Follow us on Twitter
Start Aktualności Kampanie społeczne Twoja Sprawa

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Twoja Sprawa
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Wszystkie strony


Twoja sprawa

Kim jesteśmy? Pochodzimy z różnych miejsc Polski, choć obecnie niemal wszyscy osiedliśmy w Warszawie i okolicach, gdzie pracujemy i mieszkamy. Wykonujemy lub wykonywaliśmy różne zawody: dziennikarzy, prawników, tłumaczy, specjalistów od marketingu. Niektórzy z nas zajęli się „na pełen etat" życiem rodzinnym, a część osób wspierających Stowarzyszenie nadal studiuje. Jesteśmy więc różni. W większości przestaliśmy już być bardzo młodzi, a to oznacza, że nabraliśmy pewnego doświadczenia życiowego i zawodowego. Większość z nas ma dzieci. Można czasem pomyśleć, że reprezentujemy idealny profil konsumenta...

Co sprawia jednak, że takim idealnym konsumentem nie jesteśmy? To właśnie nasz brak przyzwolenia na odbieranie nam publicznej przestrzeni, na urąganie naszej inteligencji i dobremu smakowi poprzez nieakceptowalne reklamy lub zabiegi marketingowe i inne przekazy medialne.

 

"Szkoła to miejsce, w którym dzieci nie tylko uczą się matematyki, języka polskiego, czy przyrody. To miejsce, gdzie powinny być wychowywane i uczone określonych wartości. Uczniowie przebywają w szkołach długie godziny prawie każdego dnia. Mają przy tym styczność z okolicą bezpośrednio przylegającą do budynków szkolnych, na przerwach, w drodze do szkoły i do domu, często bez nadzoru kogoś dorosłego. Tymczasem okolica ta może być dzieciom nieprzyjazna, narażając je na kontakt z treściami, które są dla nich pod wieloma względami szkodliwe. Chodzi tu przede wszystkim o nośniki reklamy zewnętrznej prezentujące reklamy godzące w wartości, które szkoła przekazuje dzieciom oraz o punkty sprzedaży prasy, w których sprzedaje się pornografię, a sposób jej ekspozycji naraża dzieci na bezpośredni z nią kontakt.

Chcemy pomóc rodzicom i osobom zarządzającym i kierującym szkołami w oczyszczeniu bezpośrednich okolic tych placówek z tego typu treści. Stwórzmy naszym dzieciom szkołę bez wizualnej przemocy.

Wielu z nas podejmowało różnego rodzaju inicjatywy zmierzające do oczyszczania przestrzeni publicznej, gdy zamieszczane w jej obrębie przekazy były wyjątkowo wulgarne lub szkodliwe dla dzieci. Nie umieliśmy pogodzić się z tym, że agencje reklamowe oraz ich zleceniodawcy bezkarnie zawłaszczają otoczenie, w którym żyjemy, i w którym - w imię zupełnie innych wartości - wychowujemy nasze dzieci.

Dzięki temu część z nas zdała sobie sprawę, że podobnie myśli dużo więcej osób, a wiele z nich także podejmuje podobne inicjatywy, i choć działając w rozproszeniu, często po omacku, to jednak z wymiernym i dobrym skutkiem. Zdajemy sobie sprawę, że ludzi chcących zmian jest jednak dużo, dużo więcej, ale czują jedynie frustrującą bezsilność. Często ograniczają się zapewne do narzekania i spekulacji nad konsekwencjami braku skutecznej tamy dla reklam i innych przekazów, które co chwilę przekraczają kolejne, wydawałoby się jeszcze niedawno nieprzekraczalne, granice dobrego smaku czy wulgarności.

Ta strona ma za zadanie połączyć siły osób myślących tak samo. Ma być głośnym „nie zgadzam się!” skierowanym do ludzi, którzy myślą, że w reklamie i innych przekazach można sobie pozwolić na wszystko. Ma pomóc budować społeczeństwo obywatelskie oparte na wartościach. Ma wspomagać kobiety, by nie pozwalały się obrażać. Ma pomóc mężczyznom pokazać, że męskość nie oznacza chamstwa, ale odwagę w bronieniu wartości. A przede wszystkim ma stać się skutecznym narzędziem pozwalającym się wypowiedzieć i skutecznym remedium na puste narzekania i mylne poczucia, że nic się nie da zrobić.

Anglicy powiedzieliby: „Sky is the limit”. I mieliby rację."

