Mój numer gadu-gadu czy adres mejlowy są ogólnodostępne. Bliżsi znajomi podają je dalszym znajomym. Nieznajomi znajdują je na forach dyskusyjnych i dzięki temu mogą się ze mną skontaktować.
Ale numer telefonu jest tylko zastrzeżony. Każdy kto go ode mnie dostał, wie że nie należy podawać go osobom postronnym.
Dlaczego takie dziwactwo?
Właśnie po to, żeby uniknąć tego, w co zostałam wplatana obecnie. Może drobiazg, ale bardzo uciążliwy.
Telemarketing. Sprzedaż usług przez telefon. Usług, których kupnem nawet nie jestem zainteresowana. A od sprzedawcy których odpędzić się kilka tygodni nie mogę.
W pracy przyzwyczaiłam się do niekończących się rozmów telefonicznych ze sprzedawcami towarów i usług z każdej chyba branży. Materiały budowlane i wyposażenie wnętrz, bo ktoś usłyszał, ze hotel się rozbudowuje. Serwisy pośredniczące w sprzedaży usług hotelarskich i gastronomicznych, bo akurat mają promocję. Producent półproduktów dla gastronomii, bo właśnie w ofercie pojawiły się nowe owoce morza. Oferta usług telekomunikacyjnych, bo znaleźli nas w książce telefonicznej.
Grzecznie wysłucham, podziękuję i kończę rozmowę. Taka praca.
A kiedy wracam do domu, musze mieć pewność, że dzwonią do mnie tylko osoby, z którymi mam ochotę rozmawiać.
Nie zwykłam odbierać telefonów od nieznanych numerów.
Ale tak się złożyło, ze akurat czekałam na wycenę okien, a człowiek z którym negocjowałam, posiada co najmniej kilka numerów. Odebrałam więc, przekonana że to wiadomość od niego.
jednak zamiast męskiego głosu, odezwał się kobiecy. Pani przedstawiła się, powiedziała z jakiej jest firmy (żadna z tych informacji nie mi nie mówiła), następnie stwierdziła, ze dzwoni z polecenia Pana (i tu padło nazwisko pewnego znajomego z dawnych czasów, człowieka z którym obecnie nie utrzymuję kontaktów, ale który nadal miał gdzieś mój numer, od lat nie zmienny).
Kilkanaście minut opowiadała (samymi wyuczonymi formułkami i sloganami) jak ten człowiek był zadowolony ze współpracy. Zapewniła że polecił mnie i podał mój numer, żebym tez mogła skorzystać z dobrodziejstw oferowanych przez jej firmę.
Próbowałam grzecznie przerwać, powiedzieć że nie jestem zainteresowana i się pożegnać.
Niestety Pani musiała wyrecytować wszystko to czego się wyuczyła lub przeczytać to, co zostało jej napisane (przez telefon nie byłam w stanie stwierdzić która z opcji była prawdziwa).
Na koniec zaproponowała mi spotkanie (oczywiście to nic zobowiązującego, ot, informacyjne i nic ponadto), zdeklarowała się, ze może podjechać do mnie do domu, bo ma służbowy samochód i na tym polega jej praca.
Odmówiłam, stwierdziłam, ze nie jestem zainteresowana, podziękowałam za rozmowę i chciałam się pożegnać.
Moja rozmówczyni oczywiście wyraziła zrozumienie akceptacje mojej sytuacji – jeśli nie mam czasu teraz, ona pozwoli sobie zadzwonić w późniejszym terminie itd.
Po zakończeniu tej dziwnej rozmowy, postanowiłam sobie że przede wszystkim – zwrócę uwagę temu znajomemu, że zachował się niewłaściwie podając komuś mój numer bez mojej zgody, a następnie zapomnę o tej całej sytuacji. Zapisałam sobie nawet numer telefonu, żeby wiedzieć że jak się wyświetli to nie powinnam go odbierać, a kobieta sama się domyśli, ze ja ignoruję.
Co do pierwszego punktu programu tylko się zirytowałam reakcją znajomego. Stwierdził, ze miał powody, żeby tak postąpić, a poza tym to nic wielkiego i dziwi go moja przesadzona reakcja.
Z drugim punktem programu było jeszcze gorzej. Przez jakieś dwa tygodnie miałam spokój, co pozwoliło mi uwierzyć, ze kobieta sama się zniechęciła, widząc, ze nie jestem dobrym materiałem na klientkę.
Po dwóch tygodniach znowu odebrałam telefon od niej. Tym razem z innego numeru, więc nie mogłam się w porę wycofać. Oczywiście kilkanaście minut przypominała mi kim jest, jaką firmę reprezentuje i z czyjego polecenia dzwoni.
Kiedy już mi się mózg zacząć gotować od manipulacyjno-marketingowych formułek, zaproponowała spotkanie, „którego niestety nie udało nam się odbyć we wcześniejszym terminie”.
Oczywiście została spławiona po raz kolejny, tym razem poszło mi szybciej.
Ale okazała się nieugięta – zadzwoniła jeszcze kilka razy, w coraz mniejszych odstępach czasu.
Szczerze przyznam, ze nie wiem, jak mam się wyplątać z tej sytuacji. Nie chce być niegrzeczna i chamska. Choć nie ukrywam, ze powoli zbliża się moment, w którym mogę gwałtownie zareagować.
Żyjemy w świecie wszechogarniającego marketingu i może powinniśmy się do tego przyzwyczaić i podążać z duchem czasu.
Ale ja wolę pozostać w świecie średniowiecza...


Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.