Bartuś bardzo lubił guziki przy swoich koszulach, swetrach, no i przy płaszczyku. Uważał, że bardzo fajne były właśnie te przy brązowym płaszczyku, bo takie duże i spiczaste, do tego z pętelką. Lubił je zapinać i rozpinać. Jednak najprzyjemniej zapinało mu się czerwone guziczki przy niebieskiej koszulce. Bartusiowi, gdy brał je w palce, robiło się miło, bo dobrze pamiętał, jak niedawno zakładał tę koszulę, gdy szedł z rodzicami i bratem do kina na film o zwierzętach.
Jednak pewnego ranka, gdy chciał zapiąć drugi od góry guzik, nie mógł go znaleźć! Zaniepokoił się nie na żarty. Więcej, poczuł ogromne zdenerwowanie i rozpłakał się. Gdy mama usłyszała jak Bartuś płacze, przybiegła z drugiego pokoju i zapytała: „Synku, co się stało?” Bartuś załkał: „Gu – zi - czek”. Mama nie zrozumiała, co mówi, jednak rzuciła okiem na koszulkę i prawie krzyknęła: „Ojej, urwałeś guzik! A my się spieszymy do przedszkola!” No, tego było za wiele! Bartuś odkrzyknął: „Wcale nie urwałem! Jego tu już nie było!” i rozpłakał się jeszcze bardziej. Mama popatrzyła na synka i na szafę i powiedziała: „No, trudno, pomóż mi znaleźć inne ubranie na dziś. Wracając z przedszkola, wstąpimy do sklepu, gdzie dokupię brakujący guzik.” Potem go przytuliła. Bartuś uspokoił się, poszukał czerwonej bluzki ze smokiem i poszedł do przedszkola.
W przedszkolu spotkał swojego kolegę Kubusia i opowiedział mu o swoim zagubionym czerwonym guziczku. Gdy tak rozmawiali przy śniadaniu, pani Kasia, wychowawczyni jego grupy, dość głośno powiedziała: „Chłopcy, przy śniadaniu nie wolno rozmawiać. Ten, kto rozmawia, musi chwilę postać przy stoliku! Kuba i Bartek wstańcie!”. Bartusiowi zrobiło się przykro, coś go ścisnęło w gardle, łzy cicho popłynęły. Hm, znów spotkała go nieprzyjemność. Po chwili pani pozwoliła im dokończyć śniadanie a potem dzieci poszły się bawić. Wtedy to Kuba wyciągnął z kieszeni błyszczący żółty guziczek, który wyglądał jak złoty i powiedział: „Wiesz noszę go od wczoraj. Znalazłem koło mojego domu. Jest fajny. Udaję, że to złota moneta. Dam ci go. To taki skarb. Już się nie smuć!” Bartusiowi zrobiło się tak wesoło. Kubuś to prawdziwy przyjaciel - dał mu złoty guzik! Potem nastąpiły inne miłe chwile. Pani Ania, ta bardziej uśmiechnięta i miła od pani Kasi, zapytała na spacerze w parku: „Co słychać u ciebie, Bartku?” Bartuś opowiedział o swoim zagubionym guziczku i o tym, że Kuba obdarował go pięknym złotym guzikiem. Pani Ania powiedziała: „Wiesz co, ja przy kurtce mam dwa zapasowe guziki, dam ci jeden z nich – to będzie wspaniały początek kolekcji!” Bartuś otrzymał od pani zielony guzik z refleksami. Bardzo mu się spodobał.
Później z mamą, w drodze powrotnej z przedszkola, wstąpili do sklepu, który mamusia tak śmiesznie nazwała „pasmanterią”. To było prawdziwe królestwo guzików i tasiemek! Chłopiec był oczarowany mnóstwem kolorów i kształtów, guziczków, guzików i guzioli. Mama wybrała mały czerwony, taki jak był przy koszulce. Bartuś poprosił mamę, by kupiła mu jeszcze jeden niebieski w białe kropki, bo chłopcu skojarzył się on z zimą i bałwanem. Mamusia się zgodziła i Bartuś wrócił uszczęśliwiony do domu. Asystował mamie przy przyszywaniu guziczka i nawet kilka razy spróbował trafić igłą w dziurkę – w sumie przyszyli ten guzik wspólnie – mama i synek po połowie. Bartek był taki dumny z siebie! A swoje trzy nowe guziki: złoty, zielony z refleksami i niebieski w białe kropki, włożył do skarbonki, gdzie już było kilka monet, bo teraz te guziki to były jego największe skarby. Pomyślał jeszcze o tym, że bardzo się cieszy, że ma takiego wspaniałego przyjaciela jak Kubuś i taką serdeczną panią w przedszkolu jak pani Ania. Po tak bogatym dniu poszedł zmęczony i spokojny spać.

