Follow us on Twitter
Start Czytelnia O dzieciach i wychowaniu - literacko 125 baśni do czytania dzieciom

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
125 baśni do czytania dzieciom
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Wszystkie strony

 

Władysław Kopaliński jest postacią w polskiej kulturze znaną i niezwykle dla niej zasłużoną. Warto wiedzieć, iż jego będące w powszechnym użyciu nazwisko jest w istocie pseudonimem (prawdziwe dane to: Władysław Jan Stefczyk). Pseudonim to o tyle ciekawy, o ile znaczący.

Można powiedzieć, że ten profesor (a wówczas jeszcze nie profesor) był najpierw hobbystycznym, a potem zawodowym szperaczem, kopaczem właśnie. Kopalińskim. Uwielbiał grzebać w zakurzonych księgach, dokumentach, słownikach. Traktował je jako świetne źródła wiedzy nie tylko o języku, ale przede wszystkim o człowieku. Tak, bo jego zdaniem – i to przebija z całego jego piśmiennictwa – teksty nie są po to, by mówić o wydarzeniach, o rzeczywistości zewnętrznej. To oczywiście też. Ale opis tego, co zewnętrzne – wydarzeń, świata, obyczajów jest kluczem do zrozumienia, a jeśli nie zrozumienia to przynajmniej poznania - człowieka. Kopalińskiego fascynuje tekst, język, słowo dla niego samego. Ale on w tym tekście, języku, słowie się nie zatraca. Idzie dalej – ku rozszyfrowaniu człowieka. I to chyba odróżnia tego człowieka z niezwykłą filologiczną pasją od tylu innych filologów

No tak, tekst mówi o człowieku – jakiż to banał. Tak, może i banał, ale pozornie. W rzeczywistości bowiem tak łatwo, zwłaszcza mając do czynienia z ogromną ilością druków, woluminów itd. skupić się na tym, że jakiś tekst jest fascynujący, bo np. stary, oryginalny, bo coś tam jeszcze. Nawet i zwykły, niefilologiczny czytelnik baśni na przykład tak łatwo zatrzymuje się na tym, że tekst jest „fajny”. No dobrze, fajny, ale co z tej jego fajności wynika?

Kopaliński nie tłumaczy, co wynika z fajności tekstu. Nie daje przynudzającego wykładu choć z racji swego zawodu potrafiłby to świetnie. Nie podaje na tacy morałów czy baśniowych puent. Po prostu opowiada fakty. Ale robi to w taki sposób, że dobór tych zdarzeń zaczyna zastanawiać i powoduje u czytelnika nieodparte wrażenie, że za tymi faktami musi się kryć COŚ. Jakieś odkrycie, jakaś fascynacja? Tego autor już nie mówi. Po prostu coś. Jego teksty – wygrzebane, wykopane ze skamielin historii stają się tym, czym chyba wszystkie teksty być powinny – drogowskazem. Czymś kierującym ku człowiekowi, ku jego sprawom, jego mentalności – wreszcie, ku różnicom w pojmowaniu świata u przedstawicieli różnych kultur.


Kopaliński zachwyca się nie tylko słowem. Ekscytuje się nawet rzeczą codziennego użytku. Ot taką gazetą czy grzebieniem powiedzmy. Robi to jednak w sposób dyskretny, bez ochów i achów. Zachwyca się w sposób intelektualny, niewydumany jednak. Tam nie ma emocji w stylu: „och jaki piękny ten kosz na śmieci!” Tam jest pytanie, skąd ten kosz się wziął, kto go wymyślił i po co. Gdy się jego teksty czyta, zaczyna się zwracać uwagę właśnie na to, jak często bezrefleksyjnie podchodzimy do rzeczywistości. Do rzeczy drobnych  - bo wiadomo, na refleksję egzystencjalną, o sensie życia, to jeszcze się człowiek zdobędzie od czasu do czasu w obliczu na przykład informacji o wojnach czy kryzysach na świecie. A nad drobnymi rzeczami się nie myśli. Tymczasem wyobraźmy sobie codzienne życie bez –powiedzmy – okularów. Albo bez naszego ulubionego czworonoga – kota czy psa… Gdy czytamy, skąd wzięły się dane rzeczy czy zwyczaje, zaczynamy na nowo dostrzegać ich istnienie. I je doceniać. Ten zachwyt jest cechą charakterystyczną pisarstwa Kopalińskiego. Jest to zadziwienie niezwykle cenne, bo usuwające w cień tego, który się zadziwia. On tylko opowiada – o cudzych dokonaniach, wynalazkach, cudach cudzej myśli. Opowiada i pozwala się zadziwić, a przede wszystkim zastanowić i nam – jego czytelnikom. O czym opowiedział wykonując tę mrówczą „archeologiczną” pracę?Władysław Kopaliński jest autorem Opowieści z różnych szuflad emitowanych w Polskim Radiu w latach 40 i 50.  Publikował swoje felietony w "Życiu Warszawy". Mało kto zresztą wie, że to właśnie on w jednym z numerów tej gazety wymyślił i wprowadził do użycia słowo nastolatki, tak dziś popularne, by nie rzec - niezbędne w polszczyźnie.
 


 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS