Walentynki minęły... Prywatnie nie obchodzę tego święta. Nie wysyłam kartek, nie dostaję prezentów, nie chodzimy tego dnia z Tomkiem na pseudo-romantyczne kolacje. Oczywiście okazji do świętowania jest wiele, a 14 lutego to po prostu nie jest jedną z nich…A najlepsze są niespodzianki bez okazji: dlatego, że ktoś Cię kocha, a nie dlatego że czuje się zobowiązany, bo są Walentynki.
Jako Ola mogę sobie pozwolić na ignorowanie tego święta, jakby nie istniało w społecznym odczuciu.
Jako pracownik hotelu mogę mieć wolny dzień, by nie uczestniczyć w tym całym komercyjnym przedsięwzięciu.
Jako pedagog nie mogłam ignorować zainteresowania młodzieży Walentynkami i szaleństwa jakie tego dnia ogarnia młodych i jeszcze młodszych.
Każda okazja jest dobra, żeby rozmawiać z młodzieżą o sprawach ważnych.
Jedna z takich okazji mi się przypomniała, a właściwie została mi przypomniana :-)
Czasy studenckie i „singielskie”. Byłyśmy charyzmatyczne, młode z tysiącem pomysłów.
Wraz z grupą znajomych prowadziłyśmy świetlicę młodzieżową, w ramach wolontariatu oczywiście.
Organizowałyśmy wyjazdy np. na Lednicę czy imprezy tematyczne, typu wieczór japoński z origami. Może dlatego, że nie byłyśmy nudne, młodzież była w ogóle skłonna z nami rozmawiać o bardziej osobistych sprawach… Temat zakochania i pytania: jak okazać sympatię? zaprzątały ich głowy na co dzień. Wykorzystałyśmy „Walentynki” jako okazję do poruszenia tego tematu.
Wystrój w serduszka, zapalone świeczki, kubki z herbatą lub cappuccino do ręki i można było zaczynać:-)
Dyskusja.
Jak rozumiemy miłość? Kogo kochamy? Czy jest zakochanie? Czy często bywamy w tym stanie? Dlaczego wysyłamy kartki walentynkowe? Czy lubimy je otrzymywać?
Młodzi ludzie są mądrzejsi niż zwykle nam się wydaje. Uczą się odróżniać chwilową fascynację od prawdziwej miłości. Czasami potrzebują na to trochę czasu i kilku pomyłek.
Chcą dawać coś z siebie i czerpać ze świata. Stąd potrzeba wysyłania i otrzymywania kartek walentynkowych. A przecież nie potrzeba do tego specjalnego święta. Tym bardziej że tego dnia czują się pod presją. Jak nie dostaniesz walentynki, znaczy, że nikomu się nie podobasz. Trzeba wysłać kartkę, żeby nie wyglądać na nieczułego egoistę.
Wspomniane przeze mnie zajęcia pozwoliły „naszej młodzieży” wyrwać się spod nacisku. Dalej rozwijały się przyjaźnie, części z nich zamieniła się po latach w coś więcej. Ale to wszystko było takie bardziej spontaniczne, naturalne, nie podyktowane obowiązkiem, lecz wypływające z wewnętrznej potrzeby.
Teraz są to już dorośli ludzie. Z ogromna radością i satysfakcją obserwuję, jak potoczyły się ich losy. Jestem dumna z „naszej młodzieży”.
Być może to nie nasze „akcje i atrakcje” miały wpływ na ich rozwój.
Jednak z pewnością warto rozmawiać z młodzieżą… Nie tylko o Walentynkach…
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

