Dobra. Nie wiem, czy tak mówili. Ale mniej więcej
tak mówi matka, która domaga się eutanazji swojego leżącego w śpiączce
od 24 lat syna. „Umieraj, Krzysiu” – prosi syna nocami. „To jest tylko
ciało mojego Krzysztofa, nie on sam” – powiedziała „Dziennikowi”. A
zaraz potem: „on teraz strasznie cierpi”. To niezbyt logiczne, bo skoro
to tylko ciało Krzysztofa, to sam Krzysztof nie cierpi. Ale nie musi
być logicznie. Ktoś wykorzystał dramat kobiety, żeby rozpocząć „debatę
o eutanazji”. Znowu słyszę z telewizora, ile też procent Polaków
popiera skracanie bliźnim życia, a ilu nie.
W takim razie wróćmy do państwa Knauser. Ojciec dziecka, pan
Knauser – czujemy z nim solidarność, prawda? – wysłał list z prośbą o
„usunięcie” dziecka. No bo co takie upośledzone dziecko może rozumieć.
To praktycznie tylko ciało. Aha, nie napisałem, do kogo on wysłał ten
list. Do Fuehrera napisał. Tak, do Adolfa Hitlera. Bo to było w
Niemczech na początku roku 1939. Pffff… uszło współczucie. Już się nie
solidaryzujemy z panem Knauserem, co? My byśmy tak nie zrobili, bo
wiemy, że Hitler był zły.
Ale Knauser tego nie wiedział! Hitler był wtedy bożyszczem. Kto w
Niemczech miał problem, pisał do niego, jak dziś pisze się do
Strasburga. Oczywiście prawie żaden list do adresata nie docierał, ale
akurat ten został uznany za godny tego zaszczytu. Sam szef Kancelarii
Fuehrera zaniósł go Hitlerowi. Ten przeczytał i „pochylił się” nad dolą
państwa Knauserów. Polecił swojemu lekarzowi, doktorowi Karlowi
Brandtowi, żeby zbadał dziecko, a jeśli jego stan okaże się zgodny z
opisanym – zabił je. Od tego przypadku zaczęła się w Trzeciej Rzeszy
praktyka zabijania (zgodnie z procedurami!) dzieci upośledzonych.
„Zabijania”, bo naziści zabijali. My dziś tylko ułatwiamy godną śmierć.
My dziś skracamy cierpienie. My dziś…
Nie, nie. My dziś jesteśmy jeszcze większymi hipokrytami niż
naziści. Oni przynajmniej nie używali łzawej motywacji do wszawej
roboty. Nie ględzili o dobru, jakie świadczą swoim ofiarom.
Nieużyteczni?
No to raus, bo przeszkadzają. Natomiast eutanaziści udają
miłosiernych. Morderstwo chcą zamazać dyskusjami o „żywych grobach” i
cierpieniu ich krewnych. Pewnie, że ludzie cierpią. Dlatego trzeba ich
wspierać, a nie likwidować. My po prostu nie mamy prawa decydować o
ludzkim życiu. Jeśli zgodzimy się na jakikolwiek wyjątek w tej
zasadzie, nie będziemy mogli powstrzymać żadnej niegodziwości. Samo
wszczynanie „debaty o eutanazji” jest niewyobrażalnym skandalem.
Dyskusje na ten temat powinny być zakazane bardziej niż kłamstwo
oświęcimskie. Bo skutki kłamstwa eutanazistów będą jeszcze
tragiczniejsze."
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

