Zaczęło się od wyznania wrocławskiego chemika, prof. Mikołaja Rudolfa z Wydziału Chemii UWr: - Podczas wykładu mówię wolniej, bo wiem, że większość studentów ma problemy z przyswojeniem podstawowych informacji. Poziom wiedzy osób, które przychodzą na studia, jest żałośnie niski.
I dalej profesor wymieniał: - Błędy ortograficzne w pracach zaliczeniowych to standard. Studenci coraz częściej stosują zapis fonetyczny zdań, co znaczy, że w ogóle nie czytają. Na pytanie, kto potrafi zmontować prosty obwód elektryczny, zgłosiło się kilka osób z kilkudziesięciu obecnych na wykładzie. Student III roku chemii nie potrafił powiedzieć, na jakiej zasadzie świeci żarówka.
A czy da się co na to poradzić? Prof. Rudolf zaproponował: - Odchudzić programy nauczania, to podstawa. Należy wyeliminować testy na egzaminach oraz zastanowić się nad wprowadzeniem rozmów kwalifikacyjnych na studia. Ale nie oszukujmy się - na poprawę jakości kształcenia trzeba poczekać co najmniej jedno pokolenie - stwierdził wykładowca chemii w tekście „Na uczelnię trafiają niedouczeni kandydaci”
Poprosiliśmy wtedy Internautów o listy na temat: "Czy studenci są głąbami i czy można coś na to poradzić?". I zaczęła się dyskusja. Kto zawinił? System edukacji, przygotowujący bezrefleksyjnych półgłówków do zdawania egzaminów testowych, rodzice, społeczeństwo, uczelnie, w których coraz trudniej o Mistrza, a wykładowcy gonią z etatu na etat, czy może założenie, że każdy ma prawo studiować.
www.gazeta.pl, całość tekstu TUTAJ
{Mosmodule module=Artbanners_bottom}