(ze strony Stowarzyszenia Twoja Sprawa)

 


Grupka internautów udowodniła coś niesamowitego: zwykły człowiek, który czuje niesmak, oglądając wulgarną reklamę, ma wpływ na jej usunięcie.Chodzi o Stowarzyszenie Twoja Sprawa. Ledwie założyła je grupka znajomych z Warszawy i okolic, już w internecie zebrało się wokół nich 1100 osób. Ci ludzie, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba, piszą listy elektroniczne do firm. Zaznaczają w nich grzecznie, że ich zdaniem, reklama przekracza granicę dobrego smaku.

W kulturalny sposób dołączają kilka argumentów.Myślisz, że to nieskuteczne i bez sensu? Jesteś w błędzie. Okazało się, że w części przypadków to wystarcza. Aktywność zwykłych ludzi, którzy po prostu robią coś razem, wywiera wrażenie nawet na wielkich korporacjach.

Masz wpływ

Kim są założyciele tego stowarzyszenia? Ania Olasik pracuje jako tłumacz języków angielskiego i francuskiego w firmie prawniczej. Zbyszek Korba to prawnik, a przy okazji naczelnik Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”. Rafał Porzeziński jest dziennikarzem. Jest kilka młodych matek, które zawiesiły karierę zawodową i wychowują dzieci. – Jesteśmy w różnym wieku, ale większość z nas parę lat temu skończyła studia i ma teraz po 30, 35 lat – mówi Anna Olasik. – Niektórzy z nas jeszcze nie założyli rodzin, inni już mają dzieci, zazwyczaj małe – charakteryzuje swoich przyjaciół. Nie ze wszystkimi spotkała się twarzą w twarz, ale dobrze się znają dzięki internetowi. – Chcemy zmobilizować ludzi, wyrwać z poczucia, że na nic nie mają wpływu. Bo mają! – mówi Zbigniew Korba. – Sami pisaliście o zwykłych ludziach spod Rzeszowa, którzy założyli komitet Contra in Vitro, napisali projekt ustawy całkowicie zakazującej sztucznego zapłodnienia i zaczęli zbierać podpisy. I nagle okazało się, że z całej Polski napłynęło do nich aż 150 tys. podpisów. W Polsce są ogromne rzesze katolików, którzy nie mają pojęcia, że naprawdę mogą mieć wpływ na to, co dzieje się wokół nas – tłumaczy.

Reklama znika

Ludzie ze Stowarzyszenia Twoja Sprawa też mają na koncie pierwsze sukcesy. Pod koniec zeszłego roku, gdy stowarzyszenie było jeszcze w fazie rejestracji, na wiatach przystanków w Warszawie zawisły reklamy pisma CKM. Tego samego dnia twórcy stowarzyszenia uznali, że ta reklama jest wulgarna i przekracza gra-nice, które dotąd w polskiej reklamie nie były naruszane. Włączyli więc komputery i rozesłali do około dwustu znajomych maile z prośbą, żeby zareagowali. W następnych godzinach do zarządu transportu miejskiego oraz do zastępcy prezydenta Warszawy zaczęły napływać listy elektroniczne z bardzo grzecznie wyrażaną prośbą o interwencję. Listy nie były identyczne, bo każdy z piszących starał się użyć jakiegoś własnego argumentu. Ludzie pisali, że takie reklamy psują dzieci, że dewastują porządek społeczny i uwłaczają godności kobiet. – Kiedy do jakiejś instytucji przyjdą dwa albo pięć takich listów, to nikt się tym nie przejmie. Ale jeśli tych listów jest kilkadziesiąt, to już jest coś – mówi Anna Olasik. – Adresat czyta i myśli: skoro kilkudziesięciu ludziom chciało się usiąść i napisać indywidualny list, to za nimi stoją setki innych ludzi, którzy myślą podobnie – dodaje. Urzędnicy miejscy zainteresowali się sprawą. A kilka godzin później także szefowie prywatnej firmy, która była właścicielem wiat przystankowych, uznali racje protestujących. – Reklamy zostały wtedy w całej Warszawie zdjęte w jedną noc. Okazało się, że nie trzeba było żadnej wielkiej akcji. Wystarczyło wyrażenie opinii, po-parte rozsądnymi argumentami – mówi Rafał Porzeziński, rzecznik stowarzyszenia.

 


Nie zrzędzimy

Ania Olasik robiła takie akcje już od kilku lat, ale na mniejszą skalę. Przed powstaniem stowarzyszenia listy do firm pisało około dwustu znajomych, którzy nazywali swoją nieformalną inicjatywę „Akcja-reakcja”. Kiedyś protestowali przeciw reklamom z warszawskiej Galerii Mokotów, które odbierali jako bardzo wulgarne i niesmaczne. Z początku wydawało się, że ich listy nie odniosły żadnego skutku, bo reklamy wisiały do końca sezonu. – Jednak w następnych sezonach reklamy były zupełnie inne, nie mieliśmy już do nich zastrzeżeń – mówi Anna Olasik. – Przekonywaliśmy się wiele razy, że takie oddolne działania przynoszą skutek i firmy zmieniają swoją strategię reklamową – dodaje.


