|
Strona 1 z 4
Dorośli często krzywdzą dzieci niezamierzenie, nie zdając sobie z tego nawet sprawy, a nieraz - paradoksalnie - uważając, że robią to dla ich dobra. Gdyby było inaczej, należałoby zakładać złą wolę rodziców, nauczycieli, opiekunów... Krzywdzenie dzieci niejako "przy okazji" można nazwać agresją "nie wprost".
Najczęściej agresję utożsamia się z różnymi aktami przemocy, które wywołują stanowczą reakcję społeczną. Ale już zachowania agresywne o małym nasileniu często są traktowane obojętnie. Tymczasem, jak wskazuje doświadczenie codzienne i praktyka terapeutyczna, to właśnie „mała” agresja jest znacznie częstsza. Jedną z jej form, kto wie czy nie równie kaleczącą i niebezpieczną, jest agresja „nie wprost”. Niestety, jest ona częścią codziennych relacji dorosły – dziecko i nierzadko staje się bezpośrednią przyczyną „wybuchów” syna, córki, ucznia… Dorośli zastygają w zdziwieniu po takiej, według nich nieadekwatnej, reakcji dziecka: „Co mu się stało, przecież nic takiego nie zrobiłem, nic nie powiedziałem, a on tak zareagował?”. No właśnie – „nic takiego”! Tyle tylko, że dziecko któryś raz z rzędu usłyszało od tego samego dorosłego raniący komunikat, np. cytowaną w tytule autentyczną wypowiedź nauczyciela: „Nawet Jaś (kozioł ofiarny w klasie) zrobiłby to lepiej”. W tym jednym, krótkim zdaniu dwóch uczniów dostało swoją dawkę agresji nie „wprost”.
|
|
|