Follow us on Twitter
Start Czytelnia Postacie Janusz Korczak raz jeszcze - Strona 2

(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)
Spis treści
Janusz Korczak raz jeszcze
Strona 2
Wszystkie strony
 

Co księdza zachwyca w Korczaku?

Kiedyś zadano mi pytanie, co powiedziałbym Januszowi Korczakowi, gdyby przyszedł do mnie i usiadł obok. Odpowiedziałem, że nic. Tylko patrzyłbym na niego i cieszył się, że jest. O nic bym nie pytał, bo on już wszystko powiedział sobą, swoim życiem.

Pamiętam, gdy jako 16letni chłopak usłyszałem „gadaninkę” Starego Doktora w Polskim Radiu, pojawiła się fascynacja. Jakże niezwykła była u tego człowieka umiejętność wczuwania się w mentalność dzieci, trwania z nimi w nieustannym dialogu. Starałem się nie opuścić żadnej „gadaninki”, byłem ich namiętnym słuchaczem. Nie wiedziałem, kto ukrywa się pod pseudonimem Starego Doktora, i przykro mi było, gdy mój proboszcz, u którego służyłem jako ministrant, krzyczał, że „Żyd zatruwa polskie dzieci w radiu…”.

Dopiero znacznie później dowiedziałem się, że Stary Doktor i autor powieści, która kiedyś poruszyła mnie do łez – Króla Maciusia I – jest tą sam osobą. I tak Janusz Korczak stał się natchnieniem mej praktyki, a potem i teorii wychowawczej. Żadnemu ze współczesnych pedagogów nie zawdzięczam tyle, ile jemu. Myśl Korczaka, wciąż na nowo odczytywana i pogłębiana, towarzyszy mi od dziecięcych lat. I stale zachwyca.

Co najbardziej? Jego oddanie dzieciom, jego umiejętność porozumienia się z dzieckiem, szacunek, jakim obdarzał dzieci?

Zamiast odpowiedzi przytoczę fragment modlitwy, którą Janusz Korczak napisał 27 kwietnia 1920 roku:

Znużony jestem i senny. Wzrok mój przyćmiony, a grzbiet pochylony pod ciężarem wielkiego obowiązku.
A jednak prośbę serdeczną zaniosę, o Boże. A jednak klejnot posiadam, którego nie chcę powierzyć bratu – człowiekowi. Obawiam się, że człowiek nie zrozumie ani nie odczuje, zlekceważy, wyśmieje.
Jeśli jestem szarą pokorą wobec Ciebie, Panie, to w prośbie mej stoję przed Tobą – jako płomienne żądanie.
Jeśli szepcę cicho, to prośbę wygłaszam głosem nieugiętej woli…
Daj dzieciom dobrą dolę, daj wysiłkom ich pomoc, ich trudom błogosławieństwo.
Nie najłatwiejszą prowadź ich drogą, ale najpiękniejszą. A jako prośby mej zadatek przyjm jedyny mój klejnot: smutek. Smutek i pracę.

Jan Paweł II wspomniał o Januszu Korczaku podczas kanonizacji Ojca Maksymiliana Kolbego. Postawił tych dwóch niezwykłych ludzi obok siebie.

To bardzo znamienne wydarzenie pokazujące, że papież nie patrzył na etykiety, tylko na człowieka. Święty to człowiek w pełnym sensie. A czy ktoś odważyłby się powiedzieć, że Korczak nie był człowiekiem przez duże „C”, nie był człowiekiem w pełnym sensie?

Jan Paweł II zwrócił kiedyś uwagę, że Korczak jest dla dzisiejszego świata symbolem religii i moralności, a ks. Jan Twardowski podczas mszy świętej za Starego Doktora mówił tak: „Nie był on formalnie związany przez chrzest z Jezusem, ale ile z jego życia i śmierci możemy się uczyć my, chrześcijanie”. To daje do myślenia.

 

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom} 

Czy Janusz Korczak jest święty?

Jestem pewien, że tak. Pozwala mi tak myśleć scena Sądu Ostatecznego, o której czytamy w Ewangelii św. Mateusza. Pan Jezus nie pyta tam o wyznanie, tylko o nasz stosunek do drugiego człowieka: co zrobiliśmy z głodnym, spragnionym, bezdomnym. Korczak służył im wszystkim – bezdomnym, głodnym, spragnionym, pozbawionym opieki i miłości dzieciom. Oddał im całe swoje życie – zrezygnował nawet z życia rodzinnego, by służyć tym, które własnych rodzin nie miały. Kiedy razem z dziećmi został zamknięty w getcie, przyjaciele dwukrotnie prosili go, by uciekał. Powiedział wtedy: „Nie mogę. Jestem ich wychowawcą. Sam przed Bogiem odpowiem za ten czyn”.

Przytoczę fragment książki poświęconej Januszowi Korczakowi: „5 sierpnia żandarmeria wtargnęła do Domu przy Śląskiej. »Alles herunter! Psy. Kolby. Wrzask. Płacz«. I wtedy coś wstąpiło w Starego Doktora. Wyprostowany, jak nigdy, uciszył Niemców. Uciszył wszystkich: »Ja wyprowadzę dzieci sam«.Kazał dzieciom ustawić się czwórkami. Starsze na końcu. Za nimi personel 9 osób. Esterkę studentkę zabrali już wcześniej. On sam na przedzie. Wziął na ręce dwoje najmłodszych.Kazał rozwinąć sztandar Domu. Zielony sztandar nadziei i rośnięcia, z czterolistną koniczynką na szczęście. Z ulic spędzono ludzi na chodniki. »Dzieci szły na wycieczkę«. Ci, którzy to widzieli, dostawali szoku. Nawet Niemcy oddawali salut. Jeszcze nikt nie szedł tak na śmierć! Z placu apelowego odchodziły transporty do Treblinki, do gazu. Nikt nie przeżył, aby był świadkiem, jak Doktor umierał z ostatnimi dziećmi”. Brzmi to jak opis męczeńskiej śmierci. Czy Janusz Korczak jest męczennikiem?

Słowo męczennik kojarzy nam się potocznie z osobą, która była męczona. Tymczasem po grecku martỳs to znaczy świadek. To jest pierwszy sens tego słowa. Janusz Korczak bezsprzecznie był świadkiem, ale też zginął z dziećmi jak męczennik.

Czy tacy nieświęci święci będą zbawieni?

Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen Gentium, ogłoszona przez II sobór watykański, mówi, że ci, którzy bez własnej winy, nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się czynić, mogą osiągnąć zbawienie wieczne. Myślę, że te słowa w pewnym sensie możemy odnieść do Korczaka. Trudno powiedzieć, że nie znał Ewangelii i Kościoła Chrystusowego, wszak był wychowany w kraju o przeważającej katolickiej większości.

O ile można więc mieć wątpliwości co do jego znajomości czy nieznajomości Ewangelii i Kościoła, o tyle jedno jest pewne: był on zawsze wierny nakazom sumienia i to posłuszeństwo wyraził czynem aż do męczeńskiej śmierci."

rozmawiali Katarzyna Kolska i Paweł Kozacki OP

 

 artykuł w pełnej wersji ukazał się w "W drodze" 2/2009



 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS