Jak trzeba się troszczyć o dobre wychowanie dzieci i młodzieży
Zacznijmy tedy to rozważanie od wieku dziecinnego, o którym właśnie wspomniałem, mianowicie, jakimi obyczajami i jakimi myślami trzeba go przepoić, aby stał się mocną podwaliną dla późniejszego uczciwego, nieskażonego i chwalebnego żywota. Nic bowiem mocniej nie tkwi w duszy ludzu niż to, czego się przyzwyczaili od maleńkości. Jeśli się im tedy zaszczepi coś szkodliwego, gdy jeszcze młodzi i ulegli, tak w nich to na zawsze zostanie, jak gdybyś trucizną przepoił szczepionkę, która potem rozrośnie się w wielkie drzewo; owoce tego drzewa będą trujące dla spożywających i przekażą trujące właściwości nasionom, w niczym od nich nie lepszym.
Niechże tedy rodzice mają w pamięci przy wychowaniu swego potomstwa obraz Chrystusa, który zganiwszy uczniów, że nie chcieli do niego dopuścić dzieci, tak rzekł: "Dopuśćcie dziatkom przyjść do mnie, albowiem ich jest królestwo boże. Zaprawdę mówię wam: ktokolwiek by nie przyjął królestwa bożego jako dzieciątko, nie wnijdzie do niego. I kładąc ręce na ich głowach, błogosławił je." Czyż z tych słów nie wynika jasno, jak Bóg troszczy się bardzo o dzieci? Bierze je przecież Chrystus w objęcia, modlitwą swą poleca je Ojcu niebieskiemu, do ich prostoty przyzywa wszystkich, którzy by chcieli wnijść do królestwa niebieskiego.
Jakiejże tedy zbrodni dopuszczają się rodzice, którzy zaniedbują dobrego wychowania potomstwa zrodzonego przez siebie, a przeznaczonego do królestwa niebieskiego? Bo dla jakiejż to przyczyny boska ręka karze kapłana Eliego wraz z dziećmi? Czy nie dlatego, że zaniedbał dobrego wychowania i kierowania nimi? Tym zaś, którzy gorszą swoje dzieci i są dla nich kamieniem obrazy, czyż nie lepiej by było, jak mówi Chrystus, by im przywiązano kamień młyński u szyi i potopiono ich w głębokościach morskich? Niechże tedy troszczą się o to rodzice, aby swym dzieciom wszczepiali takie nauki i tak je wychowywali, by one uczyły się pojmować od lat najwcześniejszych, co jest uczciwe, a co haniebne, do czego dążyć, a czego unikać. Niech je odwodzą jak najmocniej od rozkoszy, bo gdzie te panują, tam nie masz miejsca dla cnoty. Niech im przykazują umiarkowanie w pożywieniu, które winno być lekkie, niewymyślne i nie rozpalające wnętrzności. Pała ten wiek gorącością wrodzoną, nie trzeba jeszcze ognia dodawać do ognia. Sprzyjać to będzie nie tylko hamowaniu pożądliwości cielesnej, lecz także utrzymaniu dobrego i mocnego zdrowia ciała i trzeźwości umysłu. Niech ich zaś przyzwyczajają nie tylko do umiarkowania w jedle i napoju, ale też do znoszenia mrozu i upału, i do twardej pościeli (byle nie było to tylko w czym ujmą dla sił i dobrego stanu ciała, o które trzeba dbać, aby umysł był w dobrym stanie i bardziej czynny). Niech im nie dozwalają na obcowanie z ludźmi złymi. Niech ich mowę i wszelkie postępki kształtują na modłę piękności, sprawiedliwości, łagodności, uprzejmości i ludzkiej ogłady. Niech im zaś każą unikać szpetoty, krzywdzenia, gniewu, zawiści, pychy i okrucieństwa. Niech hamują ich szczebiotliwość, bo z niej zwykle rodzi się niepomierne gadulstwo i czczość języka, obmierzła w każdym wieku. A tak samo jak na szpetne uczynki, niech im nie pozwalają na niepoczciwą mowę. Niech żądają, by zdawały sprawę z tego, co mówią i czynią. Rodzice spełniliby pożyteczną rzecz, gdyby zachęcali młodych i przykazując cnotę, i wspominając jej przykłady, i gdyby ją chwalili nawet bardziej, niż to zgodne z prawdą, bo jak powiada Owidiusz:
Na pochwale cnota rośnie
I bodźcem jej jest przeogromnym sława.
Także o cnocie i wypełnianiu obowiązków powszechnie znane sentencje, których jest wiele w każdym języku, wywierają wielki wpływ na dziecięcą duszę, dopóki jeszcze jest czysta i nie skalała się występnymi myślami. Takie sentencje, jak: trzeba jeść, aby żyć, nie żyć, aby jeść. Albo: źle nabyte, źle ginie. Albo: ręka rękę myje, miasto miastem żyje. Albo: cnotą się o urzędy ubiegaj, nie poplecznikami; dość ma popleczników, kto dobrze czyni. Albo: trudno zwyciężać innych, ale większe jest zwycięstwo nad własną duszą i pohamowanie własnych popędliwości. Albo: jak się dzikość konia kiełza zmęczeniem i odjęciem owsa, tak się poskramia zbytnie pożądliwości pracą i postem. Albo: czego się czynić nie godzi, o tym i myśleć, i mówić szpetnie - co, doprawdy słuszne, bo uczciwe postępki muszą wypływać z uczciwej woli i myśli. Dlatego rodzice chcąc dzieciom swym otworzyć drogę do cnotliwości winni je, jak tylko mogą, odwodzić najusilniej nie tylko od czynów występnych i słów szpetnych, ale i od myślenia o złych rzeczach. A w żaden sposób łatwiej tego nie dokażą, jak nie dozwalając im na próżniaczenie. Niech tedy baczą, by chłopcy i dziewczęta nie przepędzali pierwszych swych lat na próżniactwie; niech się starają dawać im zawsze jakąś pracę a także niech żądają od nich zdawania sprawy z tej pracy. Nie wadzi połączyć z pracą igraszek, byle nie szpetnych. Wybrać do tego można czy bajeczki, czy zagadki, czy opowieści, które by dzieci do pracy zagrzały; jeśli one są przyciężkie i opieszałe, godzi się je zganić słowami, a te, co się obowiązkom mocniej umykają, i rózgą pokarać. Powiada król Salomon, mędrzec wielki: "Nie pozwól, by się dziecko uchylało od karności. Od rózgi nie umrze. Bijesz je, a duszę jego uwalniasz od piekła." Ponieważ taka jest przyrodzona natura człowieka, że po pracy szuka odpoczynku, zabawy i wytchnienia, przeto niechże rodzice baczą, by zabawy dzieci były godziwe. Łatwiej o to będzie, jeśli czy to sami będą przy ich igraszkach, czy przekażą to komuś starszemu a uczciwemu, kogo dzieci szanują i wobec kogo nie odważą się ni powiedzieć, ni uczynić niczego szpetnego i nieprzystojnego. A starać się trzeba jak najmocniej, by chłopcy nie uczestniczyli w zabawach dziewcząt, zwłaszcza gdy zaczynają dojrzewać, bowiem ten wiek sam z siebie ku pożądliwości ich ponosi. Przyzwyczajenia zaś do tych zabaw, młodzieńcze miłości i zapały, którymi rozgorzeją w tym wieku nie mającym jeszcze rozpoznania, co uczciwe - nie mogą nie być występne; a potem się z latami wzmagają i rzadko się zdarzy, by się dały wyrugować na resztę życia. Nie trzeba, by chłopcy zaniedbywali jazdy konnej albo ćwiczeń pieszych, jako to biegania czy skakania, czy rzucania kamieniem, czy zabawiania się piłką lub dyskiem i innych takich ćwiczeń, byle one jeno były w miarę. Albowiem umiarkowany ruch i ćwiczenie wzmacnia, krzepi i wzmaga zdrowie, siły i krzepkość ciała; jeśli jednak jest zbyt silny i gwałtowny, to przeciwnie, osłabia je i szkodzi mu. Uczą zaś lekarze, że ćwiczenia tego rodzaju winny się odbywać albo przed jedzeniem, albo nieprędko po nim, aby jadło, gdy ciało nim napełnione, nie zepsuło się na skutek wysiłku i nie wytworzyło w ciele szkodliwych wilgoci, a nawet ciężkich chorób. Lecz jak rzekłem, wszystkie zabawy winny być godziwe; niech nie będą zniewieściałe, rozpustne, błazeńskie, bezwstydne. A i tego dzieci trzeba uczyć, co winne są innym, co rodzicom, co obywatelom, co rzeczypospolitej i jak winny zgodę i towarzystwo z ludźmi utrzymywać, jak się mają zachować wobec wyższych, niższych i równych sobie, wobec towarzyszy, przyjaciół, krewnych i powinowatych, wobec urzędników, panów i sług, a nawet wobec wrogów i nieprzyjaciół; i to zarówno w życiu prywatnym jak i publicznym.
