Follow us on Twitter
Start Czytelnia Postacie Ernest Bryll

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
"(...)jak pojechałem do Gdyni w 1947 roku, to w szkole patrzyli na mnie jak na raroga. Ja używałem: „azali”, „albowiem”, „atoli” – jako normalnych słów. Mówiłem trochę polszczyzną jak z pamiętników szlacheckich. Może dlatego zająłem się później mocno poezją ludową."

"Czujesz się poetą spełnionym?
– Wiesz, ja nie bardzo wierzę w swoją poezję. To może wyglądać na kokieterię, ale nie umiem sam ocenić swoich wierszy. Dopiero po czasie widzę, jak to działa na ludzi. Pamiętają latami, wspominają je, przynoszą na spotkania autorskie stare książki. Czy to spełnienie? Jak w każdej robocie. Jak stolarz porządnie zrobi stół, to przeżywa pewnego rodzaju spełnienie, kiedy ludziom dobrze się przy nim siedzi.

Herbert żalił się w swoim ostatnim tomie, że jego życie nie chce zatoczyć koła. Że widzi „na moment przed kodą / porwane akordy / źle zestawione kolory i słowa”. Są takie niedomknięte sprawy w Twoim życiu, których żałujesz?
– Pewnie, nie umiem zamknąć wielu rzeczy. Miałem 21 lat, kiedy był 1956 rok. Byłem młodym dziennikarzem „Po prostu”, współtworzyłem kluby inteligenckie i wydawało mi się, że da się zrobić ludzki socjalizm. Czasami się szło – nie w poezji, ale w życiu – na jakieś układy. Może nie były to straszne rzeczy, niemniej jednak czasem o czymś się zamilczało, żeby coś zyskać innego. Dzięki Bogu, ja jestem na granicy grafomanii w poezji. Na „technikę” nic nie zrobię. Mogę być głęboko przekonany do różnych idei, ale kiedy przychodzi do pisania, wychodzą mi rzeczy kompletnie przeciwko. Chowam je czasami do szuflady. A potem okazuje się, że miałem w poezji rację. Że to, co się nie sprawdza w poezji, co nie da się powiedzieć w dobrym wierszu – nie istnieje. To jak z reklamą nieistniejącego produktu – od razu jest podejrzana.

Czyli język jest mądry?
– Tak, język jest mądry. Przeczytałem niedawno słownik hip-hopu. Z jednej strony jest to jeden bluzg, ale z drugiej – szukanie nowych słów do opisania rzeczywistości. Nie możesz dziś powiedzieć: jesteśmy współobywatelami, bo to słowo zostało zrujnowane. Dzisiaj się mówi: ziomal. Niby to jest fajne, trzeba tylko rozważyć, dlaczego tak się mówi. Bo my jesteśmy ziomale – posadzeni jak kartofle na naszym polu. I albo gnijemy, albo dojrzewamy, ale nie my sami o tym decydujemy. Albo dlaczego się nie mówi: „ludzie, na których mi zależy”, tylko „target”? Target to znaczy tarcza, czyli miejsce, w które ja oddaję swoje strzały. To mi przynosi jakiś sukces strzelecki, ale ja nie szukam kontaktu z tymi ludźmi i nie słucham ich. (...)

Kiedyś Julian Przyboś zapytał mnie: gdzie jest twój notesik? Zdziwiłem się: jaki notesik? A on pokazuje mi: ja tu zapisuję wszystko, co mi się zdarzyło, co widziałem – żebym nie zapomniał. I potem często robię z tego wiersze, a ty? Ja też wiele rzeczy widzę, ale jak o nich zapomnę, to znaczy, że one nie były warte pamiętania. Dlatego tak dużo pracowałem, żeby nie zostać profesjonalnym poetą, który idzie i ogląda świat oczyma poety. Jak pracujesz w grupie, to masz normalną relację z ludźmi, widzisz to wszystko od wewnątrz. Myślę, że należy sobie przeszkadzać w pisaniu wierszy. Żeby zbyt łatwo nam to nie przychodziło. Wiersze to jest moment wagarów, na które się ucieka, żeby zapisać coś, co jest konieczne. Co się przebija, pomimo największego zmęczenia. Co cały czas w nas pulsuje. A jak to gdzieś ginie po drodze, to znaczy, że nie miało w sobie tej siły."

 

 

Całość wywiadu czytaj TUTAJ

 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS