
W dzień z taką datą jak dziś jakoś zawsze wracam do historii. Nie potrafię inaczej, mimo że , jak tu juz wiele razy pisałam, nadetych rocznicowych patriotyzmów nie znoszę. Ale historia ta, z lat 80, jest mi bliska. Bliska instynktownie, intuicyjnie. Nie pamiętam stanu wojennego, miałam rok, gdy go wprowadzono. W mojej rodzinie zdania na temat stanu wojennego właśnie są podzielone, z autopsji tej sytuacji ocenić nie mogę. Ale nie tylko ze wzgledu na daty ta historia najbliższa wciaz do mnie wraca. Wraca chyba dlatego, że pamiętam czasy tamtego ustroju jeszcze. Jeszcze kilka lat temu kojarzyły mi się głównie z Misiem Uszatkiem i Bolkiem i Lolkiem, z cukierkami -irysami i krówkami -mordoklejkami, których dziś nie uświadczysz.Taki folklor PRLu. Ale im starsza jestem, tym bardziej wspomnienie dzieciństwa z tamtych czasów odchodzi na bok, zapamiętane kolejki po kawę przestają śmieszyć, nie zawsze się chce już gadać z rówieśnikami: "A pamiętasz cukier z wielkim "C" na opakowaniach i herbatę w brązowo-żółtych pudełkach, itd itp". Coraz częściej patrzy się z perspektywy trzydziestolatka juz prawie na trzydziestolatków z lat osiemdziesiątych.
I to chyba jest tak, że na historię patrzy sięwłasnie w ten sposób - na swoich równolatków w odległych czy mniej odległych czasach. Może dlatego dzieci nie lubia historii w szkole?
A ja? Mimo że zyje w wieku 21, problemy społeczne są zgoła inne, przenosząc się w krainę historii, mając lat tyle, ile mam, czuję, że ta piosenka jest jakoś moja...

