Follow us on Twitter
Start Rodzice Pracujemy nad sobą Jak to jest z tą spódnicą? - Strona 5

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Jak to jest z tą spódnicą?
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Wszystkie strony

Istnieje jeszcze jeden rodzaj nadopiekuńczości, o którym pisze się i mówi rzadko, a właściwie prawie wcale. To nadmierne organizowanie czasu dziecku. To właśnie przyszło mi na myśl, gdy opisywałam wyżej sytuację tych dwu chłopców w tym samym wieku. Pamiętam, jak sama, gdy moje dziecko miało kilka miesięcy, miała dylematy - zostawić je bawiące się w łóżeczku na 10 minut, czy zawsze gdy nie śpi przynosić do nas, by przypadkiem nie miało za mało bodźców? Chyba każdy rodzic boryka się z podobnymi problemami. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach gdy taki nacisk kładzie się na edukacyjność wszelkich działań i zabaw oraz zabawek. A potem wysyła się dzieci na kursy, kursiki, doszkalania, bo przecież młodzież musi się rozwijać. Jak każda inna, i taka nadopiekuńczośc jest pułapką - i dla dziecka, i dla rodziców. I oni, i ono czują presję. Oni są zmęczeni, zagonieni, zaabsorbowani wynajdowaniem dziecku coraz to nowych zabawek. Bez chwili wytchnienia dla siebie. A przecież rodzicielstwo polega na byciu z dzieckiem i dla dziecka, wspieraniu go, a nie wyrzeczeniu się własnej tożsamości. Na wyrzeczeniu się pewnych rzeczy - owszem, lecz nie na pozbawieniu się absolutnie wszystkiego, bo to nie byłoby także dla dziecka konstrulktywne. Ono nas obserwuje, widzi, co jest dla nas ważne i w ten sposób niejako automatycnzie uczy się tego, ze albo człowiek zajmuje się w życiu wieloma ciekawymi rzeczai, których warto się od rodziców nauczyć, albo troszczy się jedynie i wyłącznie o dziecko. Stąd warto czasem przy dziecku porobić nieco swoich czynności, niech ono to widzi, może w ten sposób zrodzi się jego pasja? dziecko wszak najlepiej i najpiękniej uczy się świata i zasad nim rządzących oraz praw fizyki nie dzięki zabawkom edukacyjnym, lecz przez naśladowanie i obserwację.

Bezczynność, odrobina nudy też są dziekcu potrzebne. ma ono wówczas chwilę, by odpocząć - dzieci tak się męczą zabawą, jak my - dorośli pracą, wszak stanowi ona dla nich ogromny wysiłek poznawczy i wkład osobisty w ich wiedzę o otoczeniu i urządzanie świata, czynienie go sobie przyjaznym i bliskim. Odrobina nudy wyzwala w dziecku twórczą pasję poszukiwawczą i badawczą i przygotowuje do dużo większej kiedyś samodzielności.

Jesli młody człowiek  prosi nas o pomoc na przykład w ułożeniu puzzli, nie odmawiajmy mu jej, lecz pozwólmy też na jego własną chwilę  refleksji i skupienia. Motywujmy, ale nie wyręczajmy i nie planujmy wszystkiego za dziecko. Ono jest bystrzejszym obserwatorem niż nam się wydaje. Uczy się przede wszystkim nie tyle od nas, co z nas i dzięki nam.

I na koniec warto zapamiętać, że dziecko jest nie po to, jak to się czasem mówi, by je bawić czy zabawiać. Nie jest jeszcze jedną zabawką, której trzeba dostarczyć zabawki inne. To człowiek, jedyny i niepowtarzalny, który przygotowuje się do poznania świata i życia w nim.

W książce zatytułowanej "W głębi kontinuum" Jean Liedloff opisuje życie jednego z indiańskich plemion, szczególną uwagę zwracając na ich sposób wychowania dzieci. Indianie, kierujący się naturalnym instynktem, niezmiennym od wieków, nie bawią się z dziećmi. Po prostu z nimi są. Dzieci, będąć w chuście czy później biegając, dzielą z dorosłymi ich normalne, codzienne życie. Czują się pełnoprawnymi członakmi społeczności, w jakiej egzystują. Bawią się,  naśladując dorosłych, ale i pozostając wciąż po dziecinnemu twórcze, spontaniczne i odkrywcze. Czują się częścią świata, a nie jego centrum. To sprawia, że już jako dorosłym nigdy nie przychodzi im do głowy nawet coś takiego, jak problem zaniżonego poczucia własnej wartości. A żaden z dorosłych Indian by nie pomyslał, że dzieci są absorbujące. One po prostu są. Kocha się je, żyje z nimi, nie zabawia, a pokazuje im świat. I już. I to wszystko. Po prostu.

Warto pamiętać o tym, gdy zobaczy się matkę, która z daleka pilnuje swoje dziecko. Z daleka, ale jednak bacznie obserwuje i przygarnia do siebie, gdy dziecko - a nie ona - tego pragnie. Ona jest niefrasobliwa? A może po prostu pozwala dziecku... żyć?

 



 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS