Od czego by tu, hem, hem, zacząć? dawno mnie nie było, więc wytlumaczę się najpierw może z tego.
Najpierw byliśmy na wakacjach, a z pobytu tamtego mam, oj sporo mam do opisania, o językowo-zagranicznych perypetiach prawie dwuletnich dzieci. I tak się zbierałam, zbierałam napisać, ale.. coś mi przeszkodziło. I jeszcze jakis czas na raty pewnie się zbierać będę.
Zacząć wypada chyba od końca, bo tak będzie najprościej i najczytelniej chyba zarazem. Wkrótce więc do tytułu bloga. Jak wół tam stoi: mama mlekoholika. Lada moment moj syn skończy dwa lata, a mlekoholikiem wciąż pozostaje. Przyznam szczerze, ze mnie bardzo dziwi, że jego tak długi mlekoholizm nikogo w moim otoczeniu... nie dziwi. A wiem, że opinie bywają różne, nawet opinie pediatrów. Tak czy inaczej, czas ostatni0 mamy ciężki, mlekoholizm sie nasila, bo wychodzą zęby największe i najbardziej uciążliwe zapewne. Ale cóż zrobić, przeczekać trzeba. Tymczasem powód mojej nieobecności tutaj jest jeszcze jeden. Na czas jakis musiałam zniknąć z obiegu, bo tego wymagało zdrowie mojego drugiego mlekoholika, a nawet jego życie. Tak tak, bo to moje wytłumaczenie się z milczenia postanowiłam wykorzystać też i do przyznania się, że właściwie to jestem mamą dwu mlekoholików. Ten jeden jeszcze sensu stricto mlekoholikiem nie jest, ale niebawem będzie, mam nadzieje prze czas dłuuugi. Jak to jest być mamą dwójki, niezależnie od mlekoholizmu tej dwójki nie wiem. Wiem na pewno, że to wyzwanie. Jak sobie z nim radzę, o tym raport z placu boju co jakiś czas napiszę, jak tylko nocne niedospanie zębowe i ciążowe mdłości, już coraz mniejsze, mi pozwolą. Tymczasem juz niebawem obiecany spóźniony tekst o językowych dziecięcych perypetiach, no i o wakacjach w ogóle.


Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.