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}
Jakie mają być nauki młodzieńców i jakie im przykłady dawać trzeba do naśladowania; zarazem zakończenie rozważań powyżej uczynionych
Wszyscy tedy młodzieńcy, ale przede wszystkim ci, którzy mają kiedyś zająć się pracą dla Rzeczypospolitej, muszą się starać, aby od pierwszej młodości zdobywali sobie jak najwięcej umiejętności do działania publicznego i żeby nasiąkli najlepszymi zasadami postępowania, przekazanymi przez wielkich ludzi i ukształconych doświadczeniem. Niech nie myślą, że samą bystrością i przyrodzoną jakąś przenikliwością umysłu można załatwić każdą sprawę. Trzeba zaprawdę nauki i umiejętności, gdzie idzie o sprawy pełne sprzeczności i powikłań, i uczciwiej będzie, kiedy przy ich rozplątywaniu sam będziesz mógł wglądnąć w istotę rzeczy, o którą chodzi, a nie polegać zawsze na zdaniu innych ludzi. Niech wiedzą młodzieńcy, że wielka jest, gdy idzie o działanie, różnica między nieukami i pilnymi do nauki, między gnuśnymi a dzielnymi. Niech pamiętają, że prawdziwa chwała nie na dostojności rodowej polega ani na bogactwach, ani na świetnym orszaku sług, bo to mogą mieć tak samo dobrzy jak źli, ale na tych cnotach, które zdobią tylko dobrych: na mądrości, sprawiedliwości, umiarkowaniu, uprzejmości; na pogardzie dla złych przygód losu ludzkiego. Niech się przyzwyczajają do poznawania tych cnót i ćwiczenia w nich; niech się uczą przy ich pomocy radzić nie tylko sobie, ale i innym. Ponieważ zaś w tym wieku są łatwe i wielorakie upadki, przeto winni obcować z ludźmi poważnymi i roztropnymi, brać sobie za przykład tych, których ludzie dobrzy pochwalają, i ich obyczaje naśladować, i to zarówno gdy idzie o sztukę wojenną jak i o obywatelskie sprawy pokojowe. Że tak właśnie było u Rzymian, o tym wspomina Wergiliusz, gdy opowiada, jak to Eneaszowi przydał ojciec - jako towarzysza - Pallasa:
Do żołnierki niech się przyzwyczaja
I do Marsowych ciężkich dzieł pod twą opieką,
Z podziwem na twe czyny patrząc od młodego wieku.
Zaznacza to też Cycero wspominając, że ojciec przede wszystkim posłał go dla wykształcenia na dwór augura Scewoli, męża znakomitego, aby dopóki to będzie możliwe, trzymał się u boku owego starca; że potem, po śmierci augura, przeniósł się na dwór drugiego Scewoli, kapłana, chcąc uczyć się od niego mądrości. Doskonale tu - jak i w wielu innych sprawach - postąpił Cycero. Jeśli bowiem za młodu nie położysz niby podwaliny naśladowania twych mistrzów, to w wieku dojrzałym niełatwo wydołasz temu, by wejść na drogę rozumu i wspiąć się do doskonałości cnoty. Rad bym, aby wielcy panowie pilnie rozważyli, jakie to były dwory, na których przebywał Cycero, i ażeby zechcieli swoje własne uważać nie za co innego, jeno za szkoły wszystkich cnót, i uznawali się za mistrzów i ojców tych szkół; niechby zaś do nich nikogo nie dopuszczali, kto by szlachetnymi uczynkami nie wykazał zadatków cnoty albo też - choć na razie jeszcze prostak i nierozgarnięty - nie chciał się uczyć i ćwiczyć we wszelkich jej rodzajach. Niechże się więc postarają wielcy panowie, aby w, tych szkołach wychowania obywatelskiego były różne nauki, w których by się dworzanie mogli kształcić i które by ich zachęcały do starań chwalebnych i zaszczytnych. Niech im tam przedkładają świetne i sławne przykłady męstwa, sprawiedliwości, powściągliwości, obyczajności, skromności i innych cnót, aby je młodzież naśladowała, wedle nich kształtowała obyczaje i do nich je stosowała. Niech także świeżo przyjętym przydają jakichś opiekunów, którzy by ich uczyli i mówić, i działać, tak jak to ojciec Achilla, Peleusz, przydał synowi Feniksa. Ten zaś tak się odzywa do Achilla: Ojciec mnie - powiada - tobie
Na druha dał i mistrza, abym dobrych czynów
I trafnych słów naukę dawał i przykłady,
Byś był dzielny ramieniem, a podczas narady
I słowem pięknie rzecz swą umiał wypowiedzieć.
