"W sierocińcu w Krakowie jeden pokój do wypoczynku przypadał na 36 dzieci. Straż pożarna wykryła nieprawidłowości w 77 proc. placówek, a sanepid w 67 proc. Niedobrze wypadła też ocena kadry: w co trzeciej skontrolowanej placówce dzieci nie miały zagwarantowanej opieki nocą, a w co piątej – także podczas codziennych zajęć. NIK wykryła też umieszczanie w domach dziecka nieletnich, którzy orzeczeniem sądowym powinni być skierowani do młodzieżowych placówek socjoterapeutycznych i ośrodków wychowawczych. Przez to prawie w co trzecim domu dziecka ujawniono zachowania godzące w godność i poczucie bezpieczeństwa wychowanków.
W zwyczajnym domu, który przyjmuje w opiekę dzieci, panują zasady i zwyczaje rodzinne. Dzieci pozbawione domu lub mające w pamięci jego wypaczony obraz od nowa muszą nauczyć się normalności, tego, że tata całuje mamę na dzień dobry, a rodzeństwo pomaga sobie w odrabianiu lekcji. Ta codzienność jest dla nich bezcenna. Opieka mamy i taty, a nie wychowawcy, nadrabianie braków w rozwoju i edukacji, dopilnowanie w nauce dają efekty. Według badań Fundacji Świętego Mikołaja, chociaż większość dzieci trafiających do rodzinnych domów dziecka ma opóźnienia edukacyjne, a często także opóźnienia rozwojowe i zaniżoną samoocenę, aż jedna trzecia z nich potem kończy studia.
Skoro więc oczywiste jest, że pod okiem zastępczych rodziców dziecko rozwija się lepiej, dlaczego w ciągu czterech lat przybyło zaledwie siedem rodzinnych domów dziecka? Na mapie Polski jest Wrocław, gdzie takich placówek działa 28 i gdzie więcej dzieci wychowuje się pod opieką zastępczych rodziców niż w państwowych placówkach. Ale jest też Opolskie, z zaledwie jednym rodzinnym domem dziecka."
Joanna Jureczko-Wilk
"Gość Niedzielny' 08/2009, CAŁOŚĆ TEKSTU CZYTAJ tutaj
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

