Od czasu do czasu pojawia się na publicznym forum rzecznik praw ucznia,
który nie ustaje w tropieniu niegodziwości dotykających dzieci i
młodzież w wieku szkolnym. Parę tygodni temu ogłosił, że zadania domowe
są narzędziem ucisku nastolatków, więc należałoby je zlikwidować. Potem
oburzył się na wprowadzony tu i ówdzie obowiązek deponowania telefonów
komórkowych na czas lekcji. W sukurs przyszli niektórzy rodzice,
utrzymując, że w ten sposób uniemożliwia się uczniom kontakt z
rodzicami. Jak powszechnie wiadomo, kontakt z mamą podczas lekcji
polskiego jest niezbywalnym prawem ucznia, który nie może być
pozbawiony wsparcia rodziny i pozostawiony sam na sam z tragedią Janka
Muzykanta. A w czasie przerwy sieci komórkowe są przeciążone: każda
uczennica ma wszak prawo do informowania na bieżąco o postępach w
konsumpcji drugiego śniadania.
Wystąpienia rzecznika, jakkolwiek śmiałe, są jednak przepojone
zgniłą kompromisowością. Należy stwierdzić z całą mocą, że system
edukacyjny jako taki jest opresyjny i nadmiernie okrutny. Mimo postępów
w dziedzinie ochrony praw, wciąż występują tu szczególnie jaskrawo
nietolerancja dla nieuków i dyskryminacja leniów, a przecież nie można
kogoś prześladować tylko dlatego, że ma orientację na lenistwo.
Uczniowie są oceniani w skali od 1 do 6, co już samo w sobie generuje
różnice. Lekcje trwają 45 minut, wymagają skupienia i nie są przerywane
blokami reklamowymi. Jak to można wytrzymać? A mundurki? Egzaminy?
Równania kwadratowe i euglenę zieloną? Narzuca się wniosek, żeby szkoły
zlikwidować i cieszyć się prawdziwą wolnością, co już proponowali
ministrowie króla Maciusia I.
Dlaczego nie likwiduje się szkoły jako takiej? Bo konsekwencją
byłaby likwidacja urzędu rzecznika praw ucznia. Chociaż kto wie: skoro
nie będzie szkoły, to pewnie o konsekwencjach będziemy wiedzieli tyle,
ile owo plemię indiańskie, w którym panował matriarchat – tamtejsi
panowie nie dostrzegali swojego wkładu w rozwój populacji. Trochę to
jeszcze potrwa, ale zjednoczone wysiłki rzeczników, którzy nie
protestują w obronie prawa dzieci do uzyskania rzetelnej wiedzy, w
końcu doprowadzą do upadku cywilizacji, która może ma wady, ale ją
lubimy, bo lubi się to, co się ma. Można się rzecznikami nie przejmować
– sąsiedzi Noego też myśleli, że popada i przestanie. A nawet jeśli
cywilizacja upadnie – tyle ich już przecież upadło. Ciekawe, że wspólną
cechą wszystkich upadłych cywilizacji był brak obowiązkowego
maturalnego egzaminu z matematyki. Że nie było matury? Pewnie jakiś
rzecznik ją zlikwidował."

