Follow us on Twitter
Start Blogi Blog pedagoga Specjalista w swojej dziedzinie

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Specjalista w swojej dziedzinie
Strona 2
Wszystkie strony

 

Image

Co radzić młodym ludziom:
Studiować? Jak najdłużej się uczyć?
A może szybko zdobyć praktyczny zawód i się usamodzielnić?

Kilka tygodni temu miałam rozmowne z pewną znajomą (ale nie zaprzyjaźnioną, po prostu poznana przez wspólnych znajomych) magister teologii. Skończyła studia, zdobyła dyplom. Oprawiła go w ramkę, pokazała wszystkim babciom, ciociom i pozostałym członkom bliższej lub dalszej rodziny. Następnie powiesiła tę ramkę nad łóżkiem i na tym zakończyła karierę zawodową. Rozmowy o pracy... z tej samej serii co o pogodzie – takie niezobowiązujące pogawędki z niezbyt bliskimi ludźmi. Pytasz kogoś, gdzie pracuje, on odpowiada. Rewanżujesz się podobną lakoniczną informacją. Bezstresowo, bezkonfliktowo. Tymczasem Anna zapytana o pracę – zaatakowała mnie. Stwierdziła, że ona ma jeszcze czas na wybory drogi życiowej. Nie wie co chce robiąc w życiu, raczej nie będzie to miało związku z kierunkiem studiów. Przecież ma rodziców, którzy ją utrzymują. Ma faceta, który zabiera ja do kina i na kręgle. Nie musi rozpaczliwie szukać pracy. Dowiedziałam się tez jaka ofiarą losu jestem ja sama, że muszę sama zarabiać na własne utrzymanie, „obsługując bogaczy”. Nawiasem mówiąc nie sposób zaprzeczyć temu stwierdzeniu – usługi hotelarskie to USŁUGI, a większość gości hotelowych jest BOGATA...

Po tym spotkaniu zaczęłam się zastanawiać, co kieruje ludźmi, kiedy wybierają zawód.
To w pewnym sensie dylemat pedagogiczny. Przecież uczymy młodzież mądrych, racjonalnych wyborów. Kładziemy im do głowy, by się uczyli jak najdłużej, studiowali lub wręcz przeciwnie – by szybko zdobyli jakiś przydatny zawód i mogli się usamodzielnić.
Nie wiem, która opcja jest lepsza – myślę że wiele zależy od indywidualnej sytuacji młodego człowieka, a także od sytuacji jego rodziny.

Kolejnym przełomem w moich rozważaniach było pojawienie się w naszym hotelu Grzegorza, pracownika ochrony.
20-letni chłopak z bieszczadzkiej wsi, przyjechał na Śląsk w poszukiwaniu pracy.
Ambicje miał ponadprzeciętne. Wymagania finansowe godne dyrektora banku. Duże znajomości i zerowe umiejętności.
Ale wszystkiego można się nauczyć, jeśli tylko człowiek jest chętny do nauki. Niestety, Grzegorz nie był. Przejawiał postawę roszczeniową. Twierdził, że nie musi wypełniać swoich obowiązków, bo zawsze ktoś to zrobi za niego, a on i tak będzie miał zapłacone. Kiedy próbowałam mu zwracać uwagę, na czym polegają jego obowiązki, delikatnie sugerowałam, czego się od niego wymaga, reagował agresywnie. Wiele można znieść, ale w sytuacji, kiedy zaczął stwarzać zagrożenie – zapowiedziałam mu, że jeśli nie zmieni swojej postawy, będzie to jego ostatni dzień w pracy na tym obiekcie. Roześmiał się szyderczo i stwierdził, że on jest nieusuwalny i że lepsi ode mnie próbowali się go pozbyć, ale on ma znajomości, a ja mogę sobie co najwyżej pogadać.

