|
Strona 4 z 5
Terapia
Zasadniczym celem terapii rodziny wychowującej małego tyrana jest przywrócenie równowagi w relacji rodzice - dziecko oraz rzeczywiste zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa malucha. Interesującą propozycję radzenia sobie z tym problemem przedstawia Jirina Prekop w książce Mały tyran (zob. Jirina Prekop, Mały tyran, W-wa 1993). Jest to terapia "przytrzymywania" (Festhalten-Therapie). Sięga ona do źródła zaburzenia, którym był lęk przed utratą poczucia bezpieczeństwa. Dziecko doświadczyło braku ochrony, "trzymania" przez silnych, kochających rodziców, poczuło ich słabość i właśnie te niedobory muszą być uzupełnione w trakcie procesu terapeutycznego. Cenne jest to, że sami rodzice, pod kierunkiem terapeuty, mogą przywrócić naturalną równowagę wewnątrz swojej rodziny (terapia obejmuje wszystkich jej członków). Jak pisze autorka: (...) Matka lub ojciec biorą dziecko w ramiona i obejmują je tak, że jest jakby zawinięte w chustę. Ma ono możliwość "powrotu do gniazda", aby w wiarygodny sposób doświadczyć chroniącej siły rodziców. (Mały tyran, s. 181). Działanie to wywołuje bunt, wściekłość (w związku z pozbawieniem władzy) z jednoczesnym sprawdzaniem wiarygodności przewagi rodziców. W żadnym wypadku nie należy przerywać trzymania dziecka, aby je uciszyć. Przeciwnie trzeba pozwolić mu przeżyć i "wykrzyczeć" lęk, nienawiść i inne negatywne emocje, co więcej - również rodzice mają możliwość uzewnętrznienia swoich skrywanych uczuć. Wszystko to odbywa się w trakcie trzymania malucha w mocnych objęciach, kołysania, głaskania, całowania. Czas trwania takiej sesji może wynosić nawet kilka godzin i jest wypełniony swoistą, niezwykle wyczerpującą walką (wyrywanie się dziecka, agresja, płacz, krzyk). Przerywamy "przytrzymywanie" dopiero wtedy, gdy maluch okaże zadowolenie, doświadczy błogości ufnego powierzenia się silniejszym rodzicom, a oni odzyskają zdecydowanie, poczują ulgę i chęć powrotu do pełnienia swoich ról. Niejednokrotnie sytuacja rodziny wymaga powtarzania "przytrzymywania" aż do osiągnięcia pozytywnnego rezultatu. Praktyka rodzicielska potwierdza skuteczność tej metody również w innych sytuacjach trudnych. Rozdrażnienie, bunt, płacz zawsze sygnalizują pewne niedobory w zaspokojeniu potrzeb dziecka. Najczęściej sprawdzamy najpierw poziom spełnienia potrzeb podstawowych (głód, optymalna temperatura, ogólny dobrostan fizyczny i fizjologiczny). Jeśli w dalszym ciągu maluch jest niespokojny, musimy zadbać o sferę bezpieczeństwa i miłości. W tej sytuacji "przytrzymywanie" z reguły przynosi pozytywny skutek. W kochających ramionach rodziców wyciszają się lęki dziecka, powraca równowaga emocjonalna. Wbrew pozorom, metoda ta sprawdza się również w wychowaniu starszych dzieci. One też miewają trudne dni (zwłaszcza w okresie dojrzewania). Mimo, że jest to czas separacji, odrzucenia autorytetów, bywają sytuacje, gdy najlepszym lekiem na problemy egzystencjalne młodego człowieka jest "zanurzenie się" w silnych ramionach rodziców. Pani Prekop twierdzi, że "przytrzymywanie" pomaga uleczyć lęki, naprawić zaburzone relacje z bliskimi, odzyskać równowagę wewnętrzną i, co najważniejsze, może być stosowane w odniesieniu do osób dorosłych. Doskonałą ilustracją jest tu historia męża autorki, który poprosił o terapię swoją matkę.
(...) Po pięciu minutach "przytrzymywania" nie chciał już doświadczać jej bliskości. Kiedy matka odmówiła jednak zaprzestania, rozpoczęła się trwająca ponad dwie godziny walka. Bronił się z całych sił, oskarżał matkę o łamanie praw człowieka, chciał wiedzieć, gdzie jest najbliższy sąd opiekuńczy i zarzucał matce, że kocha go mniej niż drugiego adoptowanego syna. Nagle, tak jak po pełnej wysiłku wspinaczce, mógł w ciszy i radości rozkoszować się osiągnięciem szczytu, jakby nastała godzina prawdy, z oczami pełnymi łez objął matkę i próbował rozmawiać z nami o tym, co się wydarzyło, dlaczego ludzie "trzymają" się nawzajem, i że rozkwita przy tym miłość". ("Mały tyran" s. 185 )
|