"Wróciłem z Węgier – delegacja rzuca czasem człowieka nad Balaton,
niekompatybilny z porą roku. Pobyt za granicą daje możliwość
odetchnięcia od spraw krajowych, które z dalszej perspektywy wydają się
mniej doniosłe, mniej denerwujące i mniej niezwykłe. Akurat bratankowie
przeżywali strajk kolejarzy, więc rodzime protesty przestały być aż tak
wyjątkowe w Europie, jakby to mogło wynikać z doniesień medialnych.
Potwierdziło się też moje podejrzenie, że postępująca w naszym kraju
analfabetyzacja w zakresie przedmiotów ścisłych jest fragmentem
większej całości. Również nad Dunajem skarżą się na malejącą liczbę
studiujących kierunki wymagające znajomości matematyki.
Marudzę z tą matematyką, ale po powrocie do kraju, przeglądając
gazety sprzed paru dni, dowiedziałem się, że inne przedmioty też
podobno są zagrożone. Powstał jakoby pomysł – aż nie chce mi się
wierzyć, dlatego piszę ,,jakoby” – żeby nie wymagać od przyszłych
fizyków uczenia się historii, a od przyszłych inżynierów – geografii.
Nie byłoby w tym niczego szokującego, gdyby chodziło o studentów –
chociaż minima programowe na studiach fizycznych, a pewnie i
technicznych zawierają elementy przedmiotów ,,humanizujących”. Rzecz
jednak w tym, że sprawa dotyczy uczniów szkół średnich i odpowiada na
oddolne zapotrzebowanie. Od lat każdy nauczyciel słyszy postękiwania: a
po co mam się tego uczyć, przecież nie będzie mi to w życiu potrzebne.
Do tej pory nikt się tym nie przejmował, bo te rytualne próby
zmniejszenia wymagań należały do swoistego szkolnego folkloru. Teraz
jednak coś się zmienia. Nastolatkowie, którzy mają przed sobą ponad
sześćdziesiąt lat życia już wiedzą, co będą robić i co się im przyda –
a dorośli pokornie akceptują ich przemądrzałość. Przed laty nie
widziano sensu uczenia się języków obcych, bo niby gdzie i z kim
przeciętny Polak miałby się w nich porozumiewać? Teraz co krok spotykam
ludzi żałujących, że się wtedy nie przyłożyli. Dziś raczej szkoda czasu
na naukę polskiego, jeśli ktoś planuje przyszłość w Irlandii.
Z drugiej strony, jeśli ktoś chciał zostać celnikiem, co jak
wiadomo jest powszechnym marzeniem młodzieży, to smętny obraz dawnego
przejścia w Łysej Polanie (poznać je po tym, że nikt tam nie sprząta
śniegu) pokazuje, że lepiej było nie koncentrować się na tej wąskiej
specjalizacji. To już pewniejsza jest emerytura (choć i tu zdania są
podzielone), więc może wystarczyłoby się nauczyć głosować na partie,
które zapewniają bezgraniczną opiekę socjalną w zamian za środki
zaoszczędzone na systemie żadnemu renciście niepotrzebnej edukacji."

