Ale to się, jak widać, zmienia. Teraz można napaść świętego
Mikołaja na ulicy, ukraść mu worek z prezentami, a potem udzielić
wywiadu pod tytułem „Zabawki zrabowane też są darem mikołajowym”.
Tylko niech mi nikt nie mówi, że pomniejszam wartość dzieci z
probówki. Zabawki Mikołajowi ukradzione mają tę samą wartość, co
zabawki przez Mikołaja wręczone. Ale nie w wartości zabawek rzecz,
tylko w tym, co my, wskutek wymuszenia, robimy ze sobą. Czujemy to,
prawda? Jakoś głupio by nam było, że nasze dzieci bawią się takim
ukradzionym „darem”. Głupio by było słuchać, jak pociechy wychwalają
Mikołaja, który w tym czasie leży na ulicy bez worka, ale za to z
rozkwaszonym nosem i potarganą brodą.
Ale Bóg nie jest Mikołajem, więc się ludziom wydaje, że mogą Go
okradać ile wlezie i trąbić dookoła „dar Boży, dar Boży, dar Boży!”.
Tymczasem, o ile ludzkie prezenty bywają przewidywalne, o tyle Bóg
daruje zawsze z zaskoczenia. Nie wiem, jak Państwu, ale mnie się
jeszcze nigdy nie zdarzyło, żebym od Boga otrzymał dokładnie to, co
sobie zaplanowałem, a już na pewno nie odbyło się to w sposób, jaki
mógłbym przewidzieć. Z jakichś powodów Bóg nie zgadza się na nasze
scenariusze, a najbardziej hojny jest wtedy, gdy człowiek się dla Niego
tych scenariuszy wyrzeknie.
Wzorcowym przykładem takiego daru Bożego był Izaak. Bezdzietne
małżeństwo Abrahama i Sary otrzymało to dziecko, gdy się go już nie
spodziewało. Ale największa niespodzianka miała przyjść potem. Oto
Abraham słyszy od Boga, że musi Mu tego ukochanego syna złożyć w
ofierze. Nie bardzo to pasuje do malowanego dziś wizerunku Boga, który
miałby niczego nie wymagać, za to musiałby zaakceptować każdą
zachciankę.
To dopiero była próba! Abraham musiał się pod nią uginać o wiele
bardziej niż jego syn, który niósł pod górę drewno na ogień, mający go
spopielić. A jednak właśnie wtedy Abraham otrzymywał nieprawdopodobny
dar Boży. Stawał się obrazem Boga Ojca, który towarzyszy Synowi,
dźwigającemu na Golgotę drewno krzyża. Nie pytał, dlaczego Bóg chce
czegoś takiego. Ufał Mu. I gdy dla Boga wyrzekł się syna, wtedy
naprawdę go otrzymał. Ze wzgórza Moriah, gdzie Bóg doświadczył
wierności „ojca wiary”, popłynęła rzeka łaski. Jej fale przyniosły
światu Mesjasza, gdy Maria – daleka córa Abrahama – powiedziała „tak”
Bogu, a nie swojemu widzimisię. Kto przestanie wymuszać na Bogu własne
scenariusze, tego Bóg zaskoczy prawdziwym darem. Bo człowiek ma
naprawdę tylko to, co ofiarował.
Rodzicielskie dziadostwo
Niedawno 70-letnia mieszkanka Indii urodziła córkę, zorganizowaną metodą in vitro. Właściwie to nie jej córka, tylko jakiejś młodej dawczyni komórek jajowych. Starsza pani tylko ciążę donosiła, bo jej organizm już od dawna nie wytwarza komórek rozrodczych. „Kuracja hormonalna”, potem cesarskie cięcie i produkt gotowy. Musiał się babci spodobać, bo teraz zażyczyła sobie synka. 72-letni mąż popiera zachcianki żony.
Bardzo sprytnie to sobie wykombinowali. Jeśli nie poradzą sobie jako rodzice, przejmą nad dziećmi opiekę jako dziadkowie.
Sprawozdanie
Parlament Europejski przyjął sprawozdanie na temat przestrzegania praw podstawowych w Unii Europejskiej. Jak podaje HLI Europa, w dokumencie postuluje się wzajemne uznanie związków homoseksualnych we wszystkich krajach Unii. Wzywa się też państwa członkowskie, żeby umożliwiły zawieranie takich związków. Apeluje się także o większą swobodę przeprowadzania aborcji. Ponadto proponuje się nałożenie na przywódców religijnych zakazu wypowiadania „uwag dyskryminacyjnych” – na przykład krytyki zachowań homoseksualnych. To wszystko w trosce o moralność. Przecież zarówno dzięki aborcji, jak i propagandzie homozwiązków, w UE urodzi się mniej grzeszników.
Zapominalscy
W brytyjskim szpitalu zmarł po udarze mózgu pacjent z syndromem Downa. Zmarł jednak nie z powodu udaru, tylko dlatego, że przez 26 dni, gdy tam leżał, nie odżywiano go. Lekarze tłumaczą się, że myśleli, iż zajęły się tym pielęgniarki, te zaś wyjaśniają, że nie miały zlecenia. Więcej „debaty o eutanazji” i nie będzie problemu – takie rzeczy będzie się robiło nie przez zapomnienie, tylko celowo."