 

 

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}


 

 

Cóż, wiele komentować nie trzeba – Grzegorza już nie ma wśród nas.  Został usunięty z grafiku na hotel. Będzie pilnował pustej hali lub opuszczonej kopalni, gdziekolwiek zostanie odesłany, ale na pewno będzie to miejsce, w którym nie będzie stwarzał zagrożenia.

Nie jestem zaskoczona typem osób, które zatrudniają firmy ochroniarskie. Niejednokrotnie widziałam ogłoszenia : „ emeryta lub rencistę do ochrony zatrudnię”, „poszukujemy osób z grupą inwalidzką do ochrony” „firma ochroniarska zatrudni kombatantów wojennych lub wojskowych”...
Człowiek mający na utrzymaniu rodzinę nie będzie pracował w takiej firmie, ze względu na godzinowe stawki, albo zarobi zbyt mało, by starczyło na jedzenie i opłaty, albo musi wyrobić tyle godzin w miesiącu, że (jak to mawiał pewien znajomy ochroniarz) „syn będzie mówił do mnie wujku”.
Dlatego zatrudniają każdego kto jest chętny, choć zupełnie nie zdolny do tej pracy.

Już ochłonęłam po tych spotkaniach. Nie chciałam ich opisywać na żywo, żeby zachować choć minimum obiektywizmu. Anny nie zobaczę przez dłuższy czas, Grzegorza prawdopodobnie nigdy. Lecz zostawili w moim życiu ślad...
...i powód do rozmyślań: jak przygotować młodych ludzi do wyboru drogi życiowej? Żeby nie skończyli jako społeczne darmozjady, niezdolne lub niechętne do wykonywania jakiejkolwiek pracy?

 

{Mosmodule module=ArtBanners_bottom} 

 

 
Share

Komentarze  

 
0 #4 Gość 2009-06-05 02:08
Na mój nauczycielski gust pytanie sprowadza się do tego, jak wychować życiowych realistów. I wygrać w tym z mediami, a czasem i z... rodzicami niestety.
Cytować
 
 
0 #3 Gość 2009-06-05 02:06
w życiu trzeba robić to co się kocha, to co sprawia przyjemność i przynosi satysfakcję. A najlepiej jeśli uda się to powiązać w pracę zawodową. Wtedy praca nigdy nie będzie obowiązkiem. Oczywiście idąc utartymi ścieżkami ( praca na etacie, wypłata co miesiąc ciepła posadka) raczej nie zrealizujemy tego zamierzenia...bo wpadając w schemat baardzo trudno się z niego wyplatać...bo później szkoda się zwolnić bo dom, rodzina kredyty...i zostaje frustracja, zmęczenie, wypalenie i jakoś tak życia szkoda...
Cytować
 
 
0 #2 Gość 2009-06-05 02:05
wcale nie mam przekonania, że studia są konieczne aby coś osiągnąć w życiu.. co przecież często się słyszy... owszem jeśli idzie się na nie z jakąś wizją przyszłego życia....bo jeśli jest to tylko decyzja podyktowana "że wypada mieć magistra" i wybiera się kierunek aby tylko się dostać...to chyba nie ma sensu...może lepiej poświęcić się swojej pasji, odkrywaniu talentów... świat potrzebuje malarzy, muzyków, stolarzy, a nie koniecznie magistów ekonomii zarządzania, administracji...:-)
Cytować
 
 
0 #1 Gość 2009-06-05 02:01
Jarku, z tymi studiami. Też tak uważam. Sama poszłam na studia tylko dlatego, że ten kierunek był moją pasją, a uczelnia była najlepszym miejscem na grzebanie w starej literaturze, otwierała dostęp do zbiorów specjalnych bibliotek itp.
Mnie np ostatnio w tym kontekście zastanawia moda na doktoraty. Mnóstwo ludzi je robi dla samego tytułu. Przyznam szczerze - nie rozumiem takiej motywacji. Co innego gdyby doktorat otwierał drogę do prowadzenia zajęć na uczelni. Ale niestety nie otwiera, bo.. liczą się przede wszystkim znajomości. Przekonałam się na własnej skórze.
Cytować
 
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS