czwartek, 29 października 2009 11:56 | Autor: Joanna szczepkowska/Wysokie Obcasy
Pani w przedszkolu powiedziała, że szkło robi się z piasku. Nikt się nie śmiał. My wiemy, że pani tak musi mówić'. To małe sprawozdanie z przedszkola cytuję często, może nawet do znudzenia, jako rewelacyjny skrót tego, co niosła ze sobą 'komuna'. Cytowane tu dziecko jest przedszkolakiem, a więc czteroipółletnim człowiekiem, który jeszcze niedawno leżał w łóżeczku, wszystkimi zmysłami chłonąc otaczający go świat. Kiedy już dziecko wstało na nogi, było na tyle przygotowane, że normy kłamstwa, w których przyszło mu żyć, mogło potraktować jako oczywistość i wychodziło im naprzeciw, dyskredytując wszystko, łącznie z prawdziwymi dokonaniami nauki.
poniedziałek, 26 października 2009 11:50 | Autor: www.mmkrakow.pl
Pięć godzin spędzonych w szkole, dwie godziny na tańcach, godzina skrzypiec, godzina angielskiego i sobotnie próby chóru. Kalendarz zapracowanej i pełnej pasji nauczycielki? Nie. Oto tradycyjny dzień ogromnej liczby coraz to młodszych dzieci.
Kiedy sięgam pamięcią do moich lat dziecinnych, przypominam sobie zabawy z koleżankami. Pamiętam jak godzinami bawiłyśmy się w piaskownicy, woziłyśmy lalki w wózkach po osiedlu, bawiłyśmy się w sklep, a naszym towarem były różne liście, trawy, kamienie... Kiedy byłyśmy nieco starsze, naszą ulubioną zabawą był berek oraz zabawa w chowanego. Na czasie były również skakanki, gumy do skakania czy hula-hop. Dzięki niekończącym się zabawom, nasza wyobraźnia ciągle pracowała na najwyższych obrotach. Nie miałyśmy tylu zabawek co obecne dzieciaki, dlatego wiele z nich trzeba sobie było zrobić samemu. Ale ani wtedy nie byłam z tego powodu smutna, ani tym bardziej teraz, patrząc na to z perspektywy czasu. Dzięki temu jesteśmy teraz bardziej kreatywni i nie boimy się problemów, bo potrafimy je rozwiązywać.
piątek, 02 października 2009 10:13 | Autor: Joanna Olech/Tygodnik Powszechny
„Mamo kuuup!!!” – wyje siedmiolatek w stoisku z zabawkami dużego supermarketu. Jedną ręką ciągnie płaszcz matki, a drugą ściska pręty drucianej klatki wypełnionej pluszowymi Pokemonami. Dwie hostessy przebrane za żółte ni to myszy, ni to króliki Pikachu, obserwują tę scenę z pobłażaniem. Zdenerwowana matka próbuje odciągnąć syna, ale w końcu kapituluje. Kiedy przy kasie płaci haniebną cenę za skrawek wypchanego pluszu – nie domyśla się jeszcze, że to dopiero początek kosztownej pokemonowej manii.
piątek, 02 października 2009 10:09 | Autor: Wojciech Bonowicz/Tygodnik Powszechny
Mój przyjaciel, zapytany o opinię na temat manii pokemonów, odpowiedział mniej więcej tak: „Dzieci nie są głupie, nie zainteresują się byle czym”. To dobry punkt wyjścia. Dzieci nie są głupie. Dzieci nigdy same nie wymyśliłyby pokemonów.
Ta mania, jak każda dziecięca mania, ma swoje pozytywy. Dzieci uczą się negocjować podczas wymiany kart lub żetonów. Te, którym dotychczas trudno było się ze sobą porozumieć, znajdują wspólny temat. Niektóre tworzą koalicje, żeby gromadzić wspólny zbiór, pożyczają sobie gry lub numery pism, wspaniałomyślnie oddają część kolekcji albo nawet całą, kiedy minie im ta namiętność. Sobki pracują na własny rachunek, a chytrzy próbują naciągnąć naiwnych. Świat tych wymian i negocjacji bywa nieraz okrutniejszy niż świat samych pokemonów. Ale ta lekcja przyda się na przyszłość.
czwartek, 24 września 2009 08:21 | Autor: Monika małkowska/Rzeczpospolita
– Gdzie jest twoja mama? – zapytałam czterolatka, pozostawionego samopas na podwórku. – Nie wiem, poszukaj w Googlu – odpowiedział rezolutny malec.
Kiedyś dzieci wierzyły w autorytet Aniołka Stróża. Teraz wyrocznią stała się sieć. Pewna kilkulatka, chcąc podkreślić wagę swej wypowiedzi, zakończyła ją stanowczym: – I koniec, i kropka pe el!
Starsza generacja ma większy dystans do wirtualnej rzeczywistości, ale w skrzydlate byty chyba nadal wierzy. Idę ulicą, słyszę rozmowę dwóch kobiet. A raczej biadanie jednej z nich: – Przez Internet szły przelewy, zlecenia, zamówienia. Klikałam, i co z tego wynikło? Zniknęło! Teraz latam, szukam!