Z różnych powodów, ale jednym z nich jest... brak zdrowego dziecka. – Około 90 proc. dzieci czekających na adopcję jest chorych – twierdzi Andrzej Kalisz, psycholog i dyrektor Ośrodka Rodzinnego Opieki Zastępczej Towarzystwa „Nasz Dom” w Warszawie. – I najprawdopodobniej większości z nich nikt nie zechce wziąć do siebie, są skazane na niebyt – dodaje Kalisz. To najczęściej dzieci alkoholików, narkomanów albo odsiadujących wyroki w więzieniu i wychodzących na przepustki. W wielu takich wypadkach rodzą się dzieci z jakimś upośledzeniem. – Każdy chce adoptować zdrowe dziecko. Jeśli w Polsce zdarzają się adopcje dzieci niepełnosprawnych, to najczęściej są to rodzice zagraniczni, np. z Francji czy z USA – przyznaje Kalisz.
(...)adopcji przeprowadza się dużo mniej niż wskazywałyby potrzeby. Dyrektor Kalisz mówi o ok. 120 adopcjach rocznie. Z kolei w ośrodku dyrektor Dłutek realizuje się 60 adopcji krajowych i aż 120 zagranicznych. Ta placówka jest jedną z trzech w Polsce posiadających uprawnienia do adopcji przez cudzoziemców. – W Polsce nikt nie chce adoptować dzieci powyżej 7. roku życia, a najczęściej dopiero w tym wieku mają one uregulowaną sytuację prawną – zauważa Zofia Dłutek. – Polacy również niechętnie adoptują całe rodzeństwa, na co chętni już są na przykład Włosi. Zdarzyło się, że czworo rodzeństwa znalazło rodziców z Włoch. Cudzoziemcy są też bardziej otwarci, jeśli chodzi o adopcję starszych dzieci, nawet kilkunastoletnich – dodaje. Efekt tych wszystkich trudności jest taki, że z ponad 20 tysięcy dzieci przebywających w domach dziecka, tylko 2,5 tysiąca rocznie (czyli co ósme) trafia do nowej rodziny. "
Jacek Dziedzina; Całość artykułu czytaj TUTAJ
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

