Follow us on Twitter
Start Blogi Blog mamy mlekoholika Inne święta

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)

 

 Nie jest łatwo pisać blog w drugiej ciąży. Choć myśli wiele, czynności i przeżyć dużo, to jednak wydają się one takie zwyczajne, potrzebne, dobre, piękne, ale tak jakoś oczywiste, że wątpi się, by takie refleksje czy zdarzenia mogły zainteresować stałych czytelników bloga. No bo o czym tu pisać? O moich poszukiwaniach na chustowych forach i udanym polowaniu na wymarzony model chusty wiązanej? O tym, że już nie mogę doczekać się noszenia dziecka, za którym to noszeniem wprost przepadam? O tym, że mnie i starszemu synowi brakuje tego noszenia i sam nieraz by wskoczył do chusty czy nosidła azjatyckiego, a ponosić się nie możemy ze względu na ciążowy zakaz dźwigania? O tym, że pewnie po urodzeniu młodszego dziecka nieraz jeszcze i starsze ponoszę na plecach, jeśli będzie chciało, żeby je dobrze wyprzytulać? - To wszystko mnie jakoś wciąga, ale jednocześnie wydaje się tak oczywiste w mojej matczynej codzienności, że aż trudno o tym pisać. Podobnie jest zresztą z moim małym prywatnym dziennikiem ciążowym, kiedy to w pierwszej ciąży pisałam dużo i często a teraz jakoś tak- na przeżywaniu się kończy.

I to nie jest kwestia braku czasu nawet. Ot po prostu nie celebruje się już tak wszystkiego, a raczej celebruje, ale bardziej w sobie- żyjąc po prostu- niż uzewnętrzniając to wszystko. Jest jednak coś, o czym w kontekście zbliżających się świąt chciałabym wspomnieć szczególnie. Tym razem przywołam w tym przedświątecznym czasie cos więcej niż tylko klimaty rodzinne - bo tak też przeżywam ten okres. W tym roku mam dużo czasu na przeżywanie Adwentu jako takiego. Tak się składa, że w styczniu planujemy większy remont, więc brak u mnie w tym roku szalonych porządków (dawno zresztą nie były już szalone, raczej służące świątecznemu komfortowi psychicznemu, ale to już inna historia), zresztą w ciąży dość już zaawansowanej nie byłabym ich w stanie zrobić. Nie robię też w tym roku wszystkich obowiązkowych kompotow, uszek i czego tam jeszcze na wigilię. Tak akurat się składa, że w tym roku wigilia nie u nas, a u rodzinki, dość mocno niestety ostatnio uszczuplonej przez śmierć kilku osób. Pewnie więc też będzie to i Wigilia tęsknoty. Ale czyż nie taka ma być? Czyż wigilia sama w sobie, gdy się sięgnie do jej znaczenia i korzeni, nie powinna być tęsknotą i czekaniem? Nie przywykliśmy do takiej Wigilii. A może powinniśmy? Na same święta wyjeżdżamy do dalszej, ale uczuciowo bardzo nam bliskiej rodziny i wrócimy już w nowym roku. Sam Adwent w tym roku jest podwójny. W skrócie można powiedzieć, że jest czekaniem na Dziecko i na dziecko. Na Dziecko to świat zbawiające i na to nasze własne. Aż trudno uwierzyć, że to pierwsze też tak płaczące było i bezradne zupełnie... Żeby naprawdę z własnej nieprzymuszonej woli, mogąc wszystko i władając wszystkim mieć odwagę stać się kompletnie bezbronnym Dzieckiem, najpierw płaczącym, potem plączącym się Matce między garnkami jako dwulatek-żeby mieć odwagę samemu to wybrać- to trzeba naprawdę być Bogiem- tak sobie myślę. Żeby wybrać nie tyle dziecięcą beztroskę, do której tęsknimy my wszyscy- dorośli , ale bezradność... Zawsze jakoś podświadomie chciałam być w ciąży w Adwencie. Jakoś spróbować w tym czasie zrozumieć choć trochę Jego czekającą Matkę... Tyle się mówi o tym, by się przed świętami zatrzymac, że to nie o karpia chodzi i tak dalej. Ale przyznam szczerze - nie miałabym odwagi sama się zmusić do braku sprzątania czy gotowania w tym czasie. Przywiązanie do tradycji robi swoje i choćbysmy nie chcieli, czasem brak kilku rzeczy na stole powoduje większe wyrzuty sumienia niż jakieś takie do końca nie przeprowadzone przygotowanie duchowe. I nie chodzi tu o roraty, spowiedź przed świętami i tak dalej. Bo to dla wielu jest oczywistością.

Chodzi o samą postawę czekania na Kogoś, a więc i potrzebę Kogoś, kto by poukładał ten nasz zakręcony świat. W tym roku jakoś samo życie i okoliczności dały mi czas przeżyć te święta inaczej. Bez biegania. Wbrew pozorom trudno nie mieć wyrzutów sumienia, że w tym roku na święta nie robi się nic. Trudno nie mieć wyrzutów mimo zaangażowania w święta w kuchni przez tyle lat. Tradycja robi swoje. Trzeba latać, biegać, bo jak się tego nie robi, to się nie przeżyje świąt... Paradoks? Absurd? Tak, wiem, absurd, ale jak trudno z niego wyjść i nie mieć wyrzutów sumienia, że w tym roku za tym karpiem się nie lata... Zupełnie tak jakby Jezus urodził się w pałacu przy suto zastawionym rzymskim stole, a nie w stajni...

 
Share
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS