| Spis treści |
|---|
| Inny świat |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |
Strona 2 z 2
Nie znałam tej kobiety wcześniej, nic nas nie łączyło i choć w jej mieszkaniu byłam dopiero od pięciu minut czułam się jakbyśmy znały się od lat. Myślami wróciłam w przeszłość. Prawie wszystkie matki poważnie chorych dzieci jakie spotkałam były właśnie takie. Miały w sobie coś niezwykłego. Były spokojne, pogodzone uśmiechnięte i ciepłe. Jak w jakiejś wspólnocie religijnej. Spytałam skąd to mają, czy pogodziły się z losem i już nie cierpią? Nie, mama Michasia usiadła na rogu łóżka synka. Cierpienie się nie zmienia. Co dzień serce płacze, gdy widzi się ból na ukochanej twarzyczce, gdy dociera świadomość, że niewiele da się zrobić i że to nie minie. Co dzień serce płacze, że nie można być zwykłą matką. Nigdy marzenia dziecka się nie spełnią i nigdy matki. Z tym nie można się pogodzić, ale można zaakceptować. Ja wiem, że już nic nie mogę zmienić, że los jest silniejszy ode mnie i nie stanie się cud. Gdy człowiek nie oczekuje, że oto nagle z nieba spłynie strumień światła i wszystko w jednej chwili zmieni się na dobre, gdy wie, że tak nie będzie, wtedy może nauczyć się żyć tu i teraz. Ja nigdy nie poślę syna do szkoły, nie będę się nim szczycić przed koleżankami. Ale mam dziecko, które kocham. Które znam jak nikt inny i z którym mogę rozmawiać nie używając słów. Kobieta ujęła dłoń synka w swoje ręce. On wie, że ja jestem.
Świat się zmienia, przewartościowuje. Praca, wychowanie latorośli na zdolne i piękne, ani urlop w egzotycznych krajach nie są już celem. Gdy rodzi się chore dziecko człowiek wysiada z pociągu ekspresowego i zostaje gdzieś na polu między domem, a celem podróży.
Wie pani, ja żyję teraz dniem dzisiejszym. Moim tu i teraz. Teraz kocham i teraz robię wszystko co mogę i w tym znajduje sens i cel. Dla mnie nie ma jutra, nie pędzę gdzieś w przyszłość, nie jadę już pociągiem do wyśnionego celu. To chyba dlatego uczę się spokoju. Nie jest on ani smutny ani radosny. Moje życie z synem nie jest szczęśliwe, w potocznym tego słowa znaczeniu, ale mam to szczęście dostrzegać małe, dobre strony złego. Sięgnąć samego dna by wśród morza pisaku znaleźć kilka ziaren złota. Tak myślę, że z tego miejsca dostrzega się właśnie więcej piękna i jest ono dużo głębsze w swej treści.
Tak pięknie pani mówi, powiedziałam zamyślona. Czy to znaczy, że nie zamieniłaby pani już swojego życia na inne? Takie zwykłej matki?
Kobieta uśmiechnęła się przekornie. Cóż to za pytanie. Spojrzała na swoje schorowane dziecko, potem na własne, spracowane ręce. Jasne że bym zmieniła, bez dwóch zdań. Ale wie pani co… zamilkła na chwilę.
Zamieniłabym, ale żyłabym zupełnie inaczej.
zdjęcie pocodzi ze strony DeviantArt


Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.