| Spis treści |
|---|
| Macierzyństwo- szkołą twórczości |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |

Pewnego razu zorganizowałam spotkanie dla mam karmiących pod tytułem „macierzyństwo- szkołą twórczości”. Czasami w naszych głowach powstaje taki stereotyp: opiekujemy się małymi dziećmi, karmimy je piersią czy dużo czasu poświęcamy naszym dzieciom, więc jesteśmy ograniczone wyłącznie do tego karmienia, do tej opieki, udziecinnia nas ono, „upupia” i odbiera polot, nie pozwala się rozwijać. Chciałam się z takim właśnie zaszufladkowanym myśleniem zmierzyć, ponieważ dla mnie osobiście macierzyństwo otworzyło szereg „furtek” dla własnej twórczości, rozwoju. Widzę je jako coś niesłychanie twórczego, sprzyjającego twórczości i pasjonującego. Chyba najmniej rozwijałam się, gdy ulegałam temu ograniczonemu myśleniu, że „powinnam zawęzić swoje pasje ze względu na macierzyństwo”, że sprowadzamnie ono do wąskiego zakresu zainteresowań. Owszem niesie ono ze sobą szereg trudności.
Niekiedy w twórczości, rozwijaniu się, przeszkadza nam: brak czasu wolnego, zmęczenie, niewyspanie, nasze lęki, obawy, lenistwo, marazm, pogrążanie się w beznadziei, brak pomysłu, kurczowe trzymanie się schematów, samotność, niewychodzenie naprzeciw innym, zniechęcanie się. Są to więc pewne ograniczenia, ale czyż życie nie zakłada ich? Czyż i bez macierzyństwa tych przeszkód nie napotykamy we własnym życiu? Czyż i rezygnacje, ograniczenia nie uczą szukania tego, co istotne, tego co ma się naprawdę liczyć w naszym życiu? Czy poświęcenie obecnie tak deprecjonowanie nie jest właśnie również wartością? Gdyby jakiś wielki podróżnik np. podbijający biegun polarny odbierał podczas ciężkiej trasy wartość swojemu trudowi zamiast wytrwale dążyć do celu, to zapewne wcale by nie doszedł.
Macierzyństwo wydaje mi się szczególną szkołą rozwoju osobistego, gdyż właśnie ze względu na dobro dzieci *inspiruje do wychodzenia poza swoje ograniczenia*, poza trudności, których doświadczamy na co dzień. Mamy dla kogo przezwyciężać własny marazm, zniechęcenia. Po tej włożonej pracy okazuje się, że początkowo czynione wyrzeczenia, pokonywanie siebie, choć czynione ze względu na dzieci, stało się okazją do osobistego rozwoju.
Dzieci są tu szczególną inspiracją, radością i wyzwaniem w naszym życiu. Gdy traktowane są same w sobie jako bezcenny skarb powierzony na krótko w nasze ręce, potrafią wykrzesać z nas- swoich rodziców mnóstwo radości życia i postaw twórczych.
Dzieje się tak również dlatego, że samo macierzyństwo jest twórcze: jest budowaniem młodego człowieka, inwestowaniem w niego, kształtowaniem postawy otwarcia na dialog ten słowny i taki, w którym słów nie trzeba. Żeby dziecko się rozwijało, najpierw musi się rozwinąć matczyne ciało podczas stanu błogosławionego: rośnie macica, piersi, przybywa matce krwi, magazynuje w swoim organizmie niezbędne pierwiastki do wykarmienia dzieciątka. Matka tworzy wygodną kołyskę dla swojego dziecka z siebie samej. A wraz z ciałem powinna się rozwijać dusza matki: jej wdzięczność za otrzymane dziecko, miłość, wytrwałość, zdolność do rezygnowania z siebie, pokonywania trudności życiowych. Czasem oczywiście jest to wdzięczność przez łzy, bo nie każdej matce dane jest od razu cieszyć się swoim dzieckiem, czasem musi przejść jakąś drogę, by dojść do tego. Niekiedy niezbędne jest zanurzenie swojego bólu, obaw w modlitwie zaufania, by zacząć doceniać swoje macierzyństwo. Wtedy rozkwita dusza matki otwierając się stopniowo na swoje dziecko, najpierw na noszenie go z miłością, czułością i delikatnością i pozwalanie mu na rozwój, na zajmowanie coraz więcej miejsca w swoim życiu i swoim ciele. Potem otwieramy się na rodzenie go poprzez własny trud, wydawanie dziecka na świat. Kolejno zarówno ciało jak i dusza matki otwiera się na wykarmienie, opiekę nad dzieckiem, zapewnienie mu bezpieczeństwa, otoczenie jego bezradności i kruchości własną siłą i mądrością.


Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.