| Spis treści |
|---|
| Specjalista w swojej dziedzinie |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |
Co radzić młodym ludziom:
Studiować? Jak najdłużej się uczyć?
A może szybko zdobyć praktyczny zawód i się usamodzielnić?
Kilka tygodni temu miałam rozmowne z pewną znajomą (ale nie zaprzyjaźnioną, po prostu poznana przez wspólnych znajomych) magister teologii. Skończyła studia, zdobyła dyplom. Oprawiła go w ramkę, pokazała wszystkim babciom, ciociom i pozostałym członkom bliższej lub dalszej rodziny. Następnie powiesiła tę ramkę nad łóżkiem i na tym zakończyła karierę zawodową. Rozmowy o pracy... z tej samej serii co o pogodzie – takie niezobowiązujące pogawędki z niezbyt bliskimi ludźmi. Pytasz kogoś, gdzie pracuje, on odpowiada. Rewanżujesz się podobną lakoniczną informacją. Bezstresowo, bezkonfliktowo. Tymczasem Anna zapytana o pracę – zaatakowała mnie. Stwierdziła, że ona ma jeszcze czas na wybory drogi życiowej. Nie wie co chce robiąc w życiu, raczej nie będzie to miało związku z kierunkiem studiów. Przecież ma rodziców, którzy ją utrzymują. Ma faceta, który zabiera ja do kina i na kręgle. Nie musi rozpaczliwie szukać pracy. Dowiedziałam się tez jaka ofiarą losu jestem ja sama, że muszę sama zarabiać na własne utrzymanie, „obsługując bogaczy”. Nawiasem mówiąc nie sposób zaprzeczyć temu stwierdzeniu – usługi hotelarskie to USŁUGI, a większość gości hotelowych jest BOGATA...
Po tym spotkaniu zaczęłam się zastanawiać, co kieruje ludźmi, kiedy wybierają zawód.
To w pewnym sensie dylemat pedagogiczny. Przecież uczymy młodzież mądrych, racjonalnych wyborów. Kładziemy im do głowy, by się uczyli jak najdłużej, studiowali lub wręcz przeciwnie – by szybko zdobyli jakiś przydatny zawód i mogli się usamodzielnić.
Nie wiem, która opcja jest lepsza – myślę że wiele zależy od indywidualnej sytuacji młodego człowieka, a także od sytuacji jego rodziny.
Kolejnym przełomem w moich rozważaniach było pojawienie się w naszym hotelu Grzegorza, pracownika ochrony.
20-letni chłopak z bieszczadzkiej wsi, przyjechał na Śląsk w poszukiwaniu pracy.
Ambicje miał ponadprzeciętne. Wymagania finansowe godne dyrektora banku. Duże znajomości i zerowe umiejętności.
Ale wszystkiego można się nauczyć, jeśli tylko człowiek jest chętny do nauki. Niestety, Grzegorz nie był. Przejawiał postawę roszczeniową. Twierdził, że nie musi wypełniać swoich obowiązków, bo zawsze ktoś to zrobi za niego, a on i tak będzie miał zapłacone. Kiedy próbowałam mu zwracać uwagę, na czym polegają jego obowiązki, delikatnie sugerowałam, czego się od niego wymaga, reagował agresywnie. Wiele można znieść, ale w sytuacji, kiedy zaczął stwarzać zagrożenie – zapowiedziałam mu, że jeśli nie zmieni swojej postawy, będzie to jego ostatni dzień w pracy na tym obiekcie. Roześmiał się szyderczo i stwierdził, że on jest nieusuwalny i że lepsi ode mnie próbowali się go pozbyć, ale on ma znajomości, a ja mogę sobie co najwyżej pogadać.
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}
Cóż, wiele komentować nie trzeba – Grzegorza już nie ma wśród nas. Został usunięty z grafiku na hotel. Będzie pilnował pustej hali lub opuszczonej kopalni, gdziekolwiek zostanie odesłany, ale na pewno będzie to miejsce, w którym nie będzie stwarzał zagrożenia.
Nie jestem zaskoczona typem osób, które zatrudniają firmy ochroniarskie. Niejednokrotnie widziałam ogłoszenia : „ emeryta lub rencistę do ochrony zatrudnię”, „poszukujemy osób z grupą inwalidzką do ochrony” „firma ochroniarska zatrudni kombatantów wojennych lub wojskowych”...
Człowiek mający na utrzymaniu rodzinę nie będzie pracował w takiej firmie, ze względu na godzinowe stawki, albo zarobi zbyt mało, by starczyło na jedzenie i opłaty, albo musi wyrobić tyle godzin w miesiącu, że (jak to mawiał pewien znajomy ochroniarz) „syn będzie mówił do mnie wujku”.
Dlatego zatrudniają każdego kto jest chętny, choć zupełnie nie zdolny do tej pracy.
Już ochłonęłam po tych spotkaniach. Nie chciałam ich opisywać na żywo, żeby zachować choć minimum obiektywizmu. Anny nie zobaczę przez dłuższy czas, Grzegorza prawdopodobnie nigdy. Lecz zostawili w moim życiu ślad...
...i powód do rozmyślań: jak przygotować młodych ludzi do wyboru drogi życiowej? Żeby nie skończyli jako społeczne darmozjady, niezdolne lub niechętne do wykonywania jakiejkolwiek pracy?
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}


Komentarze
Mnie np ostatnio w tym kontekście zastanawia moda na doktoraty. Mnóstwo ludzi je robi dla samego tytułu. Przyznam szczerze - nie rozumiem takiej motywacji. Co innego gdyby doktorat otwierał drogę do prowadzenia zajęć na uczelni. Ale niestety nie otwiera, bo.. liczą się przede wszystkim znajomości. Przekonałam się na własnej skórze.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.