Tego bowiem nie mogłeś sam od dziecka wiedzieć,
W czym mężów chwała i czym sława się ocenia,
A to: czynem wojennym i sztuką mówienia.
Do czego to prowadzi, jeśli się takiej surowej karności nie przestrzega, widać po obyczajach wielu dworzan, co jeno o tym myślą, by schlebiać, biesiadować, tańczyć, gamracić. Dlatego jeśli panowie utrzymujący dwory chcą dbać o sprawy publiczne, niech urządzą swe dwory wedle tego, co tu mówiłem, albo niech jeszcze lepszy jaki sposób wymyślą na to, aby móc z tych szkół wysyłać ludzi już ukształconych i wyćwiczonych do kierowania Rzecząpospolitą; takich, którzy by nabywszy na dworze sztuki rządzenia państwem w domu jak i bronienia go od wrogów, wystąpili kiedyś w pierwszym szeregu niby wybrani z wielu bohaterowie; tacy czy to wymierzając sprawiedliwość, czy zabierając głos w naradach, czy nie dopuszczając do krzywd, czy broniąc ojczyzny, niech dają dowody, że nauka, jaką nabyli na dworze, nie poszła w las. A jeśliby się komu to, co powiedziałem, wydało czcze, to zgoła nie rozumiem, co może mu się wydać potrzebne, aby żyć uczciwie, wzniośle, mężnie i poważnie. Uważasz, że tego tylko winien się uczyć twój syn, jak ma strojnie się nosić, jakich słów używać, czy to by pochlebiać, czy aby sobie wziętość zjednywać, z jakim gestem ma na powitanie dygnitarzy zrywać czapkę z głowy i w pas się kłaniać, jakimi sposobami ma gromadzić majętności, dom wspaniale stroić, mieć piękny ogród, sprzęt błyszczący, sługi strojne; jak ma sposobić wytworne biesiady, przyjmować gości, dochodzić do zaszczytów. Zgoła zaś nie uważasz, że jemu należy się raczej uczyć, jak się ma przygotować do żywota umiarkowanego i zrównoważonego, do tego, żeby jednakowo znosić dolę i niedolę; że się ma uczyć, jak poznawać i osądzać uczynki ludzkie i ich przyczyny; jak wreszcie sam ma mówić i czynić, by tym świadczyć o swoich obyczajach uczciwych i o rzetelnym życiu swoich domowników, jak i o tym, że zawsze we wszystkim powoduje nim myśl o zacności, o religii i o Rzeczypospolitej. Oczywiste, że tego, co wymieniłem ostatnio, można się uczyć bez zachodu i bez wskazówek szkoły i nauczycieli obyczajów, ale do tego, com poprzednio wspominał, trzeba długiego ćwiczenia i prawych mistrzów. Zostawmy to już, jeno nie dozwólmy, by nam wmawiali swoje błazeństwa ci, co myślą, że inaczej nie osłonią swej niewiedzy jak bezczeszcząc wskazania nauki. Miejmy to za rzecz pewną, że nie masz niczego zgubniejszego dla obyczajów, jak brak wiedzy i złe nauki. I przeciwnie, nic tak nie prowadzi do ukształcenia dobrych obyczajów, jak serce w pełni świadome tego, co dobre; jak to, żeśmy sobie wzięli do naśladowania przykład ludzi doskonałych, na których patrzymy własnymi oczyma albo o których czytamy; jak wreszcie to, że do wskazówek nauki przydajemy praktykę - najlepszego mistrza słów i czynów. Tyle ogólnie o obyczajach wszelakiej młodzieży, która by chciała poczynać sobie chwalebnie w sprawach Rzeczypospolitej.