Zwykłam narzekać na różne nowoczesne pomysły na „świętowanie”: pasterka-party, haloween, walentynki.
Ale wczoraj był dzień, który w polskiej tradycji istnieje od dawna.
Obyczaj ten wywodzi się prawdopodobnie z rzymskiego święta Cerealiów, obchodzonego na początku kwietnia ku czci Cerery, bogini urodzaju.
Do tradycji włączył się, choć przypadkowo, francuski władca Karol IX. W 1564 r. Papież polecił mu, aby zakazał obchodzenia święta wiosny, które przypadało na 1 kwietnia. Ludzie przekształcili je więc w tradycję obdarowywania się żartobliwymi upominkami, później żartobliwym oszukiwaniem się.
W Polsce już w XVI wieku uchodził za dawny, a Wacław Potocki napisał:
"Prima Aprilis, albo najpierwszy dzień kwietnia,
Do rozmaitych żartów moda staroletnia."
Są żarty sympatyczne, są też grubiańskie czy wręcz niesmaczne.
W dawnych wiekach naszej "złotej wolności" zdarzało się w tym dniu poczęstować gościa pierogami nadziewanymi trocinami czy kawą przyrządzoną z gliny.
Wysyłano również listy ze zmyślonymi wiadomościami, dziwaczne prezenty lub po prostu kartkę z napisem: Prima Aprilis.
Stara tradycja... czyli coś, co pasjonatka kultury dawnej wręcz uwielbia.
Jako dzieciak żartowałam w tym dniu z rodziny i koleżanek ze szkoły. Przez lata byłam regularnie „wkręcana” przez młodszego brata.
A w tym roku to święto minęło tak jakoś beze mnie czy obok mnie. Oczywiście wiedziałam, jaki jest dzień i pewnie dlatego do wszystkiego co mówili ludzie, podchodziłam nieufnie, wietrząc w tym jakiś podstęp...
Kiedy wieczorem zapytałam brata, czy udało mu się kogoś nabrać – nawet nie zrozumiał pytania. Wyjaśniłam, że mamy 1 kwietnia czyli Prima Aprilis. Pomyślał i stwierdził, że już z tego wyrósł.
Większość z nas w taki czy inny sposób wyrasta z primaaprilisowej tradycji.
Jedni nie dostrzegają znaczenia 1 kwietnia (jak mój brat).
Inni patrzą na żarty robione przez osoby trzecie osobom czwartym i nie mają najmniejszej ochoty się do nich przyłączyć (jak ja).
Ale jestem przekonana, że warto zachować tradycję żartowania w tym dniu – nie w sposób wulgarny czy niebezpieczny, ale z taktem, wyczuciem oraz dystansem do siebie.
Bo śmiech to zdrowie.
A my, dorośli, jesteśmy to winni dzieciom i młodzieży.
By otoczona amerykańską nowoczesnością, nauczyła się korzystać z dobrodziejstw prawdziwej tradycji.
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}


Komentarze
Nie rozumiem, jak można z tego wyrosnąć, doprawdy.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.