Follow us on Twitter
Start Rodzice Bycie Mamą


 

Tak, tak, tak drogie jest mleko. Ludzkie mleko. Czyżby powoli wracała wreszcie znów rozsądna moda na naturalne karmienie? Czytaj tutaj

 

 

Tak, mamy w Polsce problem. Bo to niekoniecznie, jak  widać, musi być tak, że nie chcemy więcej niż jednego czy dwojga dzieci, bo nam tak wygodnie. Są i tacy, którzy chcą, ale na kolejne dziecko sobie pozwolić nie mogą. Rzeczywistość okazuje się silniejsza od ich pragnień, niestety, o czym więcej TUTAJ.

 

Młode małżeństwo, z planami, marzeniami, ambicjami. Pragnienie dziecka. Nagle - w czwartym miesiącu ciąży - ta wieść, jak grom z jasnego nieba. I co teraz? Dokumentalny film nakręcony przez wolontariuszy. Film o matce, niezwykłej matce.

 

 

 
(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)


Rozmowa z matką o jej macierzyństwie, drodze jaką przebyła ze swoim chorym dzieckiem. (niejako cd „Dnia gdy zgasło słońce”)

Bałam się tego spotkania. Matka, z którą miałam zaraz rozmawiać, urodziła bardzo chore dziecko. Dziś ten chłopiec ma już prawie trzy lata.
Idąc na spotkanie, minęłam osiedlowy plac zabaw. Wiedziałam, że Michasia tam nie będzie.


Drzwi otworzyła mi młoda kobieta, trochę zbyt chuda i niewyspana. Sińce pod oczami kontrastowały z ładną, drobną buźką.
Ach to pani, przywitała mnie trochę roztargniona, proszę, niech pani wejdzie. Zaprowadziła mnie do małego pokoju. Na wpół zasłonięte żaluzje zapewniały półmrok. W rogu stało łóżko, a na nim leżał chłopiec z zamkniętymi powiekami. Śpi? spytałam. Nie, słyszy nas, rzadko otwiera szerzej oczy. Przytaknęłam niepewnie. Dziecko leżało bez ruchu, zastygłe w nienaturalnej pozycji. Z szyi wystawał mu koniec rurki z której wydobywały się ciche świsty. Tracheotomia powiedziała mama. Na palcu ma podpięty pulsoksymetr, bada czy nie złapie bezdechu. Miarowe pykanie aparatu zapewniało nas, że Michaś jest teraz bezpieczny. Usiadłam na podanym mi krześle i przez chwilę milczałam. Człowiek ucieka przed tym czego nie rozumie, przed innością. A teraz siedziałam w tym pokoju i nie wiedziałam jak się zachować.
Matka uśmiechnęła się życzliwie. Nie boi się pani, to wszystko wydaje się straszne, ale można się przyzwyczaić. Można? spytałam. Tak, człowiek do wszystkiego przywyka. Ale lepiej oczywiście nie wychodzić za często na świat. Powiedziawszy to spojrzała przez okno na osiedlowe podwórze gdzie radosne dzieci ganiały się w berka. Tak szybko jak zamyśliła się tak samo niespodziewanie spytała mnie „Napije się pani herbaty?”


Nie znałam tej kobiety wcześniej, nic nas nie łączyło i choć w jej mieszkaniu byłam dopiero od pięciu minut czułam się jakbyśmy znały się od lat. Myślami wróciłam w przeszłość. Prawie wszystkie matki poważnie chorych dzieci jakie spotkałam były właśnie takie. Miały w sobie coś niezwykłego. Były spokojne, pogodzone uśmiechnięte i ciepłe. Jak w jakiejś wspólnocie religijnej. Spytałam skąd to mają, czy pogodziły się z losem i już nie cierpią? Nie, mama Michasia usiadła na rogu łóżka synka. Cierpienie się nie zmienia. Co dzień serce płacze, gdy widzi się ból na ukochanej twarzyczce, gdy dociera świadomość, że niewiele da się zrobić i że to nie minie. Co dzień serce płacze, że nie można być zwykłą matką. Nigdy marzenia dziecka się nie spełnią i nigdy matki. Z tym nie można się pogodzić, ale można zaakceptować. Ja wiem, że już nic nie mogę zmienić, że los jest silniejszy ode mnie i nie stanie się cud. Gdy człowiek nie oczekuje, że oto nagle z nieba spłynie strumień światła i wszystko w jednej chwili zmieni się na dobre, gdy wie, że tak nie będzie, wtedy może nauczyć się żyć tu i teraz. Ja nigdy nie poślę syna do szkoły, nie będę się nim szczycić przed koleżankami. Ale mam dziecko, które kocham. Które znam jak nikt inny i z którym mogę rozmawiać nie używając słów. Kobieta ujęła dłoń synka w swoje ręce. On wie, że ja jestem.
Świat się zmienia, przewartościowuje. Praca, wychowanie latorośli na zdolne i piękne, ani urlop w egzotycznych krajach nie są już celem. Gdy rodzi się chore dziecko człowiek wysiada z pociągu ekspresowego i zostaje gdzieś na polu między domem, a celem podróży.
Wie pani, ja żyję teraz dniem dzisiejszym. Moim tu i teraz. Teraz kocham i teraz robię wszystko co mogę i w tym znajduje sens i cel. Dla mnie nie ma jutra, nie pędzę gdzieś w przyszłość, nie jadę już pociągiem do wyśnionego celu. To chyba dlatego uczę się spokoju. Nie jest on ani smutny ani radosny. Moje życie z synem nie jest szczęśliwe, w potocznym tego słowa znaczeniu, ale mam to szczęście dostrzegać małe, dobre strony złego. Sięgnąć samego dna by wśród morza pisaku znaleźć kilka ziaren złota. Tak myślę, że z tego miejsca dostrzega się właśnie więcej piękna i jest ono dużo głębsze w swej treści.
Tak pięknie pani mówi, powiedziałam zamyślona. Czy to znaczy, że nie zamieniłaby pani już swojego życia na inne? Takie zwykłej matki?
Kobieta uśmiechnęła się przekornie. Cóż to za pytanie. Spojrzała na swoje schorowane dziecko, potem na własne, spracowane ręce. Jasne że bym zmieniła, bez dwóch zdań. Ale wie pani co… zamilkła na chwilę.
Zamieniłabym, ale żyłabym zupełnie inaczej.


zdjęcie pocodzi ze strony DeviantArt

 

 

W pokoju obok śpi nasz syn. Jego istnienie stało się już dla mnie tak naturalne, że nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. A przecież kiedyś go nie było. Więcej – miał przecież nigdy nie pojawić się w naszym życiu…

Nigdy nie liczyłam się z tym, że mogłabym nie móc mieć dzieci. Przecież tak łatwo zajść w ciążę! Wokół pełno przykładów ludzi, którzy dziecka nie planowali, a ono wcale ich o zdanie nie pytało.

Nigdy nie brałam pod uwagę tego, że mogę stracić oczekiwane dziecko. Poronienie znałam z opowiadań, z literatury. „Do diabła, ja nie należę do tych słabowitych kobiet, które ronią!” – tak mówiła Scarlett O’Hara i tak myślałam o sobie. Młoda, względnie zdrowa, dbam o siebie i o dziecko od pierwszej chwili. Mam świetnego lekarza. Dostaję leki na podtrzymanie ciąży. Nic przecież nie może się stać! A jednak na monitorze USG wyraźnie widzę dziecko, którego serce przestało bić; pęcherzyk, który z godziny na godzinę maleje, znika z mojego świata.

 

Cyt za www.poronienie.pl, całość czytaj TUTAJ

 

 

Gdy umarło nasze pierwsze, nienarodzone dziecko, wszystko straciło swoją naiwną, bo złudną postać wiecznego trwania. Dotknęliśmy kruchości istnienia, które rozpada się bez wyraźnych przyczyn, nawet to najmniejsze, najbardziej hołubione, skryte w miejscu najbezpieczniejszym w świecie- pod sercem matki. Doświadczyliśmy, że to nie my dajemy życie i nie myje podtrzymujemy, że nie leży to też w mocy lekarzy, że życia nie gwarantują również witaminy i zdrowy tryb życia ani pozytywne myślenie. Wszystko jest jak sucha trawa. Doświadczyliśmy, że jedyne, co możemy z życiem zrobić, to je przyjąć lub oddać, pozwolić, by przepływało przez nas.

 
(2 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)


Pewnego razu zorganizowałam spotkanie dla mam karmiących pod tytułem „macierzyństwo- szkołą twórczości”. Czasami w naszych głowach powstaje taki stereotyp: opiekujemy się małymi dziećmi, karmimy je piersią czy dużo czasu poświęcamy naszym dzieciom, więc jesteśmy ograniczone wyłącznie do tego karmienia, do tej opieki, udziecinnia nas ono, „upupia” i odbiera polot, nie pozwala się rozwijać. Chciałam się z takim właśnie zaszufladkowanym myśleniem zmierzyć, ponieważ dla mnie osobiście macierzyństwo otworzyło szereg „furtek” dla własnej twórczości, rozwoju. Widzę je jako coś niesłychanie twórczego, sprzyjającego twórczości i pasjonującego. Chyba najmniej rozwijałam się, gdy ulegałam temu ograniczonemu myśleniu, że „powinnam zawęzić swoje pasje ze względu na macierzyństwo”, że sprowadzamnie ono do wąskiego zakresu zainteresowań. Owszem niesie ono ze sobą szereg trudności.
 

 

W pobliżu kilku krakowskich uczelni, tuż przy sławnych Alejach Trzech Wieszczy, znajduje się ulica Nawojki. Nazwę swą zawdzięcza odważnej dziewczynie, która ,, w męskim przebraniu, pod imieniem Jakuba lub Andrzeja, zapisała się na początku XV wieku na Akademię Krakowską”.

 
")...)tylko co dziesiąta polska rodzina jada wspólnie. A mimo to - jak wynika z badania - niemal wszyscy dorośli Polacy uważają, że poświęcają swoim dzieciom wystarczająco dużo czasu. „Codziennie pytam, jak było w szkole. Zdarza mi się, że dzwonię jeszcze w czasie przerw lekcyjnych, by dowiedzieć się, co słychać. W sumie rozmawiamy jakieś pół godziny, na pewno więcej niż z mężem” – relacjonuje jedna z matek. Rozmowy służą często do rozwiązywania konkretnych problemów. Psycholodzy ostrzegają, że rodzice nie staną się powiernikami dzieci, jeśli będą je pytać jedynie o naukę, problemy w szkole czy kolegów z podwórka. Jeszcze gorsze jest to, że co piąty dorosły rozmawia z dzieckiem głównie wtedy, gdy ma ono kłopoty. To może powodować, że mały człowiek będzie specjalnie prowokować trudności, aby rodzice zwrócili wreszcie na niego uwagę (Pac, 2008). Czego więc potrzeba aby przeciwdziałać rodzącym się zagrożeniom?"
 

"Najpiękniejszy okres w życiu kobiety – narodziny dziecka – może być również jej największym koszmarem. Dzieje się tak, gdy matkę dotknie depresja poporodowa. Kto jest na nią najbardziej narażony i jak pomóc depresyjnej mamie?"

 

 Image

 

"Jak się pierwszy raz trzyma dziecko na rękach, to można góry przenosić – mówi Katarzyna Juroszek (...), która razem z mężem Franciszkiem adoptowała dwójkę dzieci. A Katarzyna wie, co mówi, używając tej metafory, bo mieszka w górach, w Jaworzynce. To prawie koniec świata, tzw. trójstyk granic – polskiej, słowackiej i czeskiej. Jechaliśmy tam w prawdziwej śnieżnej zamieci. Jaworzynka liczy 3130 mieszkańców. Wśród nich od 7 listopada 2006 jest Karinka, a od 20 marca 2008 – Franuś. – To imię daliśmy mu po tacie i po dziadku – tłumaczy mama."

 
Więcej artykułów…
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS