Chyba masz sumienie?
Wedle jednej z definicji osoba toksyczna to taka, która nie przyjmuje do wiadomości, że posiada słabości. Nic z nimi nie robi, w związku z czym rani drugich. Kim według was jest osoba toksyczna?
" Z mojego doświadczenia niestety wynika, że w zdecydowanej większości matki próbują zawłaszczyć dzieci. Niewiele matek wypycha swojego syna z gniazda. Większość powiada jak w dowcipie: „Pamiętaj, matka jest tylko jedna”. Ale kiedy pacjent mówi mi, że matka jest wszystkiemu winna w jego życiu, to ja mu uświadamiam, że przynajmniej od 25 roku życia powinien wejść w proces samowychowania i samostanowienia. Nie można całkowicie odpowiedzialności za swoje życie przenieść na drugą osobę. Ludzie potrafią zwalać winę na innych w sposób zadziwiający, niczym nieumotywowany."
Nie zawsze pacjenci przychodzą z gotowymi oskarżeniami. Zgłaszają się, ponieważ nie radzą sobie w życiu. W czasie terapii okazuje się, że żyli w patologicznym układzie. Ale jeśli nawet mama była powodem jego słabości, to tu chodzi o mamę, którą on ma w środku, a nie realną osobę. Terapia nie ma na celu przeprowadzenia sądu nad matką czy osobą toksyczną, tylko pomoc ofierze. W wielu wypadkach może być on przecież ofiarą swoich projekcji, które zbudował na bazie małych zdarzeń.
Czy spotykaliście matki, które próbowały przy pomocy dziecka powetować stratę po mężu?
JB: Nie mogę powiedzieć, że ktoś z wyrachowania zawładnął synkiem. To jest instynkt: jak nam jest źle, to szukamy oparcia, poplecznika – każdy z nas to robi. Jeśli ten mechanizm zostaje przeniesiony na rodzinę, to sytuacja staje się niebezpieczna. Nie zawsze chodzi o to, że matka sprawuje kontrolę nad synem, kiedy umiera mąż czy kiedy ją opuszcza. Ten układ toksyczny znacznie częściej zachodzi w momencie nieporozumień małżeńskich. Z mężem nie można się dogadać, więc szukam kogoś, na kim mogę się oprzeć. To może być mężczyzna z romansu, ale i mężczyzna, jakim jest synek.
MB: Kiedy dochodzi do rozliczeń i syn zaczyna matce wygarniać jej błędy, ona robi duże oczy i nic nie pamięta. I zazwyczaj mówi: „Robiłam najlepiej, jak umiałam”.
JB: Jedną z przyczyn, która powoduje, że dochodzi do toksycznych układów między dziećmi a rodzicami, jest zatarcie granic między pokoleniami. W moich czasach był tzw. dziecięcy pokój. Jak rodzice mieli ze sobą do pogadania, to nas się odsyłało. „Dzieci! Do swojego pokoju”. Teraz to się zaburzyło. Dzieci biorą udział zarówno w rozmowach o finansach domowych, jak i w sprzeczkach. „Widzisz, co mamusia powiedziała?”, „Widzisz, co nam tatuś zrobił?”. Dziecko zostaje powoływane na świadka i na arbitra. Ma się opowiedzieć po stronie któregoś rodzica i wtedy nieświadomie identyfikuje się z rodzicem odrzuconym. Tłumaczę matkom, że to zła droga do szukania sojusznika. To działanie samobójcze, które sprawia, że tracą dziecko. Ono jest wewnętrznie rozdarte, bo chce mieć oboje rodziców.
Załóżmy nawet, że rodzice się nie rozstali. Jednak syn, budując swój związek, ma dylemat, jak zostawić mamusię w zagrożeniu, więc albo nie wchodzi w ten związek, albo nawet znajduje partnerkę, ale codziennie melduje się u mamusi.
MB: Albo mamusia codziennie dzwoni, bo to jej obrazek spadł albo rura się zapchała w łazience. Miałam klientkę, która skarżyła się, że kiedy jechali z mężem na wspólne wycieczki, to teściowa robiła im kanapki, bo synowa na pewno wszystkiego nie przygotuje. Najczęściej dzwoniła do syna, kiedy oni kładli się do łóżka. Takimi telefonami można zepsuć całe pożycie małżeńskie. Są matki absorbujące, które tak naprawdę nigdy nie wypuszczają swoich synów."
rozmowa z psychoterapeutami, Marylą i Januszem Bachmińskimi
Całość - TUTAJ ("w drodze" 1/2009)


Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.