| Spis treści |
|---|
| Janusz Korczak raz jeszcze |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |
To trudne pytanie i niełatwa odpowiedź. W papierach rodzice napisali mu „wyznanie mojżeszowe”. Gorycz tego wyznania odczuł pierwszy raz, gdy jako 5letni chłopiec chciał pochować swojego kanarka. Wsadził go do pudełka po landrynkach, a gdy chciał postawić krzyż na jego grobie, syn dozorcy stanowczo mu zabronił, twierdząc, że kanarek, podobnie jak jego właściciel, był Żydem."
"Wiele wypowiedzi Korczaka oraz faktów z jego życia świadczy o ogromnym szacunku, z jakim odnosił się do wiary. W Domu Sierot przy ul. Krochmalnej dzieci zwracały się do Boga trzy razy dziennie słowami modlitwy, ułożonej przez Starego Doktora, a zaczynającej się od słów: „Błogosławionyś Ty, wiekuisty Boże nasz”.
W projekcie budowy Naszego Domu na Bielanach chciał Korczak umieścić kaplicę, czemu niewierząca Maryna Falska, jego współpracowniczka, stanowczo się sprzeciwiła. Niechętna była też zwyczajowi codziennej modlitwy w sierocińcu. Korczak tłumaczył jej wówczas: „Co pani da dzieciom w zamian za to?”. Uważał bowiem, że dziecko – zwłaszcza sierota – potrzebuje intymnego, osobistego dialogu z Bogiem i miejsca, gdzie mogłoby wypłakać się i uciszyć. Jego zdaniem, o czym pisał w swoich Pamiętnikach, nie można bez odniesienia do Boga przedstawiać dzieciom tajemnic świata, życia i śmierci.
Ks. Bernard Ignera, pisząc o Korczaku, stwierdził, że nie był on „ani katolikiem, ani chrześcijaninem, ani wyznawcą religii mojżeszowej… Był ponad wszelkim wyznaniem”.
Nie brakło i głosów, że Janusz Korczak był ateistą. Tak twierdził jeden z jego wychowanków Kazimierz Dębnicki, który dowodził, że religijność Korczaka była ciągłym szukaniem. A szukanie jest zawsze wyrazem niewiary. Z takim stwierdzeniem absolutnie nie mogę się zgodzić, gdyż, moim zdaniem, poszukiwanie jest cechą człowieka wierzącego.
Kłóci się to też z tym, co Korczak sam pisał w 1914 roku w „Spowiedzi motyla”: „Jestem niby niedowiarkiem, że odrzucam obrzędy. Ale pozostała mi wiara w Boga i modlitwa. Bronię tego, gdyż bez nich żyć nie można. Człowiek nie może być tylko ślepym trafem”.
To jego stwierdzenie, że jest „niedowiarkiem”, wynikało raczej ze skromności, z poczucia, jak wielką sprawą jest Bóg i wiara. Wiemy, że każdego dnia modlił się z dziećmi, wiemy, jak pięknie żył i jak umarł. To mówi więcej niż jakieś deklaracje. Korczak był wierzący bez całej otoczki, jaka wierze towarzyszy. Nie mógł się pogodzić z zastanym, statycznym i pełnym antysemityzmu katolicyzmem. Uważał, że przedstawiciele Kościoła psują obraz Pana Boga.
Być może, gdyby spotkał się z ludźmi autentycznie wierzącymi, jego wiara inaczej by się rozwijała. To pokazuje, że bardzo musimy się liczyć z tym, jak naszą wiarę odbierają inni ludzie.
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

