"Mają kilka lat albo miesięcy. Są bite, gdy płaczą, proszą o jedzenie albo po prostu przeszkadzają opiekunom. O ich tragediach dowiadujemy się dopiero, gdy giną. Możemy uratować te dzieci.
Trzyipółletniego Bartka matka przyniosła do izby przyjęć szpitala w Kamiennej Górze. Już nie żył. Lekarz określił ciało chłopca jako zmasakrowane: mnóstwo krwiaków, siniaków i złamań. Był katowany przez kilka dni tak mocno, że doszło do wewnętrznych wylewów krwi i obrażeń narządów wewnętrznych, w tym do ciężkiego uszkodzenia mózgu."
O Akcji "Gazety" więcej TUTAJ
Dodaj komentarz

