| Spis treści |
|---|
| Potęga promocji |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |
Promocje atakują nas na każdym kroku. Przyzwyczailiśmy się do przeceny jedzenia, posezonowej wyprzedaży ubrań, 10-cio procentowej promocji artykułów gospodarstwa domowego czy akcji „raty 0%” na sprzęt elektroniczny.
Najczęściej ulegamy presji i z rozkoszą kupujemy wszystko to, czym kuszą nas w marketach.
Tłumaczymy się później, że jesteśmy odporni na reklamę, a kupujemy tylko to, co i tak byśmy kupili, niezależnie od promocji. Bo trzeba coś jeść, trzeba się w coś ubrać, a nowa pralka czy lodówka też się przyda.
Od lat obserwuję wyżej opisaną tendencję i uśmiecham się dyskretnie. Bo to w gruncie rzeczy nieszkodliwe. Kasia ma kilka zbędnych par butów, Artur niepotrzebnie kupił kolejny odtwarzacz mp3, a Ala zapełniła lodówkę jedzeniem, którego starczyłoby dla pułku wojska.
Dziwne, zabawne, ale typowe dla współczesnych czasów. Może nauczą się na błędach i następnym razem zrobią bardziej przemyślane zakupy.
Temat manipulacji za pomocą promocji jest stary jak świat i nie wspominałabym o nawet, gdyby nie pewien nowy akcent, który wprawia mnie w osłupienie od prawie tygodnia.
Do tej pory byłam przekonana że promocje są skuteczne tylko w przypadku artykułów podstawowych oraz czasami tych średniej klasy, pod warunkiem, że zostają przedstawione jako luksus za przystępną cenę.
Natomiast absolutnie nie kojarzyłam tej tendencji z rynkiem artykułów i usług luksusowych.
Bo albo kogoś nie stać na luksus i wybiera tańsze rozwiązania – wtedy kilkuprocentowy rabat niczego nie zmieni.
Albo korzysta na co dzień z luksusowych towarów i usług, a wtedy symboliczny rabat nie ma dla niego znaczenia.
{Mosmodule module=ArtBanners_bottom}

