Oznajmiłam to z niezwykłym spokojem, choć w rzeczywistości nie potrafię się uspokoić od wielu godzin. Pije melisę, ale to bardziej placebo niż lek na uspokojenie i wobec tego zupełnie nieskuteczny.
Co do Babci to nie jestem wyjątkowo zaskoczona.
Każdego dnia mnóstwo starszych osób jest okradanych i oszukiwanych. Metod jest wiele i każdy złodziej-oszust specjalizuje się w którejś z nich.
Ostrzegamy naszych bliskich z grupy ryzyka (w podeszłym wieku, mieszkających samotnie) żeby nie wpuszczali obcych do mieszkania, nie wyjmowali pod żadnym pozorem swoich oszczędności itd.
A moja Babcia jest w grupie ryzyka nad ryzykiem. Jest nieodpowiedzialna. Wpuszcza każdego, kto się pojawi. Lubi rozmawiać z ludźmi, a to doskonała okazja. Przestrzegaliśmy ją przed takim zachowaniem, ale tylko wzruszała ramionami i dalej robiła, co chciała. Opowiadaliśmy o znajomych, którzy zostali okradzieni lub naciągnięci na kupno jakiegoś absurdalnego sprzętu za gigantyczną kwotę. Była przekonana, ze jej to nie dotyczy.
Tym razem sprawcy zastosowali manewr: „na wodociągi”.
Jedna kobieta przedstawiła się jako pracownica wodociągów, poprosiła Babcie o sprawdzanie dopływów wody, kranów – cokolwiek, oby jak najdłużej ją zagadywać. Następnie wprowadziła drugą, rzekomą „kierowniczkę”.
Babcia zadowolona z towarzystwa opowiedziała im połowę życia i wszystko o rodzinie. Nie musiały się nawet wysilać, żeby zająć jej uwagę – sama robiła to bardzo skutecznie.
W międzyczasie pozostałe dwie osoby splądrowały mieszkanie.
Nie zginęło wiele. Złodzieje nie zdążyli się porządnie rozejrzeć, bo sąsiadka weszła do mieszkania i ich wypłoszyła.
Sytuacje jak ta powyżej zdarzały się, zdarzają i nadal zdarzać się będą.
Opisałam ją po części dlatego, ze dotknęła moja rodzinę.
Po części z powodu bezsilności na upartość Babci, którą mam się opiekować, ale sama skutecznie mi to utrudnia.
To też...Ale nie tylko to.
W opisywanym zdarzeniu coś zaskoczyło mnie szczególnie.
Złodzieje to 4-osobowa grupa: 3 kobiety, jeden mężczyzna. Z doskonale przygotowanym planem podstawowym oraz awaryjnym. Z zaplanowaną drogą ucieczki (nikt ich nie widział wychodzących z klatki schodowej).
Nic szczególnego, wszyscy działają podobnie.
Z ta drobna różnica, że najczęściej to ludzie w średnim wieku, wyłudzacie i naciągacze od lat.
Tym razem grupa składała się z samych nastolatków. Wyglądających niewinnie, z plecakami na plecach i sportowym obuwiem na nogach.
Oczywiście, takie osoby były mało wiarygodne w roli, która odgrywały. Powinno to wzbudzić podejrzenia. Ale podejrzeń mojej Babci nie budzi nic.
Oczywiście, że pracując od 8 lat z tzw. „trudna młodzieżą” nie dziwię się, że 15-latki kradną. Na własne oczy widziałam „łupy”, zdobyte przez znacznie młodsze dzieci.
Ale czym innym jest działanie spontaniczne – wyrwanie staruszce torebki na ulicy czy zabranie zegarka ze sklepu.
A zaplanowana akcja okradania mieszkań to zupełnie inna sprawa.
Nawet jeśli wartość kradzionych przedmiotów jest taka sama – to jakoś nie sposób spojrzeć bez przerażenia na taki zorganizowany proceder. Nawet mnie nie uda się przejść nad tym do porządku dziennego.
Odzywa się ten ukryty we mnie idealista...