To działa zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o poważną firmę, która przywiązuje wagę do swojego wizerunku w oczach społeczeństwa. Ludzie ze Stowarzyszenia Twoja Sprawa bardzo też zwracają uwagę na to, żeby ich listy nie były agresywne. Jeśli mogą w tym samym liście daną firmę za coś pochwalić, robią to. Przypominają na przykład jakąś jej udaną, zabawną kampanię reklamową z ubiegłych lat. Dzięki temu trudno ich oskarżyć, że są zrzędami, którym nic się nie podoba. Jeśli zobaczą, że następna kampania reklamowa firmy nie jest już wulgarna, wysyłają listy z wyrazami poparcia.


– Bo to nie jest tak, że my działamy przeciwko ko-muś. Nam chodzi o dobro wspólne. Nie jesteśmy agresywni, wolimy zachęcać do dobrego – mówi Anna Olasik. Z tego powodu na internetowej stronie www.twojasprawa.org.pl założyciele stowarzyszenia stworzyli zakładkę „Dobre reklamy”. Napisali: „Nie mamy nic przeciwko reklamom. Wiele z nich to dzieła sztuki, które potrafią rozbawić, wzbudzić optymizm, dać do myślenia. A niektóre są po prostu genialne! Nadsyłajcie Wa-sze propozycje, najciekawsze umieścimy na tej stronie”. Na razie wisi tam billboard Reeboka, reklamówka Plusa w wykonaniu „Mumio”, reklamy Coca-coli i Żubra, który odpowiada każdemu.

 


Porno precz z Ruchu

Ludzie z Twojej Sprawy mówią, że ich misją jest nacisk konsumencki na firmy. – Tyle, że akurat my nie pilnujemy tego, żeby w sklepach kiełbasa była świeża. Nas interesuje obrona praw człowieka – mówi Rafał Porzeziński. – Pokazujemy firmom: zarobicie mniej, jeśli będziecie ignorować zdanie dużej grupy konsumentów – dodaje Zbigniew Korba. – W USA, gdzie w takich akcjach bierze udział mnóstwo ludzi, to narzędzie świetnie działa. Zwłaszcza że następnym argumentem jest bojkot konsumencki danej firmy. Nie powinniśmy się jednak łudzić, że z każdą firmą pójdzie nam jak z płatka – mówi.

 

Niedawno Stowarzyszenie Twoja Sprawa wzięło się za bardzo poważną sprawę. Poprosiło 1100 ludzi, którzy zarejestrowali się na ich stronie, o pisanie listów do spółki Ruch S.A. Do spółki tej zaczęły więc napływać apele o zaprzestanie prezentowania w salonikach Ruchu pornografii w sposób widoczny dla dzieci. Ludzie z „Twojej Sprawy” załączyli zdjęcia zrobione w kioskach Ruchu, na przykład białego pluszowego misia opartego o pisemka „One to lubią” i „Striptiz”, twarde porno obok półki z gumami do żucia lub przy lodówce z napojami.

 

Ruch odpisał, że nic nie może w tym względzie zmienić. A jednak sprawa na tym się nie zakończyła. Ludzie związani z „Twoją Sprawą” poprosili bowiem o interwencję ministra skarbu (Ruch należy do Skarbu Państwa) oraz rzeczników praw obywatelskich i praw dziecka. A rzecznicy pod koniec maja poparli stanowisko internautów. Rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski wysłał do Ruchu stanowczy list, w którym poprosił, żeby spółka zaczęła stosować się do obowiązujących przepisów prawa. Powołał się na konkretne paragrafy kodeksu karnego, zabraniające prezentowania porno ludziom, którzy tego sobie nie życzą, a zwłaszcza małoletnim.

 

Do chwili zamknięcia tego numeru „Gościa” Ruch S.A. nie odpowiedział na list rzecznika. Ma na to 30 dni.

– Aktywność rzecznika jest w dużym stopniu odbiciem aktywności społeczeństwa – powiedział nam nieoficjalnie jeden z urzędników biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Dowiedzieliśmy się, że o wspieranie swoich inicjatyw do biura RPO często występują np. organizacje homoseksualistów. Jednak środowiska chrześcijańskie i konserwatywne do tej pory były przerażająco bierne. Inicjatywa Stowarzyszenia Twoja Sprawa pokazuje, że coś zmienia się na lepsze.

Przemysław Kucharczak, Gość Niedzielny 24/2009


 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS