
"Adam: Widzimy się codziennie... przez kamery
Adam ma 16 lat: - U nas, na Opolszczyźnie, prawie w każdej rodzinie ktoś pracuje za granicą. Kiedy tata wyjechał do Niemiec pierwszy raz, byłem w czwartej klasie podstawówki i płakałem z mamą. Dwaj starsi bracia (jeden w gimnazjum, drugi w liceum) zgrywali twardzieli - nie chcieli, żeby mama się bardziej martwiła. Żal mi było, że nie będę mógł z tatą pograć w piłkę, pogadać, po prostu widzieć go."
"Rozmawialiśmy przez telefon prawie codziennie. Przyjeżdżał co dwa miesiące na dwa, trzy tygodnie. Przywoził nam ciuchy czy zabawki, ale to nie było ważne: na tatę się czekało.
Dwa lata temu przeniósł się do Szkocji. Założył firmę, robi regipsy i wykończeniówkę budowlaną. Przyjeżdża na dłużej, ostatnio na półtora miesiąca. Jest w święta, albo w urodziny mamy czy któregoś z nas.
Przed jego przyjazdem sprzątamy w domu, kosimy trawę w ogrodzie - żeby nie martwił się, że sobie bez niego nie radzimy. I żeby mama zamiast sprzątać mogła spędzać ten czas z nim.
W pierwszą noc jego przyjazdu nie śpimy, musimy się nagadać. A potem cały czas jesteśmy razem: jemy, patrzymy w telewizor, jeździmy na zakupy i na wycieczki.
Jak odjeżdża, to dalej mi smutno, ale już nie płaczę. Wciąż tęsknię, choć widzimy się codziennie przez kamery, na Skypie. Pyta o szkołę i co się wydarzyło. Może nawet mamy lepszy kontakt niż synowie z ojcami, którzy pracują na miejscu... Powiedziałem mu, że się zakochałem, pokazałem zdjęcie dziewczyny i dałem przeczytać niektóre maile od niej.
Gdyby tutaj pracował, bylibyśmy wszyscy razem, ale nie wiem, jak by się wtedy tacie ułożyło z mamą. Bo jak przyjeżdża, to się kłócą. Mama chce, żeby wrócił. Nikt nie chce się do niego przenosić. Ja też nie wyjadę, nie zostawię mamy i tego wszystkiego tutaj. Tak się czuję - jak bracia - głową naszej rodziny.
Kaja: Swoich dzieci nigdy nie zostawię
Kaja, z Rzeszowa: sympatyczna 16-latka z aparatem na zębach, ułożona i spokojna. Została sama cztery lata temu. - Najpierw wyjechał tato. Potraktowałam to lajtowo. Ale gdy wyjeżdżała mama, były płacze.
Kiedy Kaja skończyła podstawówkę, rodzice chcieli, by dołączyła do nich w Niemczech: - Ale ja nie znałam języka. No i tu miałam przyjaciół, sport, który uprawiam. Bałam się, że nie dam sobie rady.
Mieszka z dziadkami. Rodzice łożą na jej utrzymanie, podsyłają gotówkę na wydatki osobiste. - Kolegom się wydaje, że mam fajnie - bez rodziców, chata wolna, nikt nie kontroluje. Wszyscy mnie mają za wzorową uczennicę, odpowiedzialną, niby ze wszystkim sobie daję radę, ale bywa, że nie daję rady. Co rodzice mogą o tym wiedzieć, skoro nie ma ich tu na miejscu? Zdarza się niesprawiedliwe traktowanie w szkole; mama by poszła i sprawę załatwiła, a ja co? Nie mam głosu. Nikt się za mną nie ujmie."
Dwa lata temu przeniósł się do Szkocji. Założył firmę, robi regipsy i wykończeniówkę budowlaną. Przyjeżdża na dłużej, ostatnio na półtora miesiąca. Jest w święta, albo w urodziny mamy czy któregoś z nas.
Przed jego przyjazdem sprzątamy w domu, kosimy trawę w ogrodzie - żeby nie martwił się, że sobie bez niego nie radzimy. I żeby mama zamiast sprzątać mogła spędzać ten czas z nim.
W pierwszą noc jego przyjazdu nie śpimy, musimy się nagadać. A potem cały czas jesteśmy razem: jemy, patrzymy w telewizor, jeździmy na zakupy i na wycieczki.
Jak odjeżdża, to dalej mi smutno, ale już nie płaczę. Wciąż tęsknię, choć widzimy się codziennie przez kamery, na Skypie. Pyta o szkołę i co się wydarzyło. Może nawet mamy lepszy kontakt niż synowie z ojcami, którzy pracują na miejscu... Powiedziałem mu, że się zakochałem, pokazałem zdjęcie dziewczyny i dałem przeczytać niektóre maile od niej.
Gdyby tutaj pracował, bylibyśmy wszyscy razem, ale nie wiem, jak by się wtedy tacie ułożyło z mamą. Bo jak przyjeżdża, to się kłócą. Mama chce, żeby wrócił. Nikt nie chce się do niego przenosić. Ja też nie wyjadę, nie zostawię mamy i tego wszystkiego tutaj. Tak się czuję - jak bracia - głową naszej rodziny.
Kaja: Swoich dzieci nigdy nie zostawię
Kaja, z Rzeszowa: sympatyczna 16-latka z aparatem na zębach, ułożona i spokojna. Została sama cztery lata temu. - Najpierw wyjechał tato. Potraktowałam to lajtowo. Ale gdy wyjeżdżała mama, były płacze.
Kiedy Kaja skończyła podstawówkę, rodzice chcieli, by dołączyła do nich w Niemczech: - Ale ja nie znałam języka. No i tu miałam przyjaciół, sport, który uprawiam. Bałam się, że nie dam sobie rady.
Mieszka z dziadkami. Rodzice łożą na jej utrzymanie, podsyłają gotówkę na wydatki osobiste. - Kolegom się wydaje, że mam fajnie - bez rodziców, chata wolna, nikt nie kontroluje. Wszyscy mnie mają za wzorową uczennicę, odpowiedzialną, niby ze wszystkim sobie daję radę, ale bywa, że nie daję rady. Co rodzice mogą o tym wiedzieć, skoro nie ma ich tu na miejscu? Zdarza się niesprawiedliwe traktowanie w szkole; mama by poszła i sprawę załatwiła, a ja co? Nie mam głosu. Nikt się za mną nie ujmie."
"Gazeta Wyborcza" 21.05.2008, całość artykułu TUTAJ
Dodaj komentarz

