Follow us on Twitter
Start Czytelnia Felietony "Walka z żywiołami"

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
"Jak to możliwe, że mimo odkryć i wynalazków, które codziennie zbliżają nas do osiągnięcia stanu wiecznej szczęśliwości, śnieg i mróz wciąż stanowią wyzwanie?

Gwałtowny atak globalnego ocieplenia, który przyniósł dwudziestodniowe mrozy (gdyby nie ocieplenie, to pewnie byłyby trzydziestostopniowe i przynajmniej zamknięto by szkoły), jeszcze raz dowiódł, jak bardzo jesteśmy zależni od humorów natury. To banalne stwierdzenie nie przeszkadza człowiekowi uważać siebie za pana przyrody. Stąd biorą się z jednej strony w gruncie rzeczy buńczuczne stwierdzenia o ludzkim wpływie na globalny klimat, a drugiej strony narzekania, że w XXI wieku wciąż „zima zaskakuje drogowców”.

Jak to możliwe, że mimo wspaniałej cywilizacji, mimo odkryć i wynalazków, które codziennie zbliżają nas do osiągnięcia stanu wiecznej szczęśliwości, śnieg i mróz wciąż stanowią wyzwanie? Ludzie są ewentualnie skłonni zgodzić się z bezradnością rządów wobec tsunami albo wybuchu wulkanu, ale żeby nie można sobie poradzić ze śniegiem? Pewnie i można: wystarczyłoby, żeby rząd, który wspomaga budowę boisk piłkarskich w każdej gminie, zdecydował się na uruchomienie programu ich podgrzewania, a właściwie podgrzewania całego terytorium kraju. Bylibyśmy wtedy pierwszym na świecie państwem ogrzewanym, śnieg topiłby się jak należy i wszyscy byliby szczęśliwi. Skoro szejkowie potrafią budować sztucznie naśnieżane trasy zjazdowe na pustyni, to może u nas da się zamienić cztery pory roku w wieczną wiosnę?

Ja bardzo lubię wiosnę, więc gdyby jakaś partia ogłosiła program radykalnego przedłużenia maja w Polsce, to zdobyłaby moją sympatię, choć głosu bym na nią nie oddał. Przede wszystkim dlatego, że rolę szejka w takim programie pełniłbym osobiście wraz z paroma milionami podatników. Niestety, bez przyjemności bycia szejkiem. Dlatego nie zachęcam polityków do poważnych debat na temat wyeliminowania zaskoczenia atakiem zimy, zachęcałbym ich raczej do umiarkowania w głoszeniu swojej omnipotencji.

Gdyby bowiem słuchać naszych przywódców (chwilowo u władzy, chwilowo w opozycji lub odwiecznie na marginesie), którzy wędrują od kamery do kamery, niczym dziady proszalne z odpustu na odpust, i wszędzie prezentują swoją śpiewkę o własnej mądrości i głupocie innych dziadów, to człowiek mógłby uwierzyć, że za chwilę nastąpią cuda. Na razie cudem jest to, że dawniej dziad przemawiał do obrazu, a teraz gada z obrazu. I to jest prawdziwa klęska żywiołowa, której można by zapobiec. Gdybyż tak w zapale noworocznych postanowień bohaterowie niskobudżetowych produkcji telewizyjnych obiecali umiarkowanie w zawracaniu nam głowy za pomocą mediów! Ale, jak pisałem tydzień temu, takie postanowienia mają, niestety, krótki żywot."

 Tekst ukazał się w "Gość Niedzielny" 02/2009

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom} 

 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS