W pokoju obok śpi nasz syn. Jego istnienie stało się już dla mnie tak naturalne, że nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. A przecież kiedyś go nie było. Więcej – miał przecież nigdy nie pojawić się w naszym życiu…
Nigdy nie liczyłam się z tym, że mogłabym nie móc mieć dzieci. Przecież tak łatwo zajść w ciążę! Wokół pełno przykładów ludzi, którzy dziecka nie planowali, a ono wcale ich o zdanie nie pytało.
Nigdy nie brałam pod uwagę tego, że mogę stracić oczekiwane dziecko. Poronienie znałam z opowiadań, z literatury. „Do diabła, ja nie należę do tych słabowitych kobiet, które ronią!” – tak mówiła Scarlett O’Hara i tak myślałam o sobie. Młoda, względnie zdrowa, dbam o siebie i o dziecko od pierwszej chwili. Mam świetnego lekarza. Dostaję leki na podtrzymanie ciąży. Nic przecież nie może się stać! A jednak na monitorze USG wyraźnie widzę dziecko, którego serce przestało bić; pęcherzyk, który z godziny na godzinę maleje, znika z mojego świata.
Cyt za www.poronienie.pl, całość czytaj TUTAJ

