"Czterdzieści i trochę więcej lat wśród dzieci. Jako katecheta
parafialny, szkolny, opiekun scholi, ministrantów, oazowiczów. Teraz
szkolny emeryt. Odwiedziłem z kolędą wszystkie dzieci parafii. Mało ich
teraz. I trochę inne niż kiedyś. Inne? Mała Amelka rozsiadła się na
kolanach. Nieco większy Adaś mocno się przytulił i buzia mu
rozjaśniała. Adrianek schował się pod ławę, a całkiem już duża
Agnieszka mówiła „Aniele Boży, stróżu mój”. Jakoś wciąż te dzieci mają
mnie za swojego. To dobrze. Filozoficzną i pedagogiczną refleksję
wywołała 10-letnia Patrycja. Zaczęło się od psa. No, bo ja z tym moim
psem codziennie na spacer.
A pies na lince, nie luzem. „A mój pies nie chce na smyczy”. A ty
byś chciała na smyczy? Popatrzyła, oczęta się zaiskrzyły i mówi: „Nie.
Ale troszkę by się przydało”. Pojmujecie tę dziecięcą diagnozę?
„Troszkę by się przydało”! Dookoła słychać co innego. Wychowanie
bezstresowe, wesoła szkoła, bawmy się razem, prawa dziecka, partnerski
stosunek do dziecka... Więcej jest tych modnych haseł. A mała Patrycja
powiada, że troszkę smyczy by się przydało. Oczyma wyobraźni
zobaczyłem, jak mama (moja sąsiadka) na smyczy prowadzi swój skarb.
Wydało mi się to całkiem zbyteczne. Co innego mój pies – wszędobylski,
ciekawy, co nieco rozpuszczony.
A jednak słowa dziecka nie budziły wątpliwości. Potrzeba jakichś
ram dyscypliny jest potrzebą naturalną. I nie tylko wobec dziecka. My,
dorośli, też tego potrzebujemy. Czymże jest Dekalog? Czy nie taką
„smyczą”? Mój psina jeszcze ani razu nie był zachwycony, gdy
przypinałem smycz – daje mi to zawsze do zrozumienia, kręcąc łbem na
wszystkie strony. Ale gdy wybieram się na spacer, z radością biegnie do
wieszaka, na którym ów sprzęt czeka. Chyba pora, aby rodzice i
wychowawcy znowu troszkę tej smyczy dzieciom przypinali. Ale też pora,
aby w duszpasterskim oddziaływaniu Kościoła o smyczy nie zapominać.
Wolność nie jest otwarciem wszystkich bram, zlikwidowaniem barier.
Taka wolność lansowana od lat przez różne środowiska zamieniła się w
niszczycielską powódź. Burzy, niszczy, przynosi śmieci i błota. A
dzieci przypomniały mi jeszcze raz, że potrzeba serca, ciepła i...
smyczy. Takiej z długą linką, pozwalającej na wiele – ale nie na
wszystko. Linkę delikatnie trzyma ktoś dobry i mądry. Najlepiej dobry
Ojciec Bóg."
Felieton ukazał się w: "Gość Niedzielny" 05/2009, 1.02.2099

