| Spis treści |
|---|
| Kangury w Europie? |
| Strona 2 |
| Strona 3 |
| Strona 4 |
| Wszystkie strony |
Co nieco o alternatywnym transporcie dzieci.
Słoneczny wiosenny poranek. Młoda kobieta z dzieckiem w wózku usiłuje przytrzymać jedną ręką drzwi osiedlowego marketu, a drugą wepchnąć „pojazd” do sklepu. Potem manewruje wózkiem między półkami, wrzucając w pośpiechu produkty do koszyka pod wózkiem. Bywa i tak, że mama zostawia pociechę w „karocy” na zewnątrz i co chwilę zagląda przez szybę. Bo przecież tyle się słyszy o porwaniach, zaginięciach.
Po zakupach szybki powrót do domu. Znów jedną ręką trzeba przytrzymać ciężkie, samozamykające się drzwi od klatki schodowej, a drugą wtaszczyć wózek, wyładowany jeszcze zakupami. Sama pociecha waży jeszcze co najmniej 3 kg. Pół biedy, jeśli jest winda, gorzej, gdy trzeba wdrapać się po schodach. Również nie jest łatwo podróżować z maleństwem środkami miejskiej komunikacji – mamy pozostają zdane na życzliwość współpasażerów, a z tą niestety różnie bywa w naszym społeczeństwie.
Sama będąc młodą mamą nieraz przeżywałam te sytuacje na własnej skórze. I o ile zajmowanie się niemowlęciem uwielbiam, o tyle taszczenie wózka – już niekoniecznie. Używam go co prawda, ale rzadko, głównie wtedy, gdy mam jakieś większe zakupy do zrobienia – wtedy wkładam je do koszyka pod wózkiem.
Przeciętnego przechodnia widok mamy z wózkiem specjalnie nie dziwi ani nie wzrusza, jakoś nikt nie myśli o tym, że targanie wózka do najprzyjemniejszych nie należy. Jakie jest więc wyjście? – Zamienić wózek. Tylko na co?
„Ale z dzieckiem?”
Kiedy ja i mąż zostaliśmy zaproszeni na wesele i zdecydowaliśmy się na nie pójść, ze strony rodziny padło pytanie: No dobrze, ale z dzieckiem? Maleństwo jest zawsze z nami. Postanowiliśmy być aktywni z dzieckiem, i to bynajmniej nie tylko dla własnej korzyści. Także po to, by nasz bobas zobaczył trochę świata. A kilkumiesięczne dziecko interesuje dosłownie wszystko, nawet otwieranie drzwi wejściowych, czego nie ma okazji obserwować z wózka.
W 1970 roku biolog Bernhard Hassenstein wyróżnił kolejny (obok gniazdowników i zagniazdowników) typ potomstwa. Jest to tzw grupa noszonych, które stale muszą być przy matce, nie będąc w stanie same utrzymać się przy życiu. Młode tej grupy cechują się tym, że przednie i tylne kończyny mają zbudowane w taki sposób, że ich układ i kształt dopasowuje się do ciała matki, dzięki czemu młode może być noszone. Człowiek jest tzw. biernym noszonym, czyli takim, który sam nie umie utrzymać się – w odróżnieniu np. od małpiątka – na matczynym ciele, stąd musi być podtrzymywany. – na podstawie: B. Hassenstein, E. Kirkilionis: Der Menschliche Säugling. Nesthocker oder Tragling (Ludzkie niemowlę.Gniazdownik czy noszony) ?
Mama i ja to jedno
W życiu niemowlęcia występuje kilka faz. I tak, po fazie skoncentrowania się na zaspokajaniu potrzeb organizmu, następuje etap kolejny. Przypada [on]na 2-6 miesiąc życia. Dziecko doświadcza teraz siebie niejako wtopionego w matkę. "Ja" dziecka i matki tworzą w tym okresie jedno. Matka jako główny reprezentant świata zewnętrznego staje się jakby zastępczym ego dziecka, dzięki któremu poznaje ono świat. Prawidłowe przejście tej fazy rozwojowej stanowi podstawowy warunek dalszego rozwoju dziecka .Matka - obiekt przywiązania - daje mu bowiem fundamentalne poczucie bezpieczeństwa, jest niejako bazą dla pierwszych kroków w rzeczywistość zewnętrzną. Dzięki zespoleniu z "obiektem" i przeżywaniu go jako integralnej części siebie, dziecko przygotowuje się do późniejszej separacji.Z więzi z matką czerpie ufność i siły potrzebne do kolejnego etapu - oderwania.(Dorota Drużga: Wrócmy do korzeni)
Niemowlęcia więc rozpieścić się nie da. Pozostaje w takim razie nosić, jak kangurzyca swoje młode
Ale jak i w czym?
„Moje dzieci są przytulaśne”
„Moje dzieci mają prawie 4 i prawie 2 lata i nadal są przytulaśne, kochają być noszone” - mówi Agnieszka Duda, konsultantka noszenia i założycielka polskiego Klubu Kangura, niegdyś moderator najpopularniejszego forum chustowego w Polsce.
„Zaczęłam nosić ponad 3,5 roku temu gdy urodziła się Ania..
Wtedy już usłyszałam od znajomej, że na ulicach Wiednia nosi się dzieci na
sposób '”cygański" czyli w chustach. Dużo nie myśląc, wzięłam stary (…)szeroki tkany szal i zawiązałam go sobie na ramieniu i tak nosiłam Ankę. Nie znałam sposobów noszenia, polecanych teraz przez rozmaitych producentów - robiłam to intuicyjnie - nosiłam ją tak
mniej więcej do trzeciego miesiąca (…). Potem nosiłam ją już na plecach. Z Frankiem zaczęłam w zasadzie od razu - chustowany był od pierwszych tygodni życia do dnia dzisiejszego - a niedługo będzie miał 2 lata
Noszenie w chuście służy zarówno matce, jak i dziecku. Dzięki temu ►wcześniaki, zbyt szybko odłączone od mamy- wciąż mogą doświadczać jej bliskości, mając namiastkę tego, jak czuły się będąc jeszcze w brzuchu. Podobnie rzecz się ma w przypadku ►noworodków. Zresztą mamy takich maleństw często skarżą się na to, że cały czas spędzają one wisząc na mamie tudzież u jej piersi. I niekoniecznie jest tak, że wówczas te dzieci są głodne. Często szukają po prostu poczucia bezpieczeństwa. Próbując znaleźć ukojenie po najbardziej podobno traumatycznym przeżyciu człowieka, jakim są narodziny. Ciało mamy i glos taty to jedyne, co jest znane dziecku od miesięcy w tym obcym świecie, do którego dopiero co weszło... Noszenie dziecka to takie ekstremum dotyku, bez którego dziecko nie tylko może mieć zaburzenia rozwoju, ale też przestać się w ogóle rozwijać. Również i niemowlęta w okresie ponoworodkowym lubią być noszone. Ileż to razy się słyszy: „Bo on/ona wciąż chce na ręce” - zwłaszcza gdy maluch ma jakieś dolegliwości. Tak własnie Jowita zaczęła nosić swoje dziecko: „Ponieważ doszłam do wniosku, że nie jestem w stanie truć dziecka lekami w
nieskończoność, zaczęłam szukać w internecie innych metod zwalczania kolki. I
tak przeczytałam o chustach”.
Mój synek jest dzieckiem bardzo radosnym, otwartym na świat i nie chce się przed nim chować w moich ramionach, a mimo to chętnie przebywa w chuście– ot po to, by widzieć świat z normalnej dorosłej pionowej perspektywy. Zresztą wyobraźmy sobie sytuację, że przez kilka miesięcy mielibyśmy oglądać świat tylko i wyłącznie na leżąco. Zauważyłam zresztą, że moje maleństwo dużo szybciej sobie przyswaja pewną wiedzę o rzeczywistości, gdy jest noszone w chuście. Gdy zabieram synka na spacer, a on zaczyna po dłuższym czasie płakać z głodu, kiedy tylko widzi, że wsiadam do windy, naciskam guziki, a potem wyciągam klucze, uspokaja się, potem bacznie obserwuje, jak się otwiera drzwi. Uwielbia też zasypiać w chuście, ufnie wtulony we mnie, gdy chce odpocząć od nadmiaru wrażeń.►Nie bez znaczenia jest też to, że w chuście można dyskretnie i swobodnie nakarmić dziecko piersią, nawet w miejscu publicznym. I jeszcze jedno – noszenie to dla mnie specyficzny sposób pielęgnowania więzi z dzieckiem, które przecież wiele miesięcy nosiłam w swoim ciele. Czasem śmieję się, ze właśnie jestem w 15 miesiącu ciąży, bo noszę już półrocznego szkraba tak blisko siebie, jak podczas ciąży, tyle że na zewnątrz brzucha.
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

