Follow us on Twitter
Start Czytelnia O dzieciach - dla rodziców Francesco D`Adamo - "Iqbal"

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Francesco D`Adamo - "Iqbal"
Strona 2
Wszystkie strony

 Image

 

"Prawdziwa historia dwunastoletniego chłopca z Pakistanu - Iqbala Masiha, który na całym świecie stał się symbolem walki przeciwko wyzyskiwaniu dzieci w niewolniczej pracy. Wychowany w bardzo ubogiej rodzinie chłopskiej, został oddany przez swojego ojca do niewolniczej pracy w zamian za 16 dolarów niezbędnych ojcu do spłacenia ciążącego na nim długu za leczenie śmiertelnie chorego drugiego syna. "

"Iqbal pracował - tak jak miliony dzieci w najuboższych krajach świata - od świtu do nocy w nieludzkich warunkach w fabryce dywanów, przykuty łańcuchami do swojego krosna. Mając zaledwie 11 lat, znalazł siłę, by się zbuntować - uciekł z fabryki, uzyskał schronienie i pomoc w siedzibie Frontu Wyzwolenia Pracujących Dzieci, doprowadził do aresztowania swojego właściciela i kolejnych należących do mafii dywanowej w Pakistanie i w ten sposób przyczynił się do uwolnienia setek innych małych niewolników."

Streszczenie  i okładka książki z www.merlin.pl

 

Fragment

To był niezwykły poranek. Kiedy przyjeżdżali klienci zza granicy, Hussain nie mógł nas źle traktować w ich obecności i musiał starać się, by sądzili, że jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni.
- Oto moi podopieczni - mówił rozdając pochlebstwa na prawo i na lewo, - tutaj u mnie uczą się uczciwej pracy, która pozwoli im zapewnić sobie lepszą przyszłość bez głodu i biedy. Istotnie, traktuję je jak własne dzieci.
Nie wiem czy obcokrajowcy mu uwierzyli, czy nie. To dziwni ludzie. Na ogół są to elegancko ubrani mężczyźni o zimnych oczach, ale od czasu do czasu zjawiała się też z nimi jakaś kobieta, z odkrytym nogami i ramionami i z pachnącymi włosami, która przypatrywała się nam z uśmiechem i mówiła: „Jakie piękne dzieci!”
Nie wiem czy znowu byliśmy tacy piękni.
Tak czy inaczej, tamtego ranka, dostaliśmy śniadanie bardziej obfite niż zwykle i już ten fakt wprowadził nas w dobry nastrój. Mogliśmy śmiać się i rozmawiać czekając w kolejce do ubikacji za brudną zasłonką - „Brama do raju”, jak nazwał ją jakiś niewierzący. „Kapuściane głowy” już załatwiły swoje potrzeby, a w tym dniu, ze względu na obecność obcokrajowców, nie przykuto ich nawet łańcuchami, a my popychając się czekaliśmy na swoją kolejkę.
- Grzecznie, dzieci, grzecznie! – krzyczała żona pryncypała, ale nie brzmiało to tak groźnie jak zwykle. Również Hussain, który zazwyczaj pojawiał się z zaspaną twarzą dopiero późnym rankiem, poprawiając sobie spodnie, tym razem był już na nogach, podniecony, pocąc się i rozmawiając bez przerwy.
Karim był sparaliżowany myślą, że coś może się nie udać i że Hussain będzie miał o to do niego pretensje. Dywany, które tkaliśmy do tej pory były gotowe w magazynie, a te, nad którymi pracowaliśmy teraz stanowiły ładną ekspozycję na krosnach. Krótko mówiąc, panowała prawie odświętna atmosfera.
W oczekiwaniu na moją kolejkę, z małą Marią uczepioną mojej spódnicy, próbując obronić się przed kuksańcami Aliego i uszczypnięciami Salmana, doświadczyłam nagle dziwnego uczucia wewnątrz, coś jakby wiatr w piersiach: byłam pewna, że tego ranka podskoczę bardzo wysoko – jak bym leciała – i po raz pierwszy uda mi się chwycić krawędzi okienka nad ubikacją turecką. Oczywiście nikt nie mógł przeczuwać tego, co się miało wydarzyć.

Ikebal nie czekał z nami w kolejce, stał przy swoim krośnie, ale nikt na to nie zwracał uwagi. Tak jak już wspominałam, w tych dniach wszyscy próbowali go unikać, bo byli zazdrośni, a i on trzymał się na osobności, jakby pochłonięty poważnymi myślami. Poza tym, Hussain już jakiś czas temu zdjął mu łańcuchy i to również było postrzegane jako przejaw szczególnego traktowania.
Tego ranka nie poszłam do łazienki i nie dotknęłam ramy mojego okienka, z którego widać było gałąź migdałowca.
To dziwne jak jasno i precyzyjne pamięta się niektóre szczegóły nawet po latach, tak jakby miały miejsce wczoraj, a nie tak dawno temu.
Ciągle mam tę scenę przed oczyma i nadal na samą myśl o niej mocniej bije mi serce. Pamiętam Hussaina, który przechadzał się w tę i z powrotem wzdłuż naszej kolejki, podekscytowany i nerwowy. Pamiętam jak nagle stanął jak wryty, przestał wymachiwać rękoma i pobladł na twarzy. Patrzył na coś za naszymi plecami. Pamiętam jego wytrzeszczone oczy i usta, które otwierały się powoli odsłaniając poczerniałe od tytoniu zęby. Odwróciliśmy się wszyscy naraz, jakby chwyciła nas jakaś wielka ręka i zmusiła, byśmy odkręcili głowy. Nigdy w życiu nie zapomnę tej sceny.
Ikebal stał obok swojego miejsca pracy. Za nim znajdował się dywan. Ten wspaniały dywan w kolorze niespotykanego błękitu, ze skomplikowanym kwiecistym wzorem. Był doskonały. Ikebal ukończył z niego prawie jedną trzecią. Pracował lepiej i szybciej niż potrafiłby ktokolwiek inny. Obcokrajowcy oszaleliby na punkcie takiego dywanu.
Też był blady, ale nie aż tak jak Hussain Khan. Wziął nóż, który używaliśmy do obcinania supełków, uniósł go nad głowę, popatrzył na nas wszystkich po kolei, odwrócił się ze spokojem i przeciął dywan z góry na dół, dokładnie na pół.

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}


 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS