
,,Zima lubi dzieci najbardziej na świecie" - czyli jak stać się dzieckiem i polubić zimę…
Za oknem minus pięć stopni. Ulice opustoszale. Zakładam jeden sweter na drugi, piję coś ciepłego i patrzę z nostalgią na biel otaczającą dom z każdej strony.
Och, gdyby tak wiosna zechciała tego roku nadejść wcześniej…
Tymczasem sypie coraz bardziej i bardziej. Dzieci pewnie już dawno wybiegłyby na dwór lepić bałwana, albo urządzić sobie śnieżkową bitwę, ale my…my jesteśmy na to wszystko za starzy…Zaraz, zaraz…A może by tak oszukać czas i stać się na powrót dzieckiem. Odnaleźć w sobie radość, spojrzeć na zimę z wielkim zachwytem, ubrać kurtkę, cieple rękawiczki i wyruszyć na spotkanie przygody…

Na początku, zupełnie nie po dziecinnemu, wsiedliśmy do samochodu. Wyjechaliśmy za miasto, do miejsca, gdzie zaczyna się droga prowadząca na jeden ze szczytów w naszych Beskidach. Wzięliśmy ze sobą dwie pary sanek. Zaczęła się wspinaczka pod górkę, trwająca ponad dwie godziny. Po drodze mijaliśmy drzewa uginające się pod ciężarem świeżego śniegu, polany pokryte puchem bez jakichkolwiek śladów człowieka. Do schroniska dotarliśmy głodni i zgrzani. Nasze sumienia obciążone znaczne po świątecznym obżarstwie, nieco się uspokoiły.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w drogę powrotną. Najlepsza zabawa była ciągle przed nami. Podzieliliśmy na dwie drużyny: mąż z synkiem zajęli jedne, ja z siostrą drugie sanki.
Mężczyźni okazali się znacznie szybsi- już wkrótce straciłyśmy ich z pola widzenia. Nie znaczy to bynajmniej, że jechałyśmy bardzo powoli- kilka razy mało brakowało, a skończyłybyśmy gdzieś w rowie. Sama jazda była czystą radością- czymś, co pozwala cieszyć się w pełni najzimniejszą z pór roku, a o czym tak łatwo zapomnieć w dorosłym życiu. Jako mama maluszka, uważam, że mam jednak do zimowego szaleństwa pełne prawo.

Dlatego polecam wszystkim mamom- poszukajcie w pobliżu swojego domu miejsca, gdzie świetnie zjeżdża się na sankach. Wychodząc na dwór sprawdźcie czy śnieg tego dnia lepi się dobrze. Przypomnijcie sobie technikę budowania igloo…Gwarantuję, że wyjdziecie z tego z uśmiechem na twarzy. I żaden biały puch za oknem nie będzie wam już postrachem…
Natalia Tokarczuk

