Nie wiem czy to dobry moment aby powtóre rozpocząć ten blog, nie mniej sobotnia tragedia jest wydarzeniem, które zmienia nie tylko pojedyńcze osoby ale także całe narody. Czy zmiany te są trwałe i czy faktycznie dogłębne przyjdzie się przekonać.
Może znów po jednym czy kilku wpisach porzucę tą formę uzewnętrzniania swoich myśli, nie mniej warto aby przynajmniej te zapiski pozostały.
Zawsze miałem negatywny stosunek do uzewnętrzniania swojego wnętrza poprzez prowadzenie różnej maści blogów. Wydawało mi się to zbyt intymne a jednocześnie, nie nawidząć robić rzeczy pozbawionych sensu, nie umiałem sobie wyobrazić aby kogoś taka twórczość mogła zainteresować. Jednak powoli dochodzę do wniosku, że nie nam jest oceniać zasadność, celowość i sens tego co robimy. Może nie warto się nad tym zastanawiać ale po prostu robić to, na co ma się ochotę. Może ta węwnętrzna potrzeba jest już sama w sobie wystarczającym uzasadnieniem. Wiem jedno, że warto i trzeba próbować, choćby efekt okazał się opłakany, niezadowalający lub inny od zamierzonego. W samym próbowaniu jest już jakaś celowość i tego należy chyba się trzymać.
Czy ten blog będzie ciekawy...nie mogę i nie chcę obiecywać. Jako rodzic chciałbym się w tym miejscu dzielić swoimi obserwacjami mniej lub bardziej trafnymi. Czy to może kogoś zaciekawić, nie mnie już oceniać choć na pewno bardzo bym tego sobie życzył... czas pokaże.
* * *
Tragedia, która się wydarzyła w sobotę uzmysłowiła mi między innymi, że tak na prawdę nigdy nie wiemy w jakiej sytuacji postawi nas los. Żyjąc codzinnymi obowiązakimi, które wpędzają nas w schematyczność, nie zdajemy lub nie chemy sobie zdawać sprawy, że ten nasz schemat może w każdej chwili zostać zburzony. Praca dom, dom praca. Weekend, miesiąc, pół roku, rok. Czas mierzymy ilością urodzin swoich lub dzieci. Przedszkole, szkoła, studia.... Patrzymy jak rosną. Dopiero co się urodziło, już chodzi a za chwilę będzie zdawało na prawo jazdy. Policzyłem ile spędzam czasu ze swoim synem.... za mało. Chwila rano na ubieranie, pierwsze śdniadanie i już zamykam za sobą drzwi, żeby nie spóźnić się na autobus. Wieczorem, chwila przy oglądaniu bajek, kąpiel i Mały już idze spać.
Co umiałbym powiedzieć o swoim synu, gdyby schemat któregoś dnia się zmienił....
Ile udałoby mi się odtworzyć ze wspomnień i fotografii.... za mało.
Źle, że los nas zaskakuje w sytuacjach kiedy nie jesteśmy na to przygotowani... obnaża w straszny naszą przyziemność i przywiązanie do rzeczy przemijających. Ale tylko wtedy dostrzegamy sprawy na prawdę ważne... doceniamy to, co warte jest docenienia.
15/04.


Komentarze
P.S.
Ocena miała być 5/5 ale coś internet zaszwankował.
Cieszę się, że jeszcze próbujesz :)
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.