Maj to miesiąc radości, nadziei, budzącego się życia, ale u mnie dziś smutno, ponuro, żałobnie...i krótko...
Dwójka moich znajomych – para ludzi dwudziestokilkuletnich jechała zwykłą trasą w podróż, która często odbywali. Zdarzył się wypadek. Dziewczyna zginęła na miejscu, chłopak trafił do szpitala.
Nie byli to moi bliscy przyjaciele, zaledwie ludzie spotkani kilka razy na imprezach. Ale ludzie radośni i pomocni. Bez nich już nic nie będzie takie samo. Jej już nie ma wśród nas. A on, choć fizycznie niewiele ucierpiał, psychicznie może się nigdy nie pozbierać. Był kierowcą tego samochodu...
Zawsze kiedy ktoś umiera, jest żal, smutek, łzy. Jest żałoba.
Jednak kiedy odchodzą ludzie starsi, schorowani – rozumiemy, że ich czas się wypełnił. Tęsknimy, ale rozumiemy...
A po ludziach młodych: nastolatkach, dwudziestokilkulatkach... na zawsze pozostają puste miejsca. Puste miejsca przy stole, przy ognisku...
„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”
I choć tak trudno nam samym to przychodzi, uczmy także nasze dzieci kochać tak, by nie było „wciąż za mało i stale za późno”...

