| Spis treści |
|---|
| Szał prezentowych zakupów |
| Strona 2 |
| Strona 3 |
| Strona 4 |
| Wszystkie strony |
Zakupy w ogóle są dla większości mam, wcześniej jeszcze nie mam, czymś chyba rozrywkowo-radosnym, czymś w rodzaju odprężenia, czasem koniecznością, no ale ogólnie kobiety lubią zakupy. Z reguły przynajmniej.
W ciąży przyjemnie się chodzi na zakupy, wybierając ciążowe ciuchy, potem rożki, pościel, ubranka dla niemowlaka. Żeby wszystko kupić, po nic nie musieć latać, gdy dziecko będzie już na świecie. Gdy maleństwo już się urodzi, zakupy zaczynają być problemem. I mogą, ale nie muszą być nim zawsze, zwłaszcza w okolicach rozmaitych okazji, urodzin czy Dnia Dziecka, gdy nasza pociecha może zacząć wymuszać w sklepie co rusz to nowe zabawki. A może nie będzie wymuszać? Może to my sami dla własnej przyjemności damy się wciągnąć w zakupowy szał, który i nam sprawia przyjemność? Jak uniknąć takich sytuacji? Jak pomóc sobie i własnemu dziecku?Złota rada brzmi - nauczyć siebie i dziecko właściwego podejścia do zakupów już od początku.
Warto, będąc w ciąży, nie kupować absolutnie wszystkiego z dziecięcych ubranek, co nam się tylko podoba, co zobaczymy w sklepie. Wiadomo, to niesamowicie urocze i rozkoszne - kupować takie małe buciki, spodnie na szelkach czy sukieneczki. Warto jednak podejść do sprawy dużo bardziej prozaicznie:
* Mnóstwo ciuszków dostaniecie na pewno od osób odwiedzających was tuż albo prawie tuż po porodzie.
*Większość cudnych ubranek dla dzieci jest dla nich szalenie niewygodna, maluch męczy się z guzikami na plecach, falbankami, kołnierzykami pod szyj, a najlepiej czuje w wielkich, nieco rozwleczonych śpioszkach, które nie obcierają szwami i metkami jego delikatnej skórki
*Każda mama, nie tylko Ty, ma ochotę wykupić wszystkie ciekawe albo milutkie zabawki, jakie spotka, tymczasem dla dziecka... najlepszą zabawą jest bycie tulonym przez mamę i oglądanie przedmiotów codziennego użytku. Jeśli będzie mieć dużo zabawek, zwłaszcza piszczących, grających, noworodek może być oszołomiony, zmęczony natłokiem bodźców, często płakać, być niezadowolonym z zabawiania go na siłę.
* Kilkumiesięcznemu i starszemu dziecku pozwól wybrać to, co je interesuje. Czyń to w domu, niech dziecko samo dobiera sobie zabawki spośród kilkunastu (a nie kilkudziesięciu), które ma w domu, i z bezpiecznych przedmiotów codziennego użytku typu garnki, łyżki, kubki plastikowe itd... Dzieci same chętnie poznają przedmioty w otoczeniu, znajdują dla nich nowe, ciekawe zastosowanie w zabawie, trzeba im to tylko umożliwić i z dystansu kontrolować, by nie zrobiły sobie krzywdy. Pozwólmy dziecku z najbardziej zwyczajnych przedmiotów wyczarować coś niezwykłego. To pobudza wyobraźnię nawet u małych dzieci.
*Dziecko najlepiej się bawi, obserwując dorosłych i naśladując ich. Przykładem choćby dziecko, które dzwoni na niby z pilota do telewizora czy jakiejkolwiek zabawki, udając , że toczy rozmowy komórkowe.
*Nie ulegaj presji kupowania zabawek edukacyjnych, które najczęściej edukacyjne są tylko z nazwy. Dzieci najlepiej uczą się świata w rzeczywistości, żyjąc w nim, poruszając się, przebywając. Zmieniające się na co dzień domowe otoczenie - inne garnki na półce, inne kwiaty w wazonie itp - daje dziecku właściwą i naturalną stymulację, dostosowaną do jego możliwości percepcyjnych, nie bombarduje nadmiarem bodźców.Tymczasem tzw zabawki edukacyjne, nawet najbardziej wyszukane, mają tylko ograniczone możliwości manewru dla dzieci, a więc mogą one szybko znudzić, zwłaszcza ciekawskiego maluch.
*Nie zapominaj, że każde dziecko jest inne - to, co podoba się twojej sąsiadce czy jej dziecku, nie musi podobać się twojemu.
*Nie ulegaj modzie. Warto odkurzyć wspomnienia z własnego dzieciństwa, przypomnieć sobie zabawki, jakimi bawiliśmy się my czy nasze rodzeństwo i takich zabawek poszukać. Niejednokrotnie nie będzie łatwo je znaleźć, ale w ostatecznym rozrachunku to się opłaca, takie zabawki często bywają bardziej stymulujące, a zabawa z nimi - bardziej konstruktywna niż z wieloma współczesnymi wynalazkami. Na przykład są dziś dostępne w sklepach zabawki do montowania, efektowne, wydałoby się twórcze, tymczasem można z nich wyczarować na przykład tylko jeden rodzaj pojazdu. Za to wiekowe jeśli chodzi o pomysł klocki drewniane mogą posłużyć do wszystkiego, a o ileż bardziej rozwijają dziecięcą wyobraźnię.
Przed większymi świętami czy okazjami warto wymyślić przebieg zakupów kilka tygodni wcześniej. w naszej rodzinie mamy na to coś w rodzaju patentu, kilka tygodni właśnie lub nawet miesięcy wcześniej zbieramy pomysły na prezent. Jest to rozwiązanie o tyle wygodne i bezpieczne, że pomysł ulega wielokrotnej weryfikacji, nie wybieramy bowiem na podstawie tego, co nam przyjdzie ad hoc do głowy w sklepie, lecz opierając się na obserwacji dziecka, tego, co je interesuje, fascynuje, co mu się podoba, w jakim kierunku zmierzają jego zainteresowania - czy będą to rzeczy manualne, zabawy ruchowe a może jeszcze coś innego. Chcemy więc kupić zawsze coś, co się dziecku podoba, a jednocześnie będzie mu służyło. Tu trzeba uczynić uwagę - to, co się dziecku podoba, nie oznacza w naszym odczuciu tego samego co stwierdzenie, że dziecko faktycznie chce coś mieć. Może chcieć to zobaczyć, przyjrzeć się temu, spojrzeć jak to działa itp, ale niekoniecznie będzie tym zainteresowane na dłuższa metę. Jednym słowem, przyglądamy się temu, jaka kategorię przedmiotów/zabawek dziecko wybiera i dopasowujemy coś z tej kategorii. W ten sposób osiągamy to, o co nam chodzi, dziecko wybiera sobie zabawkę, ale nie ulega chwilowym zachciankom. Nie ulegamy im również my, rodzice. A to ważne, bo - wbrew pozorom - i rodzicom właśnie grozi uleganie zachciankom, kaprysom, chwilowym upodobaniom. Ileż to rzeczy chcemy czasem kupić własnym dzieciom tylko dlatego,że sami ich nigdy nie mieliśmy?! Ile to rzeczy my sami wymarzyliśmy sobie dla naszych dzieci, niejako nie pytając ich o zdanie i przerzucając na nie nasze własne zainteresowania, pasje czy wreszcie niezrealizowane marzenia lub ambicje. Szkodliwe też może być dla nas, naszego portfela, a przede wszystkim dla postawy dziecka, przekonanie o niezbędności jakiejś zabawki czy tez kategorii zabawek. To przeświadczenie może być zgubne, gdyż wpaja konieczność posiadania czegoś, co do czego w gruncie rzeczy dorosły i dziecko powinien mieć wolność wyboru i faktycznej oceny przydatności zabawki. Inaczej mówiąc, jeśli wyjdziesz z założenia, że musisz dziecku coś kupić tylko dlatego, że jest to z nazwy edukacyjne, związane z nową technologią itd itp, istnieje małe prawdopodobieństwo, że dokonasz racjonalnej oceny sytuacji. Inaczej mówiąc - na pewno dojdziesz do wniosku,że musisz kupić to, co faktycznie jest niepotrzebne.
* Wybierając zabawkę czy obmyślając jej zakup kilka tygodni czy nawet miesięcy przed uroczystością, warto się zastanowić, jak długo posłuży ona dziecku, do jakich celów można ją będzie wykorzystać, czy jest to zabawka wielofunkcyjna, taka na lata nawet. Nie o to przecież chodzi, by mieć dużo zabawek, drogich zabawek, ale o to, by mieć je dobre. niekoniecznie markowe, ale pożyteczne, takie, które dziecko w jakiś sposób będzie mogło obdarzyć swoja dziecięca miłością, przywiązać się do nich tak, by z rozrzewnieniem je wspominać jako ikony dzieciństwa, będąc już dorosłym człowiekiem.
*Istnieje jeszcze jeden problem, mianowicie kwestia zakupów w ogóle. Zwykle jest bowiem tak, że z małym dzieckiem na zakupy nie chadzamy. Zostawiamy pociech pod czyją opieka i wyskakujemy sami po bułki, szynkę czy przyprawy, nie mówiąc już o większych zakupach.
Tu podejścia są różne. Znane są zalecenia, by z dzieckiem na zakupy, zwłaszcza większe, gdzie jest dużo ludzi, wybierać się dopiero w drugim półroczu jego życia. Wiele zależny tu od przekonań rodziców. My wyznajemy zasadę, że jeśli dziecko jest zdrowe, zwłaszcza gdy karmione jest piersią, a więc ma duży poziom odporności, zabieramy je wszędzie ze sobą i uczestniczy ono w naszych codziennych zajęciach, w tym zakupach, ucząc się po prostu w ten sposób życia, które zaczyna je wciągać, fascynować, jest to niejako dla takiego malucha zaproszenie do bycia częścią tego wielkiego świata, na który niedawno przyszło. Rzecz jasna, nie zabieramy dziecka tam, gdzie ewidentnie byłoby narażone na zarazki groźnych chorób, ale wizyta w małym osiedlowym sklepie czy markeciku może być dla dziecka czymś pożytecznym.
I tak na przykład nasze dziecko chodzi na codzienne tzw jedzeniowe zakupy z nami prawie zawsze. Właściwie nie jeździło w wózku, noszone jest w chuście wiązanej, dzięki czemu przyzwyczaiło się do spoglądania na świat z pozycji pionowej, z wysokości twarzy dorosłego człowieka. Od początku obserwuje, na czym polega robienie zakupów np w małym markecie - że bierze się towar z półki, zanosi do kasy, płaci za niego i dopiero później można otworzyć opakowanie. Gdy "młodzieniec" nauczył się już upominać o swoje, artykułować własne potrzeby i pragnienia, z nieodpartą chęcią i radością wyciąga rączki, woła, a bywa że krzyczy czy płacze, gdy zbliżamy się do półki ze słodyczami czy innymi artykułami w kolorowych opakowaniach. Można wówczas uznać, że dziecko chce słodycze, te słodycze mu kupić i dać do zjedzenia, My spróbowaliśmy czegoś innego. Doszłam do wniosku, że dziecko interesują tak samo torebki z cukierkami, jak i te z przyprawami, chodzi więc raczej o to, że to opakowania są kolorowe i fascynujące. Tu sprawdza się zasada - dziecko nie wszystkiego, do czego wyciąga rączki, chce użyć - zazwyczaj pragnie to tylko obejrzeć. Na drobnych zakupach szczególne zainteresowanie wzbudzają przedmioty kolorowe i poręczne - paczuszki, torebki, saszetki. Nie muszę tego dziecku kupować, dawać itp, można sytuację zaaranżować tak, by w sklepie czuło się potrzebne, a miało jednocześnie z tego świetną zabawę. Ja np postępuje w ten sposób, że siedzącemu w chuście dziecku od kiedy skończyło rok daję do rączki jakiś drobny, a kolorowy przedmiot i on ma za zadanie go pilnować, donieść do kasy i tam podać pani kasjerce, która bierze przedmiot z rączki dziecka, kasuje go i oddaje maluchowi z powrotem. Drobna czynność, a radości co niemiara, przy okazji walor edukacyjny, a potem - cóż to za frajda, ale i obowiązek, trzeba tak mocno trzymać torebkę, by jej nie zgubić, i donieść ją do domu kilkadziesiąt metrów dalej. W domu oczywiście pozwalam dziecku rozpakować torbę z innymi zakupami, powyciągać je na podłogę, jeśli tylko wiem,że niczego nie stłucze czy nie wyleje. Gdy dziecko już zakupy obejrzy, może je podawać mamie tak, by ona je chowała do szafek. To również sprawia maluchowi radość.
Taka zabawa, z pozoru mało znacząca, może bardzo pomóc dziecku. Niejako naturalnie uczy dystansu do zakupów, człowiek przyzwyczaja się od początku, że nie musi mieć wszystkiego, może się cieszyć tym, co ma, co akurat jest w domu i jest potrzebne.
Słowem - nie przyzwyczajajmy dzieci do tego, że każde ich wskazanie paluszkiem na przedmiot w sklepie interpretujemy jako: ja to chcę - niezalezienie od tego, czy jest to lizak za 2 zł czy zabawkowy wielki ciągnik za 100 zł , bo w przeciwnym razie dziecko podświadomie się nauczy, że idąc do sklepu ma zawsze czegoś dla siebie chcieć, a potem już tylko krok do zakupowej zabawkowej histerii. A przecież nie o to chodzi. zakupy powinny być dla dziecka czynnością miłą, ale niekoniecznie zawsze skoncentrowaną na nim samym. Ot, z dzieckiem tak jak i sami, robimy zakupy głównie dla rodziny, wtedy i ono wyrośnie w takim przeświadczeniu, że prezent jest podarkiem, czymś okazyjnym, a nie konieczną odpowiedzią rodzica na płacze dziecka.
Jeśli nasze dziecko jest starsze, aby uniknąć zakupowej histerii, zaplanujmy zakup prezentu dla niego razem z nim już wcześniej, wtedy też poczuje się ważne, docenione, szanowane ze względu na swoje zdanie, zainteresowania i upodobania. Można też zastosować metodę superniani i na zakupy zabrać dziecku jego własny plecaczek z ulubionymi zabawkami i gdy koniecznie zapragnie jakiejś nowej zabawki, przypomnieć mu, że jeśli chce mieć teraz przy sobie np pluszowego towarzysza, to ma w plecaczku - swojego ulubionego - i może wyciągnąć. Tutaj jednak może być problem w supermarketach - warto bowiem uczyć dzieci zachowań od razu prawidłowych, by nie musieć ich później korygować, stąd lepiej nie przyzwyczajając dziecka do wchodzenia do supermarketu z dużym bagażem podręcznym.
Wreszcie warto uzmysłowić sobie, że nie każdy prezent musi być zakupem, czasem prezentem najlepszym będzie wyjście na basen czy do zoo. Jeśli chcemy zrobić prezent z okazji np Dnia Dziecka i wybierzemy basen, zoo czy inny obiekt, zwróćmy uwagę na to, że rozmaite święta właśnie może tam być duży tłok, a to nie sprzyja relaksowi, czasem warto wiec "obchody" przełożyć na dzień poprzedni czy następny, tym bardziej, że świąteczne promocje rzeczywiście ściągają tłumy.
Kiedy już na jakiś podarek się zdecydujemy, pamiętajmy, że rodzice zaangażowani i radośni są najlepszym prezentem dla dziecka , cala zaś reszta to tylko dodatki.
Dzieci to świetnie wyczuwają i wiedzą instynktownie, że najważniejsi są mama i tata. Pamiętajmy, by w corocznym ferworze zakupów im tego nie odebrać. Niech nigdy nie utracą tego naturalnego instynktu i rozeznania, co jest najważniejsze